Skocz do zawartości

maciejkuczynski

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    5
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralna

O maciejkuczynski

  • Tytuł
    Nowicjusz

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Częstochowa
  • Zainteresowania
    nauka i medycyna, technologie i IT, lotnictwo, polityka

Ostatnie wizyty

457 wyświetleń profilu
  1. Jeśli chodzi o maturę to już teraz nic nie wiadomo, co nagle ministerstwo wymyśli. Nowa matura była w 2012, 2015, teraz znowu coś ma być od 2019 (podobno wprowadzenie progów na rozszerzeniach i nowa formuła na polskim). Co masz na myśli pisząc, że wielu z nich na studia już nigdy nie poszło? Mógłbyś rozwinąć ten wątek?
  2. Wracam po bardzo długiej przerwie (za co najmocniej przepraszam), jednak z pewną porcją nowych wiadomości. Rozesłałem maile do uczelni niemieckich: Berlin (Freie Uni/Charite), Monachium (LMU), Getynga, Heidelberg, Tybinga oraz Frankfurt (Goethe). Odpowiedzi dostałem jednak tylko z Berlina i Frankfurtu. Zaciekawił mnie list zwłaszcza z tego drugiego miasta. Dowiedziałem się bowiem, że w momencie aplikacji wystarczy mi poziom B1 i wówczas zostanę przekierowany na kurs przygotowujący do DSH (C1). Z tego co zrozumiałem ze strony Berlina, Studienkolleg również oferuje roczny intensywny kurs niemieckiego dla kandydatów. W tym momencie pojawił się pomysł, aby nie iść od razu na studia, tylko po maturze zrobić gap year, wyjechać do Niemiec i spędzić rok na intensywnej nauce języka, obojętnie czy na uczelni czy innym kursie. Mógłbym także wyjechać do taty i spróbować np. zatrudnić się w jego szpitalu, choćby na nic nieznaczącym stanowisku - byle mieć kontakt z ludźmi i pożyć w kraju na co dzień. Gdyby zaszła potrzeba, po tym roku przyjechałbym też w maju do Polski, aby poprawić maturę. Czy ktoś z Was kiedyś próbował takiego rozwiązania? Warto przemyśleć taką opcję? Jeszcze jedno mam pytanie: czy uczelnie wymagają wyników matury z tego samego roku? Czy np. ten rok może wpłynąć na ich "zdeaktualizowanie" w oczach uczelni? Wiem, że egzaminy językowe ważne są 3 lata, nic jednak nie piszą o maturze.
  3. Dziękuję Wam za szczere i rzeczowe odpowiedzi. Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale pochłonęły mnie inne obowiązki. Załatwiłem sobie już lekcje niemieckiego u dobrej korepetytorki - nie jednak pod kątem matury/egzaminów/studiów, lecz dla własnej satysfakcji - żeby mówić w tym języku biegle i płynnie. Łapię go szybko, sprawia mi on przyjemność, toteż sądzę, że mam do tego predyspozycje. Co do studiów, temat jest otwarty. Nie wiem na razie, na co się zdecydować, jednak coraz bardziej podoba mi się wizja pracy w Niemczech - na tę chwilę to lepsze perspektywy, chociaż tak jak napisał Łukasz, nie wiadomo, co będzie za 20 lat. Przebijanie się przez polskie układy, nowoczesne szpitale o wyższym poziomie techniki czy łatwiejsza kariera naukowa to tylko niektóre argumenty. Następnym razem napiszę, gdy otrzymam odpowiedzi od uczelni, gdyż zamierzam w niedalekim czasie przygotować odpowiedni list i go rozesłać po uczelniach. Dziękuję jeszcze raz Maciek
  4. A np. pod kątem pracy? Podszlifowanie języka oznaczać będzie skupienie się głównie na nim. Muszę już teraz w pewnym sensie zadecydować o dyspozycji czasu na te dwa lata - na niemiecki czy rozszerzenia.
