Skocz do zawartości

Gutek

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    724
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    19

Ostatnia wygrana Gutek w dniu 29 Maja

Użytkownicy przyznają Gutek punkty reputacji!

Reputacja

35 Wyśmienita

2 obserwujących

O Gutek

  • Tytuł
    Stały bywalec
  • Urodziny 29.06.1994

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Gdańsk

Ostatnie wizyty

2572 wyświetleń profilu
  1. MiBM nigdy nie była w czołówce najpopularniejszych kierunków technicznych, więc oprócz MEL PW nie należy spodziewać się wygórowanych progów. Tym bardziej na zaocznych, gdzie jeśli nie ma odgórnego minimum, to z reguły biorą każdego z jakkolwiek zdaną maturą. Utrzymanie się to już oczywiście zupełnie inna sprawa. Na południu kraju masz jeszcze dobrą Politechnikę Śląską, więc ogólnie jest w czym wybierać.
  2. @Coven Przede wszystkim sprawdź, jak obie uczelnie stoją z programami CAD/CAE/CAM, bo równie dobrze może okazać się, że zaczniesz i skończysz na kartce i ołówku, a jakiekolwiek programy są na płatnych kursach i kołach naukowych. Tak jest np. na PG, która jest kilkadziesiąt miejsc wyżej w rankingach od gdyńskich AMG i AMW, ale "komputerowo" pozostaje daleko w tyle. W każdym razie spokojnie wystarczy Ci byle lapek z co najmniej 8 GB RAM i prockiem powyżej 2 GHz. Na studiach i tak zwykle uczą co najwyżej obsługi programów typu wirtualna deska kreślarska (Autocad, ewentualnie Inventor z rozszerzeniami do CAE/CAM itp.), a nie tych do projektowania z prawdziwego zdarzenia (m.in. Catia). PW, AGH, PŁ?
  3. Jedno wyklucza drugie. Ponadto przymiotnik "medyczna" w nazwie szkoły absolutnie nie świadczy o wykształceniu medycznym. Kierunek gastronomia (czasem w połączeniu z hotelarstwem) istnieje od iluś tam lat na obecnych i byłych uczelniach rolniczych (zwanych przyrodniczymi) i taki właśnie powinien być Twój target na magisterkę. Oprócz tego trzeba wiedzieć, że wspomniany tytuł inżyniera bierze się właśnie z obecnych w programie studiów przedmiotów rolniczych, więc politechnikę i uniwerek możesz odpuścić sobie z miejsca. Pozostaje więc zadowolić się kontynuacją albo np. technologią żywności. Czy jesteś pewna, że dotyczy to inżynierów gastronomii? Nie sądzisz, że takich rzeczy uczą w zawodówkach i technikach?
  4. @Tom Tom C, jeśli kręci Cię jakkolwiek pojęta technika, wybierz elektrotechnikę. Na fizyce (bez względu na przymiotnik) będziesz zmagał się z całą masą m.in. matematyki (zakres wielokrotnie większy od tej na kierunkach technicznych) i wałkowanych po kolei działów fizyki (na politechnice fizyka to zapychacz), zamiast przerabiać w tym czasie treści związane z projektowaniem, diagnostyką, eksploatacją i sterowaniem. Możliwości są więc dość szerokie, a po fizyce pozostaje przede wszystkim podszkolić się na programistę. A propos perspektyw - możesz obczaić wydaną niedawno kolejną edycję Ekonomicznych Losów Absolwentów: https://ela.nauka.gov.pl/. Elektrotechnika wypada lepiej od fizyki. Odnośnie 2. pytania - w praktyce bardzo wątpliwa jest magisterka z fizyki po elektrotechnice lub w drugą stronę ze względu na duże różnice programowe. Fizyka to kierunek ścisły, więc ewentualnie pozostaje Ci matematyka lub informatyka na uniwerku, a po elektrotechnice AiR, mechatronika lub elektronika po nadrobieniu różnic programowych.
