Skocz do zawartości
macioszek90

Kierunki zamawiane czy jest sens?

Rekomendowane odpowiedzi

Socjalne chyba też przysługuje... rektora też chyba? Dlaczego miałoby nie przysługiwać?

Jedyne, co mi przychodzi na myśl, to określenie przez uczelnię maksymalnej kwoty ze stypendiów, jaką może wyciągnąć jedna osoba. Rektora rzadko kiedy jest na 1. roku, socjalne jest od 1. W kwestii wyboru osób otrzymujących stypendium - radzę się upewnić, czy czasem nie trzeba wniosków składać (bo niekoniecznie jest z automatu dla najlepszych - bo może dla najlepszych, ale spośród składających o nie wniosek) i czy te 50 osób to z jednego roku, czy ze wszystkich roczników... ewentualnie czy rzeczywiście każdy dostaje 900-1000 zł, czy jest to dość drastycznie stopniowane ;)

Chcesz zmienić kierunek z powodu stypendium? Jeśli '90 to Twój rocznik urodzenia, to zapewne jesteś na 3. lub 4. roku studiów. Jeśli czwarty, to mogłeś zdążyć zacząć już magisterkę, a wtedy warto jeszcze poczytać o płatnym drugim kierunku.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z tego co wiem, nie ma już dodatków na żywienie. Do stypendium socjalnego można dostac dodatek na mieszkanie, jeśli mieszka się w akademiku lub na stancji (i ma sie umowę). Na mojej uczelni taki dodatek wynosi 150zł.
A zapomogę dostaje się w szczególnych wypadkach: np jeśli komuś spali się dom, w razie choroby w rodzinie itp.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie ma już również dotacji z resortu na kierunku zamawiane. Sprawa została szerzej opisana w tym wątku: "Koniec dotacji na Kierunki Zamawiane".

Swoją drogą czym kierowaliście się przy wyborze studiów na kierunkach zamawianych? W sieci większość osób wskazuje właśnie na stypendia, które w tym roku znikną niestety.

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kwestią sporną pozostaje też trafność prognoz Ministerstwa na temat zapotrzebowania rynku pracy na określonych specjalistów, a w związku z tym - realnych szans na znalezienie pracy przez absolwentów kierunków zamawianych. Wśród absolwentów wielu tych kierunków rośnie bezrobocie. Chyba niewystarczająco szybko rosną te branże, których dotyczyły te prognozy...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jedne czym kuszą takie studia to dodatkowe stypendia. Dla mnie osobiście nic wartego baczniejszemu przyjrzeniu się im tam nie ma. Przede wszystkim warto tam iść jeśli nas interesują, bo inaczej to będzie droga przez męke. No a na końcu okaże się że jest ustka. Czyli bezrobocie.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W tej chwili nie ma już rządowych stypendiów na kierunkach zamawianych:) Są to kierunki techniczne i ścisłe, które nie wszystkim muszą interesować. Po jednych czeka Ciebie bezrobocie, a po innych stabilna praca w zawodzie. Podstawa to oczywiście doświadczenie zawodowe.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Moja współlokatorka jest na I roku zamawianej matmy na UMK. Stypednia dostają najlepsi z najpeszych (garstka ludzi). Jest ciężko. Chcą 'uwalić' jak największą liczbę osób (ze 130 zostało ok 40). Na porządku dziennym są sytuacje, kiedy na kołach lub egzaminach są pytania z nieprzerobionego materiału. Są dni luźne a są też takie, kiedy z dnia na dzień trzeba przerobić ogromną ilość materiału. No i kilkadziesiąt zadań do zrobienia w 2 dni. Poza tym studiuj matmę sama w sobie- moim zdaniem- nie jest super przyszłościowym kierunkiem (nie każdy zostanie nauczycielem itp).

