Skocz do zawartości
TańczącyMuflonWśródBakałży

Resocjalizacja i edukacja międzykulturowa, pedagogika szkolna i społeczno-kulturowa

Rekomendowane odpowiedzi

Posłuchajcie młodzi ludzie, chciałbym być na polibudzie… Tytułem wstępu, moje najskrytsze marzenia.

Pięć lat temu stanąłem przed pewnym wyborem: kontynuować naukę, czy zacząć parać się czymkolwiek. A że wykształcenie średnie miałem humanistyczne, zdecydowałem się zdobyć konkretny zawód. Niestety, człowiek był młody i niezbyt rozgarnięty, na maturze wzięło się najprostsze przedmioty, więc startując na Politechnikę Warszawską, czyli chcąc podążać głosem rozsądku i zainteresowań, sam strzeliłem sobie w stopę, bo straciłem na tym jakieś 80 zł. Co za bUl :) Alternatywą była kameralna uczelnia, o bogatej tradycji, bo wyłoniła się z Uniwersytetu Warszawskiego - Chrześcijańska Akademia Teologiczna, bo o Niej mowa, jest spadkobierczynią Wydziału Teologii Ewangelickiej i Studium Teologii Prawosławnej, które to zostały utworzone na Uniwersytecie Warszawskim po pierwszej wojnie światowej.

Jeszcze trochę o uczelni, która jest świecką i publiczną, chciałbym to podkreślić, ponieważ wiele osób na słowa Chrześcijańska Akademia Teologiczna (ChAT), reaguje w bardzo dziwny sposób. ChAT obejmuje jakby dwie gałęzie kształcenia, pierwszą z nich są studia w zakresie nauk teologicznych, druga gałąź to nowo powstały (wcześniej działaliśmy w ramach wydziału teologicznego) wydział pedagogiczny uczelni. Jednostka ta działa sprawnie i prężnie, rozwija się bardzo dynamicznie. Aktualnie, w planach jest budowa nowej siedziby uczelni, która dostała w wieczystą dzierżawę działkę od Rady Miasta w Warszawie. Obecnie Akademia mieści się w wynajmowanej części budynku, który należy do Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (ulica Miodowa). Okej, tyle faktów. Chciałbym podzielić się z Wami moimi osobistymi odczuciami, przemyśleniami i wrażeniami, które są nieodłączną częścią studiowania na ChAT. Przede wszystkim, jak już wspomniałem, uczelnia jest dość kameralna. Na danym roku i kierunku, potrafi być 10-30 osób w grupie! Zajęcia odbywają się w niewielkich salach, co ma swoje zalety. Zupełnie inaczej się człowiek czuje, jeżeli siedzi w ogromnej auli, razem z dwusetką innych studentów. Kontakt interpersonalny, możliwość zadania pytania w każdej chwili, komfort psychiczny i ciepło całego otoczenia. Normalnie jak w domu. Same superlatywy, niestety, muszę Was zmartwić, wad tu nie uświadczycie! Uczelnia świetnie nakręca tryby umysłu, poszerza horyzonty, i to bardzo. Szeroki wachlarz fakultetów teologicznych, zajęcia związane z wielokulturowością, kontakt z wyznawcami innych, niż nasza, konfesji, no i przede wszystkim, kadra uczelni, to poziom ponad poziomami. Ludzie wykształceni, kulturalni, zaopatrzeni w świetny warsztat pedagogiczny (zarówno praktycy, jak i teoretycy), kapłani różnych wyznań. Z tej uczelni wychodzi się jako samostanowiący open-minded byt. To doskonałe przygotowanie do życia we współczesnym świecie, gdzie ksenofobia nie ma prawa istnienia.

Teraz trochę o samych studiach, które zaczynałem na kierunku pedagogika międzykulturowa i edukacja dorosłych, jednak trafiliśmy na przemiany wewnątrz uczelniane i na drugim roku kierunek zmienił się w pedagogikę resocjalizacyjną i międzykulturową. Pierwsze trzy lata, to dopiero było doświadczenie. Wychodzi ze szkoły ponadgimnazjalnej taka szara, nijaka masa, jaką produkuje teraz nasz system edukacyjny, nie wie, co ze sobą zrobić… Jak dobrze, że trafiłem na ChAT ;) Pierwszy stopień studiów był najbardziej znaczący dla mojej osobowości. Ludzie poznani na uczelni mieli, i wciąż mają ogromny wpływ na moje życie. Doświadczenia zdobyte, w trakcie zajęć, praktyk, i nie tylko, to jest bezcenne. Wielu Profesorów zapamiętam do końca życia, nie tylko ze względu na surowość, bo to był „zdrowy” strach, ale głównie z powodu ich osobowości, charakterów, życzliwego podejścia do studenta. Pierwsza sesja, tego się nie zapomina. Studiowałem tak sobie przez trzy lata, napisałem pracę dyplomową, obroniłem się i… postanowiłem powiedzieć B, skoro wcześniej powiedziałem A. Podjąłem studia drugiego stopnia, na tej samej uczelni. Wiele osób wybrało Uniwersytet Warszawski, jako swoją drugą Alma Mater, ja jednak pozostałem wierny, semper fidelis chciałoby się rzec. No to wybrałem, stałem się studentem kierunku pedagogika szkolna i społeczno-kulturowa. Bogaty w doświadczenie, wiedziałem czego się spodziewać, wszystko tak jak być powinno. Otwartość, wiedza kompletna, pełnowartościowość.

Może trochę uzasadnienia, co do wyboru tej uczelni i takich kierunków. Przede wszystkim, z czego się dziś śmieję, na ChAT trafiłem, w zasadzie, przez przypadek, na początku byłem oporny, jednak z czasem zacząłem przekonywać się do tych studiów, aż w pełni zaakceptowałem swój wybór i polubiłem to, co studiuję. Kształcenie to traktuję jako inwestycję w siebie, w swój rozwój. Wkrótce opuszczę mury Akademii, mam nadzieję, że jako człowiek o szerokich horyzontach poznawczych, bez uprzedzeń, bardzo tolerancyjny, jednak posiadający swój własny światopogląd. Co z punktu widzenia społeczeństwa, jest bardzo pożądane. Posiadam wiedzę i umiejętności, aby pomagać ludziom, co jest całym sensem naszego istnienia. Jesteśmy istotami społecznymi, możemy żyć i rozwijać się tylko w grupie. A grupy te powinny być jak najbardziej prawidłowe, którym towarzyszyć będą zdrowe relacje. Ktoś musi pomagać zachować ten ład. Współczesne czasy stawiają nas przed nowymi wyzwaniami i problemami, których rozwiązanie może okazać się kluczowe dla stabilności przyszłych pokoleń. Nie możemy sobie od tak rzucić wszystkiego i zająć się tym, co dobre dla nas, zawsze trzeba myśleć o innych. I nie jest ważne to, kim jesteś z zawodu, zawsze możesz pomóc, a jeżeli wybierzesz drogę kształcenia, która pomoże Ci stać się profesjonalistą w tej dziedzinie, możesz być pewny, że nie pożałujesz. Należy jednak pamiętać, że praca z powołania, a praca z przymusu, to dwie różne rzeczy. Nie warto na siłę dążyć do celu, który stanowi sztukę dla sztuki. Podsumowując, warto zastanowić się porządnie nad wyborem szkoły wyższej, czasami warto zaufać instynktowi, bo z pozoru najgorszy wybór może w przyszłości okazać się kluczem do samorealizacji, szczęścia i sukcesu.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy po takim kierunku znajdziesz pracę w zawodzie??

I to jest bardzo dobre pytanie. Dla osób, które ekonomizują rzeczywistość, ostatecznie bym odradził, chociaż jako pracownik Służby Więziennej, jesteśmy funkcjonariuszem państwowym, są z tego tytułu różne przywileje, zarobki też nie są najmniejsze. Jednak jest to ciężka praca, trzeba posiadać odpowiednie kompetencje i kwalifikacje, aby znaleźć pracę w tym zawodzie. To po resocjalizacji. Po pedagogice szkolnej możemy starać się o etat pedagoga szkolnego. Tutaj w większych miastach będzie ciężko, w mniejszych miejscowościach istnieje prawdopodobieństwo zatrudnienia. Warto uzupełnić te studia, jakimiś studiami podyplomowymi, np. pedagogiką wczesnoszkolną bądź przedszkolną, wtedy możemy starać się o posadę nauczyciela stażysty w klasach początkowych. Zawody te są narażone w ogromnym stopniu na syndrom wypalenia zawodowego, dlatego odradzam podejmowania prób zdobycia tego wykształcenia, jeżeli nie lubimy ludzi, jesteśmy skupieni na świecie przedmiotów czy mamy problemy ze swoją psychiką. Taki nauczyciel może wyrządzić wiele szkód, w procesie dydaktyczno-opiekuńczo-wychowawczym dziecka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W mniejszych miastach łatwiej o pracę pedagoga szkolnego?

Tak wnioskuję z opowieści ludzi związanych z tym środowiskiem. Na wsiach, czy mniejszych miastach, warto starać się o tę posadę. Chociaż wiadomo, nie wykluczam możliwości zatrudnienia w dużym mieście, np. może się trafić wakat. Pedagog szkolny to stosunkowo nowy zawód, bo wprowadzony w Polsce dopiero w 1973 roku. Po wielu reformach i określaniu jego obowiązków i zadań, dziś dopiero odkrywamy jego wagę i zaczynamy doceniać obecność pedagoga w szkołach. Odciąża on nauczycieli w zadaniach wychowawczych i opiekuńczych, a ci mogą skupić się na dydaktycznym wymiarze swojego zawodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do pracownika Służby Więziennej, to trzeba być pewnie wyjątkowo odpornym na stres. Oglądam programy o pracy takich ludzi i stwierdzam, że ja nie dałabym sobie rady - praca, w której ciągle czyha na ciebie jakieś niebezpieczeństwo. Plus to oczywiście praca na tzw. państwowym garnuszku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do pracownika Służby Więziennej, to trzeba być pewnie wyjątkowo odpornym na stres. Oglądam programy o pracy takich ludzi i stwierdzam, że ja nie dałabym sobie rady - praca, w której ciągle czyha na ciebie jakieś niebezpieczeństwo. Plus to oczywiście praca na tzw. państwowym garnuszku.

Trzeba przyznać, że praca ta może być niebezpieczna. Trzeba posiadać na prawdę spore umiejętności interpersonalne, żeby zjednać sobie wychowanków, a przy okazji "nie podpaść". Oczywiście obowiązuje profesjonalne podejście to takiej pracy. Ciekawą alternatywą wydaje się praca w tzw. świetlicach socjoterapeutycznych, gdzie pracuje się z młodzieżą (nie lubię tego określenia) trudną. Na pewno daje to satysfakcję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak pielęgniarstwo, jak i resocjalizacja to właśnie zawody z powołania. Nie da się z dnia na dzień wybrać czegoś takiego - to bardziej kwestia cech charakteru ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.




  • Wypowiedzi z ostatnich 10 dni

    • @balamarki Można przenieść się z Polski do Niemiec, ale tylko w teorii. W praktyce nawet przeniesienie się z jednej niemieckiej uczelni na inną jest bardzo trudne i w zasadzie możliwe tylko po ukończeniu przedklinicznej części studiów (pierwsze 4 semestry). Wówczas można zamienić się z innym studentem na miejsca (są specjalne fora gdzie studenci szukają partnerów do zamiany).  W Twojej sytuacji rozwiązaniem byłoby aplikowanie na studia w Niemczech "od zera". 60% miejsc na medycynie uczelnie przydzielają według własnych kryteriów - w podaniu podajesz wyniki swojej matury, piszesz, że studiujesz medycynę w PL i na 99% dostajesz miejsce na 1. semestrze.  Semestry w Niemczech to nie dokładnie to samo co w Polsce. W Niemczech uczelnie ustalają "proponowany" przebieg studiów, ale masz w zasadzie dowolność w ich organizacji - np. stwierdzasz, że w tym semestrze nie masz siły na naukę, i zamiast robić 6 przedmiotów robisz tylko jeden. Są pewne wymagania na zasadzie: jeśli chcesz robić biochemię to musisz zdać najpierw chemię, jeśli chcesz zacząć fizjologię musisz zdać najpierw fizykę etc.  Bo "przyjęciu" się na 1 semestr w Niemczech dogadujesz z dziekanatem zaliczenie z automatu tego co miałaś w Polsce (przez 4 pierwsze semestry na med. w Niemczech niema ocen - jest zaliczone, albo niezaliczone). Dalej studiujesz tak, jak to sobie zaplanujesz- np. teoretycznie jesteś na 1 semestrze, ale (w zależności od tego co zostało Ci zaliczone) robisz zajęcia np. z 3 czy 4 semestru.    Co do egzaminów to po 4 semestrze (idąc zgodnie z zalecanym programem) pisze się pierwszy egzamin lekarski (pisemnie: anatomia w tym histologia i embriologia, fizyka, fizjologia, chemia, biochemia, psychologia z socjologią oraz ustnie: anatomia w tym histologia i embriologia, biochemia i fizjologia). Niezależnie od tego na którym jesteś semestrze w Polsce musisz zdać ten egzamin żeby rozpocząć zajęcia z części klinicznej (semestr 5-10 idąc zgodnie z programem). Po części klinicznej piszesz pierwszą część drugiego egzaminu lekarskiego. Semestr 11 i 12 to PJ (praktisches Jahr, roczna praktyka). Po PJ zdajesz drugą, praktyczną część drugiego egzaminu lekarskiego i.... jesteś lekarzem.    
    • Kierunki są bardzo zbliżone do siebie. Na forum są już dość mocno opisane różnice. Poczytaj. Czy dasz sobie radę? Trudno powiedzieć. To już kwestia tego ile możesz poświęcić czasu.
    • Witam,   Dostałem się na studia zaoczne AiR i MiBM. Jestem już kilka lat po LO i wiedza z matmy i fizyki trochę zanikła. Staram się powoli nadrabiać zaległości. Kilka lat pracuję jako ślusarz i spawacz, doświadczenie z automatyką i elektryką( oprócz spawania) mam małe, postanowiłem w tym roku rozwijać swoją wiedzę do czego zachęca mnie też pracodawca ponieważ planuje wdrażać nowe maszyny do firmy. Chciałem się poradzić który kierunek jest lepszy? Czy mając trochę zaległości, sumiennie pracując mam szansę na ukończenie studiów?   Pozdrawiam
    • Witam Czy ma ktoś wiedze na temat prowadzenia zajęć i przeprowadzania egzaminów na WNE lub na WZ UW wobec studenta trybu niestacjonarnego (wieczorowe)
  • Najpopularniejsze tematy na forum

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.