Skocz do zawartości

aguagu

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    681
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    17

Zawartość dodana przez aguagu

  1. Wiek a etap życia to dwie różne rzeczy. U mnie na magisterce zaocznej chyba połowa dziewczyn z grupy zdążyła w trakcje tych studiów wyjść za mąż (ja też), a do tego urodziło się dwoje dzieci. Jedno nawet przyjeżdżało na zajęcia. Także pomimo średniej wieku nie odbiegającej od dziennych klimat był nieco inny. Ale tak abstrahując, to sama praca robi swoje. Kiedy masz już taką pracę na serio od poniedziałku do piątku, a nie tylko studencką dorywczą, to po prostu już inaczej trochę na wszystko patrzysz i jednak jesteś bardziej zmęczony.
  2. aguagu

    Studia pielęgniarskie

    Pro tip: jeśli interesuje Cię konkretna uczelnia i chcesz wiedzieć, jak tam jest, poszukaj na FB grup rocznikowych starszych roczników. Tam najprędzej uzyskasz interesujące Cię informacje.
  3. Rozumiem. Sama pracuję w domu. W takcie pracy to mogę co najwyżej z psem pogadać. I sama też nie wiem, co ci doradzić. Większość moich znajomych to tak naprawdę ludzie poznani jeszcze na licencjacie, w akademiku itp. Nie za bardzo wiem, skąd się bierze nowych. Wszyscy, których znam, zawierają nowe znajomości głównie w pracy.
  4. Ja robiłam licencjat dziennie, a magistra zaocznie. Niebo a ziemia. Na dziennych było typowe studenckie życie, wyjścia, imprezy, łaziliśmy na jakieś konferencje, przeglądy filmowe. Na zaocznych ludzie byli sympatyczni, ale każdy tylko patrzył, żeby jak najszybciej jechać do domu po zajęciach.
  5. aguagu

    Jak wyjść z dołka

    Myślę, że trochę dramatyzujesz i masz jakieś dziwne kompleksy. Akurat dobry mechanik jest w stanie zarobić więcej niż większość pracowników korpo. Praca w korpo też znowu taka bardzo pasjonująca nie jest. A w służbach tym bardziej. Cóż z tego, że emerytura wcześnie, jak zarobki gów*iane. A na tej emeryturze pewnie będą musieli dorabiać. Ale tu się z Gutkiem kategorycznie nie zgodzę, że zarobki na utrzymaniu ruchu nie zależą od miejsca. Owszem, zależą i to bardzo. Ja jestem z Polski B i tam na utrzymaniu ruchu płacą bardzo słabo. Po prostu mało jest zakładów, a sporo chętnych. Zupełnie inaczej to wygląda w regionach, w których zakładów jest dużo, a chętnych mało. Zwykłe prawo podaży i popytu. Wracając do studiów, to zamiast myśleć o swoich kompleksach, pomyśl, czy to ci się w pracy przyda. Czy masz szansę na awans, fajniejsze stanowisko, lepsze zarobki. Być może możesz studiować zaocznie, to lepsze niż robić sobie teraz wyrwę w CV. A języki obce zawsze się przydają. Bez nich słabo nawet na wakacje jechać.
  6. aguagu

