Skocz do zawartości
Arek Skarżyński

Ochrona Środowiska czy Psychologia w biznesie?

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

Jestem Arek, mam 19 lat i jestem na 1 roku studiów dziennych na Uniwersytecie Gdańskim na kierunku Ochrona Środowiska (wydział chemii). Generalnie poszedłem na ten kierunek ze względu na to, że nie wiedziałem co chcę robić w życiu, były tam wolne miejsca, a mój ojciec ma własną jednoosobową firmę, która świadczy usługi właśnie w zakresie OŚ. Pracowałem u niego przez jakiś czas, jednak jest to dość skomplikowana praca, ze względu na te wszystkie przepisy, które powinno się poznać. Jestem już po pierwszej sesji, przez którą jakoś się prześligznąłem, tak czy inaczej będę zmuszony zmienić studia dzienne na zaoczne, ale do rzeczy: Z racji tego, że średnio mi się podoba ten kierunek nie wiem co mam dalej robić, bo uważam, że nie jest to najgorsza praca, ale też nie jest jakąś moją pasją. Patrzyłem inne kierunki i zwróciłem uwagę na Psychologię w biznesie, ze względu, że uważam, że psychologia jest dosyć ciekawa, co w połączeniu z biznesem może dać praktyczne, dobre wykształcenie. Jednak mam wątpliwości, ponieważ wybieram między pewną pracą po studiach u ojca, a niepewnym kierunkiem studiów, o którym dużo osób nie wie i są do niego sceptycznie nastawieni, aczkolwiek myślę, że pomogłoby mi to nawet w założeniu jakiegoś swojego biznesu czy innych aspektach życia zawodowego. Może jest ktoś na forum tu ktoś kto ma o tym pojęcie lub skończył/studiuje ten drugi kierunek i zechciałby mi doradzić czy warto jest ryzykować i zmieniać ochronę środowiska na psychologię w biznesie?  Pozdrawiam.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ochrona środowiska daje Ci konkretne kompetencje. Oczywiście że powinieneś studiować to co Cie interesuje ale Ty tak studiów nie wybrałeś i jak zwykle jest z tym później problem. Psychologia w biznesie to słaby pomysł bo ani to psychologia ani biznes. Chcesz to idź na psychologię. Wtedy te studia dają Ci konkretne kompetencje. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.





  • Wypowiedzi z ostatnich 10 dni

    • Hej, na naszym weselu mieliśmy około 120 gości i zamówiliśmy około 0,5 litra wódki na osobę, co okazało się wystarczające, choć niektóre stoły piły więcej niż inne. Warto też mieć zapas, bo lepiej żeby zostało, niż żeby zabrakło. Jeśli chodzi o wino, to wystarczyło nam mniej więcej jedna butelka na cztery osoby, bo nie każdy pił wino – większość wolała wódkę. Piwo zamówiliśmy tylko kilkadziesiąt puszek i bardziej na poprawiny, bo na weselu dominowały mocniejsze trunki. Uważaj na to, czy goście będą sami prowadzić samochody, bo to też zmienia ilość spożycia. https://poznanska10.pl/uncategorized/alkohol-na-wesele-jak-obliczyc-ilosc-i-uniknac-kosztownych-bledow/ Na stronie jest zresztą kilka porad na temat tego co warto jest postawić na stole.
    • Hej, ile wódki kupowaliście na wesele?  Jak również ile mieliście gości? Nie chcę kupować za dużo ale równeiż nie chce aby zabrakło
    • To wcale nie jest łatwy temat, bo przy krótszym, kameralnym przyjęciu granica między „swobodnie” a „sztywno zakończone” jest cienka. Twoja wizja obiadu z deserem jest spójna i jasna, ale rozumiem też podejście Twojego partnera – zimna płyta daje gościom przestrzeń, żeby jeszcze chwilę posiedzieć, porozmawiać i nie czuć się „wyproszeni” po deserze.   Można to rozwiązać w sposób, który nie brzmi jak komenda typu „zjeść i do domu”. Kluczem jest komunikacja w zaproszeniu lub przy przekazywaniu informacji w taki sposób, żeby to brzmiało jak troska o gości, a nie rozkład jazdy. Zamiast „koniec o 19:00”, można zaznaczyć, że przyjęcie ma formę krótkiej uroczystości w kameralnym gronie, potrwa mniej więcej do „późnego popołudnia/wczesnego wieczoru”, a na koniec będzie transport dla gości – jako ukłon w ich stronę, nie jako „wyjściówka”.   Twoja mama ma rację co do jednego: zimna płyta daje poczucie domknięcia spotkania. Można zrobić skromną wersję – kilka przekąsek na wspólnym stole, bez nadęcia i bez poczucia, że to „drugi etap” wesela. Goście wtedy sami naturalnie wyczują moment, kiedy zebrać się do domu.   Taki układ może wyglądać np. tak: • obiad • deser i kawa • swobodne rozmowy przy zimnej płycie, winie i lekkim alkoholu • pod koniec – luźna informacja, że transport będzie dostępny od konkretnej godziny, ale bez słów „koniec imprezy”   Jeśli planujesz do tego lekkie alkohole, które nie budują atmosfery „długiej imprezy”, tylko towarzyszą rozmowom, możesz zerknąć na propozycje win, które dobrze pasują do takiej formuły spotkania: http://www.alkoparty.pl/wina
    • Planujemy z narzeczonym tylko skromny obiad dla najbliższych i chciałabym, żeby spotkanie zakończyło się po deserze i kawie. Moja wizja jest prosta, ale partner i mama naciskają na dodanie zimnej płyty. Twierdzą, że bez przekąsek goście poczują się wyproszeni i nie będą mieli przestrzeni na swobodną rozmowę. Ja z kolei boję się, że takie „dojadanie” zmieni elegancki obiad w długą imprezę, a zależy mi na konkretnej godzinie zakończenia. Jak zakomunikować gościom ramy czasowe przyjęcia, żeby nie brzmiało to jak rozkaz opuszczenia lokalu? Czy powinnam ulec w kwestii jedzenia, żeby atmosfera była luźniejsza? Co o tym myślicie?
  • Najpopularniejsze tematy na forum

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.