Skocz do zawartości
AntenkaHelenka

Magisterka w Łodzi, Krakowie czy Gdańsku?

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć wszystkim!
Studiuję turystykę i rekreację (z zamiłowania, nie dlatego, że jest łatwa) w moim rodzinnym mieście Kielce. Za kilka miesięcy kończę studia licencjackie i zamierzam przenieść się do innego miasta. Spowodowane jest to tym, że w Ck poziom TiRu jest strasznie niski, mam też dość prywatnych uczelni. No i nie będę ukrywać... Chciałabym poznać nowych ludzi, poznać smak życia studenckiego. Problem mój polega na tym, że nie wiem kompletnie jakie miasto wybrać. Bardzo zależy mi na Gdańsku bo mam tam znajomych, jednak jest to prawie 500km od domu. Mam auto, nie chcę go sprzedawać, a pokonywanie nawet raz na 2 m-ce takiego dystansu to spory koszt.
Myślałam zatem o Łodzi, bo jest miastem stosunkowo tanim no i odległość nie straszy. Jednak przyjaciele odradzają, bo podobno w tym mieście nie trudno o zaczepkę, a chciałabym przeżyć ;) No i Łodź wydaje mi się strasznie szara, pusta.

Kraków -miasto marzenie! Kocham zwiedzać to miasto, boję się, jak będzie, gdy poznam je bliżej.
Oczywiście najważniejszym aspektem są finanse, opłaty za mieszkanie, jedzenie, itp. Staram się nie być rozżutną, w praktyce różnie bywa. Dlatego kieruję moje pytanie do Was, braci studencka! Orientujecie się w całkowitych miesięcznych kosztach życia w tych miastach? Jak często wracacie do domów? Jak najlepiej szukać mieszkania: przez internet czy w inny sposób?
Dziękuję z góry za pomoc! :)
 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Cześć, Gdańsk i Kraków to piękne miasta. Z Krakowa będziesz miała bliżej, koszt życia w Krakowie i Gdańsku podobnie, może faktycznie warto pojechać na te 2 lata nad morze:))))) Są nawet Uczelnie położone przy plaży, jak GSW  i prowadzą Turystykę, jednak jest to uczelnia niepubliczna a Ty piszesz że wolałabyś Uczelnie państwową. 

Jeśli chodzi o Łódź to ma ona dwa oblicza, z jednej strony piękne zabytkowe kamienice, duże miasto, wielu studentów i ciekawe studia, z drugiej szare dzielnice gdzie lepiej nie chodzić po zmroku:))

Koszty życia w tych trzech miastach będą porównywalne, może z  małą korzyścią na Łódź, ale znowu pracę dorywczą szybciej znajdziesz w Krakowie, a już na pewno w Gdańsku. A planujesz po studiach wrócić? Czy może chcesz zostać na stałe?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Szczerze myślałam o tym, żeby utworzyć agroturystykę na mojej działce w świetokrzyskiem. Ale to daleko idące w przyszłość plany. Na początku wolałabym pracować w większym mieście, więc jeśli spodoba mi się wybrane przeze mnie miasto to zapewne będę chciała tam zostać.

Minusem Gdańska jest tak, jak wspomniałam dojazd. 500km w jedną stronę to spory wydatek na bezynę. Nie wyobrażam sobie sprzedaży mojego auta, bo dostałam je na urodziny od rodziców. Ale być może z pracą dorywczą jakoś dałabym radę :) Nie wiem, czy jest sens decydować się na Gdańsk tylko ze względu, że mam tam znajomych i lubię to miasto.
Przez internet starałam się szukać mieszkań, żeby być zorientowaną w cenach. Najlepszym cenowo wyjściem byłby oczywiście akademik, jednak wolałabym mieszkanie dzielone z kimś na współę. Łódź dosyć tania, ale pokoje ładniejsze w dwóch pozostałych miastach. Łódzkie kwatery mnie wręcz przerażały momentami ;)
Mętlik w głowie mam niesamowity, dobrze, że jeszcze kilka miesięcy do namysłu przede mną ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

To w takim razie Kraków, z jednej strony bliżej do domu, z drugiej strony możliwość pracy. Ja bym tak nie bagatelizował wartości znajomych, ponieważ zawsze warto mieć kogoś na kogo warto liczyć, kto nam pomoże w trudnych chwilach, więc tutaj znów plus dla Gdańska, paliwo drogie, ale możesz też czasami wracać do domu pociągiem, tylko musisz sprawdzić połączenia. Z Gdańska aż do Łodzi masz autostradę A1, z Gdańska do Łodzi dojedziesz w tej chwili w 3 godziny, może za rok, dwa będzie jeszcze lepiej:)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.