    Zielarstwo i fitoterapia

    W zasadzie to żeby prowadzić sklep zielarski trzeba być zielarzem-fitoterapeutą, ale wystarczy na poziomie szkoły policealnej. Tak na marginesie to ja bym chętnie na takie studia poszła, ale mam daleko. Od zawsze kręcą mnie ziółka. Ale, autorko, musisz się ogarnąć z researchem w sieci, bo coś ci nie idzie. Ten kierunek mają jeszcze co najmniej trzy albo cztery uczelnie. Na pewno ze dwa uniwersytety pedagogiczne, chyba w Lublinie i Wrocławiu, i jeszcze PWSZ w Krośnie. Podobnie z programem. Większość uczelni udostępnia go na stronie, a jak nie to można do nich po prostu napisać maila albo przedzwonić. Bo te studia mają też różne specjalizacje i profile. Jedno są bardziej rolnicze, nastawione pod uprawę, inne właśnie pod pracę w laboratorium w firmach zielarskich. To nie jest zła specjalizacja, choćby sam rynek supli jest w Polsce ogromny, a ziół używa się też przecież w branży kosmetycznej.
  7. A po jaką cholerę ci przedmioty humanistyczne na kierunki ekonomiczne? Przecież tam biorą pod uwagę głównie matma. Po diabła ktoś miałby wymagać przedmiotów humanistycznych na kierunkach ekonomicznych? Kierunki ekonomiczne nigdy nawet koło humanistyki nie leżały. Na prawie tak się przyjęło, że każdy zdaje historię, ale tak naprawdę na wielu uczelniach można w rekrutacji podmienić tę historię albo WOS na jakiś przedmiot ścisły i też jest ok. I co ma uczelnia do aplikacji? Na aplikację zdajesz test. Albo zdasz, albo nie. Wiadomo, że im lepsza uczelnia, tym więcej się nauczysz, ale ostatecznie to kwestia tego, czy... po prostu się nauczysz. Usiądziesz na czterech literach i zakujesz. Różnica może być w podejściu pracodawców. Prawnicy trochę mają kij w pewnej części ciała, więc często dyskryminują zaocznych i po uczelniach prywatnych. W finansach wręcz przeciwnie, liczy się doświadczenie, więc studia zaoczne mogą być plusem.
  8. A z czego masz studia I stopnia?
  9. A nie możesz po prostu sprawdzić, jakie są wymagania i jak zostać księgowym w kraju, który Cię interesuje? To, gdzie skończysz studia, ma drugorzędne znaczenie, bo studia są bardziej dla Ciebie. Dla pracodawcy liczą się umiejętności i ewentualnie uprawnienia, jeśli takie w danym zawodzie są wymagane. Co do informatyki, to najpierw cokolwiek się tego poucz i zobacz, czy to kumasz. Jeśli kumasz, to studia mogą być przydatne, ale tak naprawdę nie są potrzebne. Tutaj tylko po umiejętnościach zatrudnia się ludzi. Ale jeśli nie chcesz pracować w Polsce, to rzuć prawo. Prawo to kierunek lokalny w każdy kraju. Za granicą się nie przydaje.
  10. Nie bardzo rozumiem, gdzie tu dramat. Jeśli pracujesz, to jesteś w stanie się utrzymać i pieniądze od rodziców są ci niepotrzebne. A jak jesteś w stanie się utrzymać, to możesz też iść na studia zaoczne. Możesz też znaleźć pracę i iść na studia w innym mieście, jeśli to ci nie pasuje. To nie gimnazjum. Rodzice nie mają nic do gadania. Ich reakcja to ich sprawa. 2 lata dla dorosłego człowieka to tyle co nic. Czas dorosnąć i samemu podejmować decyzje.
  11. Najpierw skończ studia, potem myśl o aplikacji. Ludzie zwykle uczą się kilka miesięcy. Wiele osób rzuca pracę na ten czas i po prostu jakieś dwa miesiące tylko się uczy.
  12. aguagu

    Zmiana kierunku

    To studia z kompletnie innych dziedzin, matematyka jest ścisła, FiR to kierunek ekonomiczny. Przenosić się można tylko na pokrewnych kierunkach. Po prostu się rekrutuj, tyle będziesz mieć z górki, że część ocen przepiszesz, jeśli przedmioty się powtarzają.
  13. Taka jeszcze jedna uwaga praktyczna: pamiętaj, że dobra znajomość jednego i drugiego języka jeszcze nie robi z Ciebie tłumacza. Tłumaczenie to zupełnie inna umiejętność, którą trzeba wyćwiczyć. To umiejętność powiedzenie w drugim języku tego samego co w pierwszym, ale w naturalny sposób, tak żeby tekst sprawiał wrażenie stworzonego w języku docelowym. Do tego trzeba trochę talentu i trochę praktyki. Dlatego wybierz program studiów, w którym jest dużo warsztatów tłumaczeniowych z praktykami. To da ci najwięcej i najlepiej przygotuje do przyszłej pracy.
  14. Choćby lingwistyka na UW jest bardzo nastawiona na tłumaczenia, zwłaszcza specjalistyczne, kulturałek tam niewiele. UŚ ma sporo kierunków stricte tłumaczeniowych. Są uniwerki, które mają jakieś języki biznesu i tym podobne rzeczy. Trochę researchu i pewnie znajdziesz jakiś program, który przypadnie ci do gustu. I nie, nie trzeba być filologiem, żeby być tłumaczem, ale jednak większość tłumaczy jest filologami, bo tak jest po prostu łatwiej. Ta wiedza serio przydaje się w zawodzie. Zarówna ta językoznawcza, jak i ta cała otoczka kulturowo-historyczna. Można też podejść do problemy z drugiej strony. Czasem tłumacze są po kierunkach związanych z dziedziną, z której tłumaczą, a języków uczyli się dodatkowo, robili certyfikaty itp. Z pracą tłumacza przysięgłego najbliżej związane jest prawo. Wiedza prawnicza bardzo się w tym zawodzie przydaje, więc to pewnie byłby dobry wybór. Może też, jak mówi Gutek, iść na byle jakie studia. Ustawę o tłumaczach przysięgłych to zadowoli. Ale tak po prawdzie szkoda czasu. Spędzisz trzy lata na przyswajaniu wiedzy kompletnie dla Ciebie bezużytecznej.
  15. I tu się mylisz. Na wielu kierunkach jest wciąż rozliczenie roczne, choć faktycznie jest ich coraz mniej, bo uczelnie z tego rezygnują. Teraz do głowy przychodzi mi tylko prawo dzienne na UJ. Ale co do tematu, to wystarczy szkoła policealna, ale tam też trzeba ten semestr zaliczyć, z tym że jest to dużo łatwiejsze.
  16. Znajdziesz to w programie studiów. To dość istotne, no bo jeśli masz dwa lata, tak jak zwykle jest, to teraz możesz iść na B1, w następnym roku na B2 i egzamin na B2. Ale może są i uczelnie, które mają rok lektoratu.
  17. To coś leci w kulki ta Twoja uczelnia. Normalne jest test poziomujący, zwykle online. Bez tego to skąd masz wiedzieć, na jakim jesteś poziomie? Bo wiadomo, że to, co się w szkole przerabiało, a to, co się ma w głowie, to są dwie różne rzeczy. Takie testy poziomujące są dostępne za darmo online, na stronach różnych szkół językowych itp. Możesz sobie strzelić, żeby wiedzieć, jaki poziom rzeczywiście jest dla Ciebie odpowieni. No i pytanie, czy macie tam dwa lata lektoratu, czy tylko rok.
  18. Bo to takie wszystko i nic. Tak naprawdę wstęp do kilku dziedzin i nic więcej. Więcej w tym kierunku marketingu uczelni niż przydatności. Dzisiaj, kiedy uczelnie w dobie niżu walczą o studenta, pełno jest takich kierunków, które z opisu brzmią bardzo mądrze i nowocześnie, a w gruncie rzeczy są do dupie Maryni. Jak chcesz zakładać własną firmę, to rzeczywiście zarządzanie to jedyne studia, z których wiedza może ci się w tym jakkolwiek przydać. Idź na UAM albo UEP, chyba też polibuda w Poznaniu ma zarządzanie.
  19. aguagu

    Wiek a studia reżyserskie

    Co to z zasadzie oznacza, że na stacjonarne już za późno? Jest jakiś limit wieku, po którym człowiek się przeterminowane i nie może iść na stacjonarne? Przecież to tylko kwestia finansów. Ludzie w pewnym wieku chodzą na zaoczne nie dlatego, że przekroczyli jakąś magiczną granicę wieku, tylko dlatego że ich nie stać, żeby się utrzymać na dziennych i nie są w stanie pogodzić ich z pracą. Ale jak akurat są, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby iść na stacjonarne.
  20. Koleżance się chyba wydaje, że studia po angielsku będą jakieś lepsze, bo są po angielsku. No, nie do końca to tak wygląda. Zwykle są raczej gorsze. Nie ma na nie chętnych, bo są płatne, więc przyjmują wszystkich jak leci, w tym osoby, które w życiu by się na ten kierunek dziennie po polsku nie dostały. Jest też sporo obcokrajowców, którzy trafili tam w podobny sposób, tzn. nie dostali się na studia w swoim kraju, a u nas jest z ich perspektywy niskie czesne, ale ich kompetencje językowe często zostawiają sporo do życzenia, a to zaniża poziom.
  21. Weźcie się opanujcie z tym odradzaniem AIR-u albo polecaniem kijowej pracy na utrzymaniu ruchu. Bo potem jak się próbuje znaleźć automatyka, programistę PLC czy coś, to można ze świecą szukać. W firmie mojego męża już z pół roku szukają dodatkowego automatyka, który potrafiłby programować roboty przemysłowe, i do tej pory nie znaleźli, chociaż zarobić można w przeliczeniu na złotówki kilkadziesiąt tysięcy złotych przy dobrych wiatrach i wyjazdach. Fakt, że to nie jest najprzyjemniejsza robota, że jeździsz po różnych fabrykach i pracujesz tam po kilkanaście godzin na dobę, ale jednak trudno gdzieś zarobić więcej, przynajmniej jeśli nie jesteś krewnym i znajomym królika, który załatwi ci posadkę w zarządzie spółek skarbu państwa, tylko zwykłym człowiekiem.
  22. tę uczelnię :p Najlepszy jest Koźmiński. Zajmuje wysoką pozycję w międzynarodowych rankingach szkół biznesowych i ma międzynarodowe akredytacje, których nie mają w Polsce nawet uczelnie publiczne ( AACSB, AMBA, EQUIS). Jest też piekielnie drogi, ale to inna sprawa. Jak cię stać na czesne, tobym się nie wahała. Co do dawania rady, to pamiętaj, że jednak w Polsce uczelnie publiczne nie mogą wybrzydzać i muszą przyjmować wszystkich, a najlepsi maturzyści idą jednak na publiczne. Nie wyrzucą cię tak łatwo. Nie mogą. Zbankrutowaliby, gdyby chcieli tak robić. Łazarski też jest w miarę ok. Za to Menadżerska to taka typowa szkółka z serii zapłać, a damy ci nic niewarty dyplom.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.