Skocz do zawartości

Verth

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    5
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralna

O Verth

  • Tytuł
    Nowicjusz

Informacje o profilu

  • Płeć
    Array

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Verth

    Informatyka czy filologia?

    Ok. Dzięki wielkie. W takim razie pomyślę o Aplikacjach informatycznych w biznesie na UG, a na drugim roku może wezmę filologię. Czy wydział filologii na UG stoi na przyzwoitym poziomie? Już nie porównując