Skocz do zawartości
Gość milosz

Zmierzch pedagogiki

Rekomendowane odpowiedzi

Gość milosz

Informacje, które od dłuższego czasu pojawiają się w mediach, są zatrważające. Pedagogice w Polsce grozi całkowita marginalizacja, a resort szkolnictwa wyższego dopatruje się w tym "pozytywnych aspektów". Nie ma żadnego znaczenia fakt, że za kilka lat nasze dzieci będą uczyli absolwenci pedagogiki, ktorzy ledwo zdali egzamin maturalny, a studia skończyli tylko dlatego, że uczelnia obniżyła diametralnie poziom.

 

Kiepscy pedagodzy + kiepska edukacja = kiepskie życie? Brzmi może komediowo, ale obraz polskiej edukacji wcale nie jest lepszy.

 

Więcej o upadku polskiej pedagogiki możecie przeczytać tutaj "Zmierzch pedagogiki - upadek polskiej edukacji".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z drugiej strony za to staje się modne nauczanie w domach, poszukiwane są już nie tylko zwykłe niańki, ale też guwernantki z dobrym wykształceniem i głowa pełną kreatywnych pomysłów. Może to nie do końca jest tak, że pedagogika upada, tylko przybiera nowy wymiar? W koncy nie wszyscy rodzice godzą się na schemat: "Kiepscy pedagodzy + kiepska edukacja = kiepskie życie".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość milosz

Masz sporo racji w tym co piszesz. Jest jednak pewne "ale". Nie ukrywajmy - większości rodziców nie stać na zatrudnienie profesjonalnej guwernantki. W efekcie są zmuszeni do posyłania swoich dzieci do publicznych szkół, gdzie problem "kiepskich nauczycieli" będzie się nasilał.

 

Edukacja w Polsce stale się zmienia, ale czy ten nowy wymiar będzie korzystnym rozwiązaniem? Scenariusz wygląda dość jednoznacznie... kiepscy pedagodzy opuszczą za kilka lat mury uczelni. Zostaną przyjęci do pracy w szkołach, gdyż niedobory kadrowe będą zbyt duże (przechodzenie na emerytury, przebranżowienie zwolnionych wcześniej nauczycieli, etc). Co dalej? Niska jakość nauczania spowoduje obniżenie poziomu wiedzy u młodzieży. Kiepsko wyedukowani trafią na studia, gdzie przyjmą ich z otwartymi ramionami - jakoś trzeba osiągnąć limity, a każdy student to pieniądze z resortu... Błędne koło?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Błędne koło?

Niestety na to wyglada. Ale jeszcze beznadziejne w tym wszystkim jest to, że nawet jesli nauczyciel ma abicje i chce być wymagający, to jest 'doprowadzany do pionu', albo przez dyrekcję szkoły, albo przez rodziców. Kiedys wymagający nauczyciel swiadczył o renomie szkoły a teraz od niej odstraszaja...

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość milosz

Niestety na to wyglada. Ale jeszcze beznadziejne w tym wszystkim jest to, że nawet jesli nauczyciel ma abicje i chce być wymagający, to jest 'doprowadzany do pionu', albo przez dyrekcję szkoły, albo przez rodziców. Kiedys wymagający nauczyciel swiadczył o renomie szkoły a teraz od niej odstraszaja...

 

Polską edukację na każdym poziomie toczy dziwna choroba, której nikt z klasy rządzącej nie potrafi trafnie zdiagnozować. Przeprowadzane są reformy, które w założeniu mają wszystko naprawić, a ostatecznie jeszcze bardziej niszczą polskie szkolnictwo.