  5. Na pewno specjalności typowo mechaniczne, bez żadnych dziwolągów zahaczających o sterowanie itp., bo po takich studiach nigdy nie będzie się automatykiem ani nawet mechatronikiem. A co do reszty - po prostu kieruj się zainteresowaniami. Poza wąskimi branżami typu okrętownictwo czy lotnictwo, specjalność nie ma żadnego znaczenia.
  6. @Coven, duży wybór specjalności nie zawsze dobrze świadczy o uczelni. Bywa i tak, że niektóre powstają ad hoc z kadrą, której wiedza ogranicza się do przeczytania czegoś w podręcznikach, nie wspominając już o jakimś zapleczu. Dlatego z reguły najlepiej stoją specjalności z pewnymi tradycjami.
  7. Wszędzie trafisz na lepszych i gorszych wykładowców, ważne jest również ogólne podejście do studenta. Tak, żeby nie był traktowany jak zbędny balast i zło konieczne, co niestety czasem się zdarza. Nie znam Lublina ani okolic, ale wybierając kierunek MiBM warto kierować się też zgodnym z zainteresowaniami profilem wydziału. To istotne, bo same studia należą do tych bardziej rozległych. Nie ma więc po co iść na wydział specjalizujący się powiedzmy w pojazdach, jeśli interesuje się np. chłodnictwem, energetyką cieplną lub technikami wytwarzania i vice versa. Specjalności na MiBM jest naprawdę bardzo dużo, chociaż nie na każdej uczelni.
  8. Skoro sprawdzałaś progi, to czego się boisz? Poza tym kierunki przyrodnicze jako wiążące się ze słabymi perspektywami nigdy nie były oblegane.
  9. @Coven, a gdzie się wybierasz na MiBM?
  10. Jako absolwent 1. stopnia MiBM i 2. stopnia energetyki zgadzam się z @aguagu. Studia nie uczą konserwacji, lecz przede wszystkim projektowania + w mniejszym stopniu diagnostyki. Idąc z nastawieniem majsterkowicza można się porządnie zdziwić, że już jeden z pierwszych przedmiotów kierunkowych o nazwie "mechanika techniczna" uczy m.in. obliczania naprężeń i ugięcia belki, a nie grzebania w silnikach. Czy warto kończyć ten kierunek? Moim zdaniem tak, jeśli ma się tego typu zainteresowania. Pozycja inżyniera mechanika jest na rynku o tyle mocna, że pozwala również na przyzwoitą pracę poza wyuczonym zawodem. Zapomnij o opuszczeniu kraju bez doświadczenia w firmie rozpoznwalnej za granicą. No chyba, że zadowala Cię praca poniżej kwalifikacji. Poza tym - inżynier nie jest i nie ma być lingwistą. Angielski na B2/C1 otwiera drzwi do niemal każdej renomowanej zagranicznej firmy w Polsce.
  11. @jarek77, żeby odbywać praktyki i staże, które nie będą polegały na parzeniu kawy, kserowaniu papierków czy gapieniu się w sufit, najpierw trzeba się czegoś nauczyć (czyt. najwcześniej po 2 latach studiów). Porządne firmy w ogłoszeniach bardzo często zaznaczają, że życzą sobie studentów ostatniego roku licencjata/inżyniera albo w trakcie magisterki. Jedynie januszexy (oszczędzające na kosztach) biorą jak leci do prac, które de facto nie wymagają żadnego wykształcenia. Renomowane uczelnie stwarzają lepsze warunki do zgłębiania wiedzy - m.in. bogate zaplecze kadrowe + studenci ciągnący poziom w górę. Studiując na słabszej uczelni też można zbudować swoją pozycję. Nikt przecież nie zabrania podejmowania aktywności i odnoszenia sukcesów, ale w starciu przeciętniak vs. przeciętniak na starcie kariery wyżej stoi ten po lepszej uczelni.
  12. Odpowiedz sobie na pytanie o miejsce, z którym wiążesz przyszłość. Na Pomorzu nie ma lepszego prawa niż na UG, więc w tym regionie z pewnością będzie to świetny wybór.