Lepiej się zastanowić 15 razy nad swoim wyborem niż później rezygnować po tygodniu studiowania...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Moja współlokatorka jest na I roku zamawianej matmy na UMK. Stypednia dostają najlepsi z najpeszych (garstka ludzi). Jest ciężko. Chcą 'uwalić' jak największą liczbę osób (ze 130 zostało ok 40). Na porządku dziennym są sytuacje, kiedy na kołach lub egzaminach są pytania z nieprzerobionego materiału. Są dni luźne a są też takie, kiedy z dnia na dzień trzeba przerobić ogromną ilość materiału. No i kilkadziesiąt zadań do zrobienia w 2 dni. Poza tym matma sama w sobie- moim zdaniem- nie jest super przyszłościowym kierunkiem (nie każdy zostanie nauczycielem itp).

Lepiej się zastanowić 15 razy nad swoim wyborem niż później rezygnować po tygodniu studiowania...

Tak jasne, chcą uwalić jak najwięcej osób dostając kasę za każdego studenta i mogąc ciągnąc od nich dodatkowe pieniądze za warunki ;) Nie czarujmy się, taki spadek liczby studentów oznacza tylko jedno: poszli, bo chcieli dostać stypendium i zdziwili się, że nie dostali :D

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Może to i lepiej? Wybór jednego z kierunków zamawianych nie zawsze musi oznaczać perspektywy na przyszłość. Ostatnie badania dobitnie pokazują, że nasze ministerstwo pomyliło się w ocenie rynku pracy w kontekście listy kierunków zamawianych. Z resztą - rynek pracy zmienia się tak dynamicznie, że ustalenie czegokolwiek jest praktycznie niemożliwe. W jednym roku potrzebna jest ogromna liczba inżynierów, a w drugim - rzeźników;-)
Kierunki zamawiane miały poprawić sytuację politechnik, które cierpiały na niedobór studentów - obecnie sytuacja jest już dużo lepsza:) Można powiedzieć, że "ukryty cel" kierunków zamawianych został zrealizowany.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie do końca został zrealizowany, bo najwięcej chętnych przybyło tam, gdzie i tak było ich sporo - to, co nieatrakcyjne w oczach kandydatów nadal takie pozostało i stąd wciąż mamy kierunku, na które chętnych jest mniej, niż miejsc. Zresztą to nigdy nie było rozpatrywane pod kątem perspektyw zatrudnienia - to tylko konkurs na ładne wnioski.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kierunki techniczne i ścisłe zawsze narzekały na zdecydowanie mniejsze zainteresowanie kandydatów. Maturzyści z reguły wybierali kierunki miłe, łatwe i przyjemne. Program kierunków zamawianych miał uczynić bardziej atrakcyjnymi te, które atrakcyjne nie były dla kandydatów. Wizja gratyfikacji finansowej z ministerstwa w ramach stypendium skutecznie jednak zmieniła podejście chętnych... :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mówiąc krótko - kierunki zamawiane nie miały żadnego sensu. Promowały kierunki ścisłe i techniczne, gdyż brakowało chętnych na te studia.
O ile lista przyjętych na socjologię, administrację i ekonomię zawsze była zapełniona w pierwszym naborze, to już na kierunki techniczne i ścisłe nie starczały dwa nabory, żeby zapełnić limit przyjęć. Program kierunków zamawianych trochę poprawił tą sytuację, ale... w momencie gdy ministerstwo wycofało się ze stypendiów i przez media przetoczyła się afera z liczbą bezrobotnych po niektórych "przyszłościowych" kierunkach zamawianych, to wróżę szybki powrót do punktu wyjścia. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tak jasne, chcą uwalić jak najwięcej osób dostając kasę za każdego studenta i mogąc ciągnąc od nich dodatkowe pieniądze za warunki ;) Nie czarujmy się, taki spadek liczby studentów oznacza tylko jedno: poszli, bo chcieli dostać stypendium i zdziwili się, że nie dostali :D

Nie twierdzę, że nie jest tak, że wiele osób poszło tylko dla stypendium. Na każdy kierunku jest przesiew, ale wydaje mi się, że na 'zamawianych' kadra jest wyjątkowo upierdliwa. Kasa? Kasę to oni będą mieli jeśli taki student (w razie możliwości) wybierze zaoczne, albo jeśli będzie powtarzał przedmiot.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.





  • Wypowiedzi z ostatnich 10 dni

    • Hej, na naszym weselu mieliśmy około 120 gości i zamówiliśmy około 0,5 litra wódki na osobę, co okazało się wystarczające, choć niektóre stoły piły więcej niż inne. Warto też mieć zapas, bo lepiej żeby zostało, niż żeby zabrakło. Jeśli chodzi o wino, to wystarczyło nam mniej więcej jedna butelka na cztery osoby, bo nie każdy pił wino – większość wolała wódkę. Piwo zamówiliśmy tylko kilkadziesiąt puszek i bardziej na poprawiny, bo na weselu dominowały mocniejsze trunki. Uważaj na to, czy goście będą sami prowadzić samochody, bo to też zmienia ilość spożycia. https://poznanska10.pl/uncategorized/alkohol-na-wesele-jak-obliczyc-ilosc-i-uniknac-kosztownych-bledow/ Na stronie jest zresztą kilka porad na temat tego co warto jest postawić na stole.
    • Hej, ile wódki kupowaliście na wesele?  Jak również ile mieliście gości? Nie chcę kupować za dużo ale równeiż nie chce aby zabrakło
    • To wcale nie jest łatwy temat, bo przy krótszym, kameralnym przyjęciu granica między „swobodnie” a „sztywno zakończone” jest cienka. Twoja wizja obiadu z deserem jest spójna i jasna, ale rozumiem też podejście Twojego partnera – zimna płyta daje gościom przestrzeń, żeby jeszcze chwilę posiedzieć, porozmawiać i nie czuć się „wyproszeni” po deserze.   Można to rozwiązać w sposób, który nie brzmi jak komenda typu „zjeść i do domu”. Kluczem jest komunikacja w zaproszeniu lub przy przekazywaniu informacji w taki sposób, żeby to brzmiało jak troska o gości, a nie rozkład jazdy. Zamiast „koniec o 19:00”, można zaznaczyć, że przyjęcie ma formę krótkiej uroczystości w kameralnym gronie, potrwa mniej więcej do „późnego popołudnia/wczesnego wieczoru”, a na koniec będzie transport dla gości – jako ukłon w ich stronę, nie jako „wyjściówka”.   Twoja mama ma rację co do jednego: zimna płyta daje poczucie domknięcia spotkania. Można zrobić skromną wersję – kilka przekąsek na wspólnym stole, bez nadęcia i bez poczucia, że to „drugi etap” wesela. Goście wtedy sami naturalnie wyczują moment, kiedy zebrać się do domu.   Taki układ może wyglądać np. tak: • obiad • deser i kawa • swobodne rozmowy przy zimnej płycie, winie i lekkim alkoholu • pod koniec – luźna informacja, że transport będzie dostępny od konkretnej godziny, ale bez słów „koniec imprezy”   Jeśli planujesz do tego lekkie alkohole, które nie budują atmosfery „długiej imprezy”, tylko towarzyszą rozmowom, możesz zerknąć na propozycje win, które dobrze pasują do takiej formuły spotkania: http://www.alkoparty.pl/wina
    • Planujemy z narzeczonym tylko skromny obiad dla najbliższych i chciałabym, żeby spotkanie zakończyło się po deserze i kawie. Moja wizja jest prosta, ale partner i mama naciskają na dodanie zimnej płyty. Twierdzą, że bez przekąsek goście poczują się wyproszeni i nie będą mieli przestrzeni na swobodną rozmowę. Ja z kolei boję się, że takie „dojadanie” zmieni elegancki obiad w długą imprezę, a zależy mi na konkretnej godzinie zakończenia. Jak zakomunikować gościom ramy czasowe przyjęcia, żeby nie brzmiało to jak rozkaz opuszczenia lokalu? Czy powinnam ulec w kwestii jedzenia, żeby atmosfera była luźniejsza? Co o tym myślicie?
  • Najpopularniejsze tematy na forum

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.