Skocz do zawartości
Człowieczek1000

Studia zaoczne - życie, poprawa matury

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

Pisałam w tym roku maturę, niestety na moją wcześniej chcianą weterynarię zabrakło punktów. Zastanawiam się nad podjęciem studiów zaocznych na kierunku Zarządzanie i inżynieria produkcji na PW i stażu w jakiejś firmie, gdzie będę mogła zdobyć doświadczenie.

Chciałabym się dowiedzieć od studentów studiujących zaocznie bądź absolwentów będących w podobnej sytuacji, czyli zaoczne + na tygodniu praca, czy to prawda, że zazwyczaj na takich studiach średnia wieku jest większa i mało osób po maturze na takie studia się wybiera?  Jak jest ze znajomościami? Wiadomo jak się idzie na studia to chce się zawrzeć nowe znajomości.  Na dziennych jest więcej zajęć i czasu, a przy tym można lepiej poznać ludzi studiujących to samo co ty. Czy na zaocznych jest ciężej z zawarciem przyjaźni? :) Sporo czytałam na różnych forach, że trzeba umieć bardzo dobrze zorganizować sobie czas, by pogodzić studia z pracą, a podobno egzaminy czasami są na tygodniu i trzeba brać wolne w pracy. Czy taki tryb życia jest BARDZO ciężki i na prawdę nie ma się chwili wolnego na wyjście ze znajomi, na imprezę, do sklepu, na wyjazd? 

Ciągle zastanawiam się czy dobry mam tok myślenia, czy nie lepiej pójść na studia dzienne językowe (język zawsze się przyda w pracy!) i uczyć się do matury, aby dostać się na weterynarię w przyszłym roku. Obecnie jestem rozdarta, bo oba kierunki mi się podobają :/ Studia to nie tylko nauka, chcę również poznać nowych ludzi i boję się, że na zaocznych nie będzie na to czasu, ale z drugiej strony czy warto tracić rok na naukę do matury i nie mieć pewności, że się ją wystarczająco dobrze poprawi? Chociaż zaoczne i zbieranie doświadczenia na raz ułatwi mi sprawę ze znalezieniem pracy później (Moim marzeniem jest objąć stanowisko kierownicze w wielkiej firmie, bądź mieć swój biznes. Ze skończoną weterynarią otworzę swój gabinet-biznes, a przy tym uwielbiam zwierzęta i chciałabym im pomagać.) 

Pomocy!

Pozdrawiam ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cytat

Zastanawiam się nad podjęciem studiów zaocznych na kierunku Zarządzanie i inżynieria produkcji na PW i stażu w jakiejś firmie, gdzie będę mogła zdobyć doświadczenie.

Jeśli nie jesteś pracującym technikiem, a z Twojego postu nie wynika nic takiego, to nikt nie weźmie Cię na żaden staż przed ukończeniem 3. roku.  To jest zrozumiałe, bo wcześniej student nie posiada praktycznie żadnych kompetencji zawodowych. Jeśli na swojej drodze spotkasz przełożonych "starej daty", to swoje oczekiwania zaczną nawet od 5. roku (tak jak było za ich czasów), czyli końcówki dzisiejszej magisterki.

Cytat

Chciałabym się dowiedzieć od studentów studiujących zaocznie bądź absolwentów będących w podobnej sytuacji, czyli zaoczne + na tygodniu praca, czy to prawda, że zazwyczaj na takich studiach średnia wieku jest większa i mało osób po maturze na takie studia się wybiera?

3 semestry I stopnia (MiBM) robiłem zaocznie i rzeczywiście średnia wieku była gdzieś +/- 30 lat. Z pomaturalnych trafiają się prawie tylko pracujący technicy. Może na najbardziej obleganych kierunkach proporcje są zupełnie inne.

Cytat

a podobno egzaminy czasami są na tygodniu i trzeba brać wolne w pracy.

To nie jest prawdą. Ogromnym plusem studiów zaocznych są wszelkie zaliczenia odbywające się w czasie zjazdów. Co prawda poprawy nie zawsze daje się zorganizować w weekendy, ale to już zupełnie inna sprawa. Wszędzie trafisz na ludzi wyrozumiałych i złośliwych.