  13. Nikt nie twierdzi, że zakres kompetencji weterynarza ogranicza się tylko i wyłącznie do leczenia. To również m.in. szereg czynności związanych z "eksploatacją" zwierząt hodowlanych, nadzorem uboju, kontrolą produktów odzwierzęcych itd., co jest domeną raczej prowincji niż metropolii. Tylko rzecz w tym, że anegdoty nie mają wpływu na ogólny obraz rzeczywistości i podejście większości społeczeństwa, a poza tym powstaje tutaj zasadnicze pytanie - jaki jest sufit wydatków na weterynarza? Czy byłabyś skłonna poświęcić powiedzmy kilkadziesiąt tys. zł dla swojego zwierzaka? Nie stanowi to równowartości skomplikowanego leczenia człowieka. I jaki % społeczeństwa wydałby tyle samo lub więcej? Właśnie takie kwestie decydują o tym, że weterynaria wygląda tak, a nie inaczej. Tymczasem po wklepaniu do wyszukiwarki "NFZ najdroższy pacjent" dostaniesz pierwszego linka, który mówi o astronomicznej kwocie 3,5 miliona zł w 2014 roku. Tak więc finanse medycyny i weterynarii dzieli wręcz prawdziwy kanion, co tę pierwszą stale pcha do przodu, a drugą zatrzymuje w miejscu bez realnych widoków na rozwój i tym samym kolejne miejsca pracy. Tak się składa, że głównym obciążeniem NFZ nie są odpowiedniki usług popularnych w Luxmedach itp., czyli niskobudżetowe konsultacje, podstawowa diagnostyka i jednodniowa chirurgia, lecz to, co z natury nie przynosi żadnego zysku, a jest konieczne ze względu na standardy diametralnie odmienne od weterynaryjnych (czyt. nie "usypiamy" poważnie chorych ludzi). Chociaż pole do podboju rynku SORów, OIOMów, onkologii i wielu innych specjalizacji jest ogromne, to jednak znajduje się poza obszarem zainteresowań kapitału prywatnego, bo... nie da się na tym zarobić. Podsumowując dyskusję - głównymi hamulcami weterynarii są pieniądze i ograniczenie się do usług rentownych, co przyczynia się do tego, że popyt na weterynarzy rośnie wielokrotnie wolniej od podaży absolwentów wypuszczanych przez coraz to kolejne uczelnie rolnicze.
  14. @aguagu, nie sądzisz, że to dlatego, iż kosztowne i ryzykowne przypadki (w tym nieopłacalne "spady" z prywatnych placówek) opłaca NFZ? No niestety, świat jest brutalny. Poważniej chore (i to wcale nie w stanie agonalnym) zwierzęta kieruje się do eutanazji zwanej eufemistycznie "uśpieniem", a ludzi próbuje leczyć (czy raczej oddalać w czasie ostatnie chwile) za państwowe pieniądze, choćby pacjent nigdy nie wpłacił wykorzystanych przez siebie środków i szanse powodzenia były bliskie zeru. Między innymi dlatego przeciętny weterynarz zajmuje się głównie prostymi rzeczami typu sterylizacja/kastracja, szczepienia, odrobaczanie, złamania, popularne infekcje itp., co w porównaniu do "ludzkiej" medycyny jest wręcz kroplą w oceanie. A skoro liczba wchodzących na rynek weterynarzy nie jest kroplą w stosunku do lekarzy, to nic dziwnego, że weterynaria wiąże się z przeciętnie bardzo słabymi perspektywami. Doświadczenie bezrobocia wśród jej absolwentów sięgające 50-80% i średnie dochody do 2k zł brutto nie świadczą o tym, że rejestrują się po dotację i następnie koszą hajs na swoim ani zyskują przyzwoicie płatną pracę u kogoś. Sytuacja nie prezentuje się lepiej nawet w regionach stricte rolniczych, o których można by sądzić, że rolnictwo oraz przemysł mięsny i mleczarski wzmagają popyt na weterynarzy.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.