  5. Jestem nowy na Forum i chciałem się przedstawić Wybieram się na medycynę. Właśnie zacząłem drugą klasę LO na profilu biol-chem-mat. Takie też przedmioty rozszerzone będę zdawać na maturze, plus angielski dwujęzyczny (odpowiednik C1). Przedmioty te dobrałem pod kątem wymagań polskich uniwersytetów medycznych. U mnie na pierwszym miejscu stoi Warszawa, na kolejnych Kraków i Wrocław. Od pewnego czasu chodzi mi jednak po głowie pomysł studiowania w Niemczech. Nie bez powodu - od 12 lat mieszka tam i pracuje mój tata, anestezjolog. Do Niemiec przyjeżdżam średnio 2-3 razy w roku, głównie na wakacje. Jestem więc w miarę obyty z krajem, jego mentalnością i kulturą. Wiem, że tata pomógłby mi na miejscu, może nawet miałbym szanse na praktyki w jego klinice - przyjmują tam obcokrajowców bardzo chętnie. Interesowałyby mnie takie miasta, jak: - Goettingen (piękna miejscowość, dość renomowany uni, choć nie w krajowej czołówce, 60 km od domu taty w Seesen - mógłbym z nim nawet mieszkać, odpadnie koszt wynajęcia mieszkania) - Berlin (Humboldt lub Freie Uni - wszystkie właściwie zalety Zachodniej stolicy) - Heidelberg (najwyższe notowania w rankingach) - Monachium (najmniej prawdopodobne, wysokie noty, ale trochę daleko) Pojawił się jednak cały szereg wątpliwości, gdy wgłębiłem się w przepisy i procedury rekrutacyjne. 1. Język. Mój niemiecki oceniam na słabe B2. Radzę sobie dość dobrze w konwersacji z Niemcami, rozumiem większość tego, co czytam i słucham. Jeżeli nie znam słowa, potrafię znaleźć synonim. W zeszłym roku wygrałem nawet ogólnopolski konkurs Jednak większość uczelni wymaga mocnego C1 lub nawet C2 - na tyle nie znam jeszcze nawet angielskiego. Najczęściej brane pod uwagę egzaminy: TestDaF z wynikiem 4 (mocne C1), DSH zweite Stufe (C1) lub Goethe C2/Oberstufe. C1 przy bardzo intensywnej nauce może jestem w stanie osiągnąć, jednak C2 to już wymagałoby mieszkania i życia w Niemczech. 2. Termin rekrutacji. Na stronach uczelni terminy pokrywają się mniej więcej z polskimi, raz jednak na jakimś forum znalazłem informację, że rekrutację przeprowadza się wcześniej - przed naszymi maturami. Wobec tego, jako że student nie posiada matury ani świadectwa ukończenia LO, przyjęcie następuje według średniej ocen z... drugiej klasy. Czy wiecie coś na ten temat? W pierwszej klasie miałem 5.88, tego poziomu jednak w tym roku się nie spodziewam. 3. Opłacalność całego przedsięwzięcia. Z moją sytuacją, na pewno łatwiej mi się będzie odnaleźć w Niemczech niż większości moich rówieśników. Czy jednak opłaca się posiadać niemiecki dyplom? Jak patrzą na to polskie szpitale? I na odwrót - czy polski dyplom za granicą jest z automatu czymś gorszym w porównaniu do np. niemieckiego lub brytyjskiego? Mam pewne porównanie szpitali polskich i niemieckich i, nie oszukujmy się, poziom techniki, komfortu i metody leczenia zdecydowanie przewyższają u tych drugich. W Polsce problemem jest też kolesiostwo, hierarchia i rzucanie młodym kłód pod nogi. Nie ukrywam też, że interesuje mnie praca naukowa - stopnie naukowe, własne badania, konferencje itp. Czy trudno prowadzić w Polsce taką działalność? W Niemczech większość lekarzy ma tytuł doktora i nikogo on nie dziwi. Pytanie zasadnicze brzmi: czy jest sens się w to pakować? Czy studiami w Polsce zamykam sobie drogi kariery? Z drugiej strony, trochę mnie przerastają wymagania językowe w DE - musiałbym się naprawdę intensywnie zabrać za naukę. Jeżeli nie warto, ograniczę Deutsche Sprache do tego, co mam w szkole, i się przygotuję solidnie do matury. Niby dwa lata, a jednak wstępna decyzja już na teraz. Pozdrawiam, Maciek
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.