Wymagających nauczycieli się pamięta z czasów licealnych... kogo będą pamiętać uczniowie za kilkanaście lat? Panią od fizyki lub matematyki, ktora boi się zwrócić uczniowi uwagę? Zadania domowe i sprawdziany znikną z murów polskich szkół bo przecież "nie można męczyć dzieci"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Błędne koło zaczyna się już od podejścia do edukacji. Podejście, że każdy musi jest błędne, uczeń musi mieć wykształcenie, uczeń musi zdać itd. Tylko to już jest błędne a to tylko ogólny zarys problemu. Trapi nas dziwna choroba, w pewnej części rodzice, ich dziecko musi mieć 5, ich dziecko musi być najlepsze, ich dziecko musi iść na studia. Na ten problem nałożyły się 2 kolejne, niż demograficzny oraz to ja wymagam, a nie ode mnie powinno się wymagać. Rodzice winę zawsze upatrują w nauczycielu, nie mogą pogodzić się z porażką dziecka. Idą do dyrekcji, chcą egzekwować swoje prawa, zapominając o obowiązkach. Dyrekcja boi się, że szkoła będzie miała złą renomę, że rodzic weźmie dziecko, a co za tym idzie będą cięcia w etatach, w pieniądzach, więc ciągnie się błędne koło naszej edukacji i to widać na każdym szczeblu. 

 

P.S. Jeśli chodzi o nauczycieli to uważam, że po za wyjątkami to z reguły są to dobrzy pedagodzy, którzy są stawiani do pionu przez dyrekcję, która jest stawiana przed wymaganiami rodziców.Szczególnie młoda kadra nauczycielska jest dobrej klasy - obowiązkowo po studiach, obowiązkowo po kursach pedagogicznych, do tego nauczyciel co roku musi robić dodatkowe szkolenia, z których jest rozliczany. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

 

 

P.S. Jeśli chodzi o nauczycieli to uważam, że po za wyjątkami to z reguły są to dobrzy pedagodzy, którzy są stawiani do pionu przez dyrekcję, która jest stawiana przed wymaganiami rodziców.Szczególnie młoda kadra nauczycielska jest dobrej klasy - obowiązkowo po studiach, obowiązkowo po kursach pedagogicznych, do tego nauczyciel co roku musi robić dodatkowe szkolenia, z których jest rozliczany. 

To chyba zależy.. Dyrekcja nie zawsze stawia do pionu nauczycieli z obawy przed utratą uczniów. Studia to obowiązek, kursy, szkolenia także, ale.. są przypadki kiedy kurs jest ukonczony na papierku, a nauczyciel popełnia rażące błędy. 

Tak z nieco innej beczki.. Często mnie zastanawia dlaczego jakiś profesor popełnia głupie błędy. Ktoś, komu przyznano tytuł profesora, włożył dużo wysiłku w zdobywanie wiedzy, w prowadzenie badań naukowych, opracowywanie różnych teorii i publikacji. I wszystko to po to, żeby później opowiadać głupoty..? Wtedy te lata nauki i pracy idą na marne. W koncy chyba nie chodzi o to, żeby zostając profesorem, cofać się do poziomu świerzo przyjętych studentów..

Podobnie jest ze 'zwykłymi' nauczycielami. Ważne są ich kwalifikacje, ale umiejętności już nie. Zawód nauczyciela w Polsce to zawód, od którego nie wymaga się dużego dośwaidczenia w zawodzie tylko kwalifikacji. Efekt? Mamy świetnie wykształconych, wykwalifikowanych nauczycieli, którzy swoim sposobem bycia czasami są niewiele bardziej odpowiedzialni od swoich uczniów. Nie mówiąc już o tym, żeby taki nauczyciel był wzorem (chyba, że w imprezowaniu, bo znam takich 'przykładnych' nauczycieli).

Jednak moim zdaniem winę za to ponoszą nie tyle nauczyciele tylko system. To system od najmłodszych lat uczy nas cwaniactwa, dochodzenia swoich racji jak najmniejszym kosztem, system uczy nas konsumpcjonizmu. Jesteśmy uczeni, że powinniśmy mieć więcej, więcej i jeszcze więcej, ale kasy czy dóbr materialnych a nie wiedzy, czy innych umiejętności.. gdyby to wiedza była ważna a nie kasa to nie mialibysmy w szkołach co roku wymiany podręczników na coraz nowsze, coraz ładniejsze, coraz głupsze i droższe...