  • Wypowiedzi z ostatnich 10 dni

    • Hej, na naszym weselu mieliśmy około 120 gości i zamówiliśmy około 0,5 litra wódki na osobę, co okazało się wystarczające, choć niektóre stoły piły więcej niż inne. Warto też mieć zapas, bo lepiej żeby zostało, niż żeby zabrakło. Jeśli chodzi o wino, to wystarczyło nam mniej więcej jedna butelka na cztery osoby, bo nie każdy pił wino – większość wolała wódkę. Piwo zamówiliśmy tylko kilkadziesiąt puszek i bardziej na poprawiny, bo na weselu dominowały mocniejsze trunki. Uważaj na to, czy goście będą sami prowadzić samochody, bo to też zmienia ilość spożycia. https://poznanska10.pl/uncategorized/alkohol-na-wesele-jak-obliczyc-ilosc-i-uniknac-kosztownych-bledow/ Na stronie jest zresztą kilka porad na temat tego co warto jest postawić na stole.
    • Hej, ile wódki kupowaliście na wesele?  Jak również ile mieliście gości? Nie chcę kupować za dużo ale równeiż nie chce aby zabrakło
    • To wcale nie jest łatwy temat, bo przy krótszym, kameralnym przyjęciu granica między „swobodnie” a „sztywno zakończone” jest cienka. Twoja wizja obiadu z deserem jest spójna i jasna, ale rozumiem też podejście Twojego partnera – zimna płyta daje gościom przestrzeń, żeby jeszcze chwilę posiedzieć, porozmawiać i nie czuć się „wyproszeni” po deserze.   Można to rozwiązać w sposób, który nie brzmi jak komenda typu „zjeść i do domu”. Kluczem jest komunikacja w zaproszeniu lub przy przekazywaniu informacji w taki sposób, żeby to brzmiało jak troska o gości, a nie rozkład jazdy. Zamiast „koniec o 19:00”, można zaznaczyć, że przyjęcie ma formę krótkiej uroczystości w kameralnym gronie, potrwa mniej więcej do „późnego popołudnia/wczesnego wieczoru”, a na koniec będzie transport dla gości – jako ukłon w ich stronę, nie jako „wyjściówka”.   Twoja mama ma rację co do jednego: zimna płyta daje poczucie domknięcia spotkania. Można zrobić skromną wersję – kilka przekąsek na wspólnym stole, bez nadęcia i bez poczucia, że to „drugi etap” wesela. Goście wtedy sami naturalnie wyczują moment, kiedy zebrać się do domu.   Taki układ może wyglądać np. tak: • obiad • deser i kawa • swobodne rozmowy przy zimnej płycie, winie i lekkim alkoholu • pod koniec – luźna informacja, że transport będzie dostępny od konkretnej godziny, ale bez słów „koniec imprezy”   Jeśli planujesz do tego lekkie alkohole, które nie budują atmosfery „długiej imprezy”, tylko towarzyszą rozmowom, możesz zerknąć na propozycje win, które dobrze pasują do takiej formuły spotkania: http://www.alkoparty.pl/wina
    • Planujemy z narzeczonym tylko skromny obiad dla najbliższych i chciałabym, żeby spotkanie zakończyło się po deserze i kawie. Moja wizja jest prosta, ale partner i mama naciskają na dodanie zimnej płyty. Twierdzą, że bez przekąsek goście poczują się wyproszeni i nie będą mieli przestrzeni na swobodną rozmowę. Ja z kolei boję się, że takie „dojadanie” zmieni elegancki obiad w długą imprezę, a zależy mi na konkretnej godzinie zakończenia. Jak zakomunikować gościom ramy czasowe przyjęcia, żeby nie brzmiało to jak rozkaz opuszczenia lokalu? Czy powinnam ulec w kwestii jedzenia, żeby atmosfera była luźniejsza? Co o tym myślicie?
  • Najpopularniejsze tematy na forum

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.