Cytat

Czy taki tryb życia jest BARDZO ciężki i na prawdę nie ma się chwili wolnego na wyjście ze znajomi, na imprezę, do sklepu, na wyjazd?

Wszystko dla ludzi, ale trzeba być systematycznym i znać umiar. Wolnego zdarza się być na tyle mało, że studenci zaoczni biorą czasem kilka dni wolnego w pracy, by nie mieć potem czegoś w plecy. W takiej sytuacji priorytety są inne niż relaks ze znajomymi.

Cytat

Obecnie jestem rozdarta, bo oba kierunki mi się podobają :/

Ale czy wiesz, że ZIP to nieco okrojona mechanika i budowa maszyn z namiastką zarządzania, a nie kierunek ekonomiczny dla "krawaciarzy"?

Cytat

ale z drugiej strony czy warto tracić rok na naukę do matury i nie mieć pewności, że się ją wystarczająco dobrze poprawi

A czy próbowałaś dostać się na weterynarię w innym mieście?

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz iść na weterynarię, to popraw maturę i idź na weterynarię. Po diabła Ci ten ZiIP? Naprawdę chcesz spędzić życie w zakładzie produkcyjnym, zamiast leczyć koty, tylko po to, żeby nie tracić jednego marnego roku albo dlatego, że nie chce Ci się douczyć do matury?

 

Szczerze,to nigdy nie rozumiałam, co ludzie widzą w ZiIP, bo jak dla mnie to trochę studia o niczym. Ni to techniczne, ni ekonomiczne. Może chodzi o to, że ma w nazwie zarządzanie i ludzie liczą na te kierownicze stanowiska? Ale kierownikiem nie zostaje się z racji skończonego kierunku. Do tego trzeba lat doświadczenia, wiedzy i pewnych umiejętności. Po ZiIP na początku czeka Cię raczej brudna praca. 

 

Co zaś do różnicy wieku pomiędzy dziennymi a zaocznymi to na uniwerku tego nie było. Ale to fakt, że ludzie różnili się etapami życiowymi, nawet jeśli w metryce mieli to samo. Na dziennych się raczej myślało o imprezach i podróżach, na zaocznych wielu było już po ślubie i miało dzieci. 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.




  • Wypowiedzi z ostatnich 10 dni

    • Mogę pokrótce opisać jak to wygląda w Dęblinie. Rekrutacja na szkolenie w ACSLu jest prowadzona po 3 semestrze. Warunkami koniecznymi do zakwalifikowania się są średnia 3,25 i ważna licencja PPL(A) (na te 20-30 osób jest przeważnie jedno miejsce przewidziane dla osoby, która tej licencji nie ma, z tym, że wtedy średnia wymagana skacze do około 4,5 co na tym kierunku jest bardzo trudne do osiągnięcia). Koszt licencji zależnie od aeroklubu i od samolotu na jakim latacie wahać się może od 20 do 25 tysięcy złotych. Licencję robicie na własny koszt i zaznaczam, że jest ona konieczna do tego, żeby w ogóle być wziętym pod uwagę przy rekrutacji, sama w sobie nie gwarantuje, że was przyjmą. Oprócz tego musicie rzecz jasna zrobić badania lotniczo-lekarskie na klasę pierwszą (najwyższą) i dalej postępowanie jest prowadzone w oparciu o średnią z 3 semestrów studiów oraz liczbę wylatanych godzin już po zdaniu licencji. Maksymalnie można ich wylatać 75 (możecie mieć ich więcej ale tylko te 75 będzie wzięte pod uwagę), oczywiście również za własną kasę, zatem sami już widzicie, że pilotaż cywilny to specjalność dla bogatych. W oparciu o te kryteria jest potem sporządzana lista osób przyjętych na szkolenie w ACSL. Z tej listy 2 miejsca są przeznaczone dla kandydatów na pilotów śmigłowców (ale to nie zawsze, w zeszłym roku np. rekrutacji na śmigłowce nie prowadzono), osoby z wyższymi lokatami mają pierwszeństwo w wyborze i mogą zadeklarować, czy chcą iść na samoloty czy na śmigłowce. Jeżeli z osób z listy nikt się nie zadeklaruje to na śmigłowce kieruje się osoby z 2 ostatnich miejsc. Następnie osoby, które zakwalifikowały się na szkolenie mają na 4 semestrze obowiązek zdać LGPS (Lotnicze Gimnastyczne Przyrządy Specjalne) czyli znane z filmów szkoleniowych o Dęblinie żyroskopy w których się kręcisz żeby poprawić wytrzymałość błędnika oraz tolerancję na przeciążenia. Po 4 semestrze natomiast odbywa się właściwa deklaracja specjalizacji, pilotaż mogą tutaj zadeklarować 2 grupy osób - pierwsza to ta, która przeszła całą opisaną wyżej procedurę rekrutacyjną i zakwalifikowała się na szkolenie w ACSLu, druga grupa to osoby, które przy wyborze specjalności zadeklarują się, że część praktyczną szkolenia będą realizowały za własne pieniądze w prywatnej szkole. Po wejściu na specjalizację (5 semestr) zaczyna się zabawa. Uczelnia wpompowuje was wtedy sporo pieniędzy bo całe szkolenie jest realizowane na jej koszt (oczywiście z jednym zastrzeżeniem - nie możecie z tego już zrezygnować, chyba, że chcecie zwracać koszta szkolenia). Na sam początek dostajecie kilka fantów które będziecie nosić podczas lotów - kombinezon trudnopalny Proppera model CWU 27 (taki sam jak noszą piloci amerykańskich sił powietrznych, koszt rzędu 1500 zł jak chcecie go kupić sami), buty taktyczne, czapeczkę z daszkiem i kurtkę lotniczą Alpha, fajne rzeczy zwłaszcza jeżeli lubicie się popisywać i chcielibyście się wozić po szkole jak Pan i władca budząc zazdrość młodszych roczników.Dalej ścieżka szkolenia zależy już od tego, czy traficie na samoloty czy śmigłowce. Jeżeli na samoloty to będziecie szkoleni do uzyskania licencji ATPL frozen wraz z uprawnieniami IR (lotów według wskazań przyrządów) oraz ME (na samoloty wielosilnikowe) i będziecie latać głównie na Diamondzie DA42. Frozen od pełnego ATPLa różni się tym, że macie zdany egzamin teoretyczny do licencji i po jego ukończeniu musicie wylatać określoną liczbę godzin już jako pilot zawodowy żeby go sobie "odblokować", dopiero wtedy stajecie się pełnoprawnym pilotem liniowym. Jeżeli natomiast będziecie na śmigłowcach sprawa wygląda trochę inaczej ponieważ wasza licencja, która uprawniała was do rekrutacji jest na samoloty. Licencję PPL(H) czyli turystyczną ale już śmigłowcową robicie w trakcie studiów na koszt uczelni. Uzyskacie ją mniej więcej w podobnym okresie co tytuł inżyniera i potem zaczynacie już szkolić się do licencji CPL(H) wraz z uprawnieniami IR. Latać będziecie głównie na śmigłowcu Guimbal Cabri G2 (ACSL posiada też Robinsony R44 ale póki co latają na nich tylko studenci wojskowi). Tyle z mojej strony co mogę wam powiedzieć. Zaznaczam, że nie jestem pilotem i wszystko co wam tutaj opisuję znam tylko i wyłącznie z teorii. Pozdrawiam
    • Właśnie chciałbym się dowiedzieć, bo na rozmowie z wykładowcą dowiedziałem się, że już zgłosił do dziekanatu bodajże moją nieobecność, więc wolałbym sam się ulotnić, niż tłumaczyć się czymś, co powodem dla nich nie jest do takiej nieobecności. Chciałbym uniknąć pobierania stypendium i czekanie na skreślenie, bo mam wrażenie, że to jest podstawa do zwrotu i innych biurokratycznych pierdółek, więc najłatwiej stawić się do Centrum Obsługi Studenta czy do Dziekanatu w związku z planowanym zakończeniem studiów?  
    • Trudno powiedzieć. Uczelnie są takimi instytucjami gdzie rzadko ktoś takich rzeczy pilnuje bo to dodatkowa robota. Wątpię że ktoś będzie Cię ścigał. Oczywiście chodzi o stypendium wypłacone do czasu studiowania czyli skreślenia z listy studentów.
  • Najpopularniejsze tematy na forum

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.