A rodzice? Rodzice chcą, żeby ich dzici były ładnie ubrane i umalowane. Tyle. Oczywiście nie mówię o wszystkich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przy zatrudnianiu nauczyciela ważne są kwalifikacje, faktycznie masz rację, ale już w trakcie pracy, ważne są umiejętności nauczania i są one brane pod uwagę, przy ocenianiu przydatności nauczyciela. Nie wiem jak blisko jesteś systemu nauczania w Polsce, ale w tej chwili cały proces oceny nauczyciela jest tak dogłębny, że wręcz absurdalny i nauczyciele boją się o swoje posady. Ale od tego są wyjątki nauczyciel z długim stażem i z odpowiednim stopniem już się nie martwi, bo nie wiem czy wiesz, ale szkoła go nie może zwolnić i tacy nauczyciele są najgorsi bo oni już nic nie muszą robić. Podobna sprawa jest z nauczycielami akademickimi, do stopnia prof. im zależy bo muszą prowadzić badania, później co prawda też muszą prowadzić badania, ale od tego mają studentów studiów III stopnia... .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem bardzo blisko systemu, mam w rodzinie młodą nauczycilkę, wiele też wynika z moich obserwacji (wiem, że mogę sie mylić). Jak były zwolnienia w gimnazjum w moim mieście to o prace bali się wszyscy- i nauczyciele z długim stażem i młodzi nauczyciele. Czasami spotykam nauczycieli z tak absurdalnym poziomem wiedzy, że aż ciężko mi uwieżyć, że ktoś ich z tego rozlicza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko to co państwo piszą jest prawdą. Sama jestem przerażona poziomem edukacji, choć jestem dopiero maturzystką. W przyszłości chciałabym być nauczycielką. Właściwie większość osób, z którymi rozmawiam na temat moich studiów i przyszłości, odradza mi tę drogę. Nawet, gdy uczyłam się do matury powtarzano mi- dziecko, nie ucz się już, przecież to zdasz, każdy zdaje,na studia na pewno się dostaniesz. Nie wyobrażałam sobie jednak, bym miała uczyć młodzież np. języka polskiego, uzyskując z tego przedmiotu wynik niższy niż 90% na maturze. Chodzi już nawet o zwykłą moralność. Jak miałabym przygotować uczniów do egzaminu, który z założenia powinni zdać na 100%, gdybym sama nie uzyskała takiego wyniku? Oczywiście rzekomo można wszystkiego nauczyć się na studiach, ale czy nauczymy się pasji? Odnajdziemy poczucie misji? Jest mi najzwyczajniej w świecie przykro, gdy widzę, że na studia pedagogiczne dostają się koleżanki z bardzo słabymi wynikami matur. Wiem też, że wyniki te nie są skutkiem niewiedzy, ale ,,spokoju o jutro". Mówiły mi ,,po co mam się uczyć, tam się każdy głupi dostanie", i rzeczywiście, każda z nich się dostała. Mam nadzieję, że na studiach odnajdą swoje prawdziwe powołanie, a pracę w szkołach pozostawią pasjonatom, którzy naprawdę chcą coś zdziałać w oświacie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość milosz

Wszystko to co państwo piszą jest prawdą. Sama jestem przerażona poziomem edukacji, choć jestem dopiero maturzystką. W przyszłości chciałabym być nauczycielką. Właściwie większość osób, z którymi rozmawiam na temat moich studiów i przyszłości, odradza mi tę drogę. Nawet, gdy uczyłam się do matury powtarzano mi- dziecko, nie ucz się już, przecież to zdasz, każdy zdaje,na studia na pewno się dostaniesz. Nie wyobrażałam sobie jednak, bym miała uczyć młodzież np. języka polskiego, uzyskując z tego przedmiotu wynik niższy niż 90% na maturze. Chodzi już nawet o zwykłą moralność. Jak miałabym przygotować uczniów do egzaminu, który z założenia powinni zdać na 100%, gdybym sama nie uzyskała takiego wyniku? Oczywiście rzekomo można wszystkiego nauczyć się na studiach, ale czy nauczymy się pasji? Odnajdziemy poczucie misji? Jest mi najzwyczajniej w świecie przykro, gdy widzę, że na studia pedagogiczne dostają się koleżanki z bardzo słabymi wynikami matur. Wiem też, że wyniki te nie są skutkiem niewiedzy, ale ,,spokoju o jutro". Mówiły mi ,,po co mam się uczyć, tam się każdy głupi dostanie", i rzeczywiście, każda z nich się dostała. Mam nadzieję, że na studiach odnajdą swoje prawdziwe powołanie, a pracę w szkołach pozostawią pasjonatom, którzy naprawdę chcą coś zdziałać w oświacie.

Bardzo ciekawe i pouczające. Jest tylko jedno "ale" w tym wszystkim. Mianowicie - Twoje ostatnie zdanie. Jeśli będziesz chciała coś "zdziałać" w polskiej oświacie, to przygotuj się na brutalne spotkanie z szarą rzeczywistością. Obecny ład i (nie)porządek jest pilnowany przez stare grono pedagogiczne i władze danej szkoły.

Myślisz o podwyższeniu poziomu nauczania? Dzieci poskarżą się rodzicom, że za dużo od nich wymagasz i nie mają na nic czasu już. Rodzice pójdą na skargę do dyrektora, u którego Ty na samym końcu będziesz musiała się tłumaczyć.

Mówiąc krótko: wyższy poziom nauczania np. w szkole średniej oznacza mniejsze zainteresowanie uczniów. Na studia i tak sie dostaną, więc po co się męczyć w liceum?

Brutalne, ale prawdziwe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ciekawe i pouczające. Jest tylko jedno "ale" w tym wszystkim. Mianowicie - Twoje ostatnie zdanie. Jeśli będziesz chciała coś "zdziałać" w polskiej oświacie, to przygotuj się na brutalne spotkanie z szarą rzeczywistością. Obecny ład i (nie)porządek jest pilnowany przez stare grono pedagogiczne i władze danej szkoły.

Myślisz o podwyższeniu poziomu nauczania? Dzieci poskarżą się rodzicom, że za dużo od nich wymagasz i nie mają na nic czasu już. Rodzice pójdą na skargę do dyrektora, u którego Ty na samym końcu będziesz musiała się tłumaczyć.

Mówiąc krótko: wyższy poziom nauczania np. w szkole średniej oznacza mniejsze zainteresowanie uczniów. Na studia i tak sie dostaną, więc po co się męczyć w liceum?

Brutalne, ale prawdziwe...

Niestety to jest prawda. Ale można się też zaprzeć i zostać nauczycielem za granica. Znaleźć pracę w kraju, który szanuje wiedzę a nie cwaniactwo. Nie jest to łatwe, ale też nie jest niemożliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość milosz

Niestety to jest prawda. Ale można się też zaprzeć i zostać nauczycielem za granica. Znaleźć pracę w kraju, który szanuje wiedzę a nie cwaniactwo. Nie jest to łatwe, ale też nie jest niemożliwe.

Akurat droga do podjęcia pracy na stanowisku nauczyciela za granicą jest długa i trudna. Nie jest to oczywiście ścieżka dla wszystkich absolwentów pedagogiki i ludzi, którzy właśnie z nauczaniem chcą związać swoje "zawodowe losy".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja siostra skończyła pedagogikę i filozofię na Akademii Ignatianum w Krakowie - założyła firmę szkoleniową i prowadzi zajęcia dla młodzieży z etyki biznesu, ekonomii zrównoważonego rozwoju, społecznej odpowiedzialności biznesu, itd. Trzeba tylko mieć pomysł na własną karierę już w trakcie studiów - ona robiła mnóstwo praktyk i staży. Raczej nie należy się nastawiać na pracę w gabinecie pedagoga szkolnego, bo wiadomo jak jest z popytem na takie stanowiska.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żadnego zmierzchu pedagogiki nie ma, co widać choćby po najchętniej wybieranych przez kandydatów na studia kierunkach. Pedagogika nadal w czołówce. Oczywiście wiele zależy od specjalności, programu studiów, wykładowców czy zaangażowania studentów. Jeśli studiuje się na dobrej uczelni, pod okiem specjalistów-praktyków i program studiów dopasowany jest do wymagań stawianych nowoczesnym pedagogom, absolwent takiej uczelni znajdzie pracę w zawodzie. Na przykład ze statystyk wynika, że 90 procent absolwentów Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. Janusza Korczaka znajduje zatrudnienie. Ale na rynku nie brakuje też oczywiście miernych uczelni, bez żadnego dorobku i doświadczenia, gdzie panuje stagnacja, a studia pedagogiczne nie przygotowują do wykonywania zawodu.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O widzę, że dysponujesz statystykami zatrudnienia po pedagogice, chętnie zapoznałbym się z tym wynikami czy jest możliwość ich przeczytania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Podobna zawartość

    • Przez TomaszSt
      Cześć wszystkim,
      jak w tytule - posiadam duże doświadczenie zarówno pod kątem korekty, opracowania i wszelkich modyfikacji prac zaliczeniowych jak i tworzeniu nowych tekstów. Wszystkie zlecenia wykonuję od podstaw, cena zawsze jest ustalana indywidualnie - negocjowalna.
      Moje publikacje można odnaleźć w sieci - publikowałem różne artykuły, głównie o treści historycznej (z wykształcenia historyk wojskowości o specjalności nauczycielskiej - mgr) aczkolwiek zajmuję się również pedagogiką, socjologią, psychologią, dziennikarstwem etc. W przypadku kontaktu przesyłam próbki swoich prac do wglądu.
      Wszystkie zlecenia wykonuję rzetelnie i całkowicie OD PODSTAW.
      Pozdrawiam
       
    • Przez andzia9827
      Hej, myśle i myśle ale nadal chyba nie wiem co zrobić. A mianowicie - studiuje bezpieczeństwo wewnętrze ze specjalizacja kryminologia i kryminalistyka na 3 roku, w tym roku praca i mam nadzieje zaliczenie. Jednak ... myśle, że chciałabym iść troszkę w innym kierunku. Mam zamiar pójść na studia jednolite magisterskie z psychologi sądowej albo na pedagogikę wczesnoszkolną i przedszkolną. Obydwa kierunki mi się podobają aleee po którym są większe szanse na dobre zarobki i szybsze znalezienie pracy ? ( tylko studia zaoczne wchodzą w gre ) Przed startem studiowania już miałam mega dużo myśli co wybrać i sądzę że wybrałam najgorzej ale jak już w tym siedzę to chce to skończyć. Myśle ze po bezpieczeństwie nie ma wiele wyborów pracy i studiowania innych kierunków, a jak jest naprawdę ? 
      dziekuje za odpowiedzi :) 
    • Przez Astrae
      Cześć! Kończę właśnie pierwszy rok pedagogiki I-go stopnia. Żeby zwiększyć swoje szanse w zawodzie jakim jest nauczyciel, chciałabym rozpocząć drugi kierunek. Mam teraz dylemat - wybrać polonistykę czy historię? Lubię obie dziedziny. Co prawda historii nie lubiłam uczyć się w szkole, ale poza nią nawet robiłam własne notatki. Obawiam się jedynie ciężkich książek, których treści nie byłabym w stanie zrozumieć. Najbardziej interesuje mnie w historii kultura. Co do polonistyki, lubię czytać książki, ale nie wiem, czy dam radę AŻ TYLE czytać. Słyszałam, że większość czyta streszczenia, bo nie nadążają. Do tego historia ma o wiele mniej godzin tygodniowo niż polonistyka, jednak szybciej znalazłabym pracę po pedagogice i polonistyce niż pedagogice i historii. Sama już nie wiem. Proszę o jakieś pomysły, propozycje, dane! Byłabym bardzo wdzięczna.
    • Przez Zakrza
      Postanowiłem zostać psychoterapeutą. Wpisałem w Google frazę "jak zostać psychoterapeutą" i wyskoczyło mi, że wystarczy być magistrem jakiegokolwiek kierunku i ukończyć 4-letni kurs. Pomyślałem: "o, fajnie, jestem mgr dziennikarstwa, zrobię kurs i będę psychoterapeutą". Okazuje się, że to nie jest takie proste...
       
      Polska Rada Psychoterapii (zgodnie ze standardami europejskimi i światowymi) owszem, nie wymaga konkretnego wykształcenia (jak potwierdzają badania, zawód psychoterapeuty nie ma żadnego wpływu na jego skuteczność), ale poszczególne ośrodki rekomendowane przez stowarzyszenia już tak. Aby rozpocząć szkolenie trzeba mieć ukończone studia psychologiczne, pedagogiczne lub medyczne. No ok, nie wszystkie tego wymagają. Podkreślają jednak, że jeśli wejdzie w życie ustawa psychoterapeutyczna to nawet po ukończonym szkoleniu i zdobyciu certyfikatu nie będę miał możliwości wykonywania zawodu. A nawet jeśli nie wejdzie (lub wejdzie w zmienionym kształcie) to nie będę mógł pracować w placówkach NFZ, ani nawet robić tam stażów, co i tak uniemożliwi skończenie kursu.
       
      Nie zniechęciło mnie to jednak. Stwierdziłem, że sobie zrobię psychologię II stopnia, równolegle robiąć kurs na psychoterapeutę i gitara. No i tu pojawiają się kolejne przeszkody. Chciałbym studiować w Krakowie, bo tu znajduje się większość ośrodków kształcących terapeutów. Niestety nie znalazłem tutaj oferty psychologii MSU. Jedyne MSU jakie znalazłem to na SWPS, ale to uczelnia prywatna, a niezbyt mam możliwości płacić za szkołę i za kurs (+to, że nie mają filii w Krakowie, jak wspominałem). A zatem jednak 5-letnie jednolite magisterskie. Jak Kraków to UJ. A co! Wchodzę zatem na stronę, a tam info, że liczą się wyniki z matur. Liczyłem jednak, że mgr innego kierunku będzie miał jakąś inną prcedurę.
       
      Uniwersytet Jagielloński bierze pod uwagę pisemny, rozszerzony angielski + najlepszy przedmiot z grona biologia/matematyka/historia. Zdawałem tylko matematykę (angielski na podstawie więc się nie liczy). W tamtych czasach nie była obowiązkowa i zdobyłem 52%, co jak na tamten rocznik było wynikiem bardzo dobrym. Tyle, że to da mi jakieś 10 nędznych punktów na 100.
       
      I tutaj garść pytań do państwa:
      1. Czy w ogóle istnieje psychologia MSU gdzie indziej niż na SWPS?
      2. Orientuje się ktoś ile osób aplikuje średnio na UJ, na psychologię i jaki jest zazwyczaj próg przyjęć?
      3. Jeśli nie UJ to jaka publiczna szkoła w Krakowie?
      4. Jakbym chciał poprawić wyniki z matur po 15 latach to jaka jest procedura?
      5. Może jednak olać psychologię i zrobić tę pedagogikę?
       
      Dziękuję i pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali do końca tego postu. Wyszedł dłuższy niż się spodziewałem. A to dopiero początek!
    • Przez eskaboy
      Dzień dobry dostałem sie do 2 uniwersytetów chciałbym Poznać wasza opinie gdzie studiowac.
      Informatyka inzynierska na uniwersytecie im Adama Mickiewicza w Poznaniu
      Informatyka licencjacka Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie I pytanie czy jest fizyka i czy obowiązkowa ? 
      I czy łatwo po roku przenieść się do UJ LUB UW ? DZIĘKUJĘ ZA ODPOWIEDZI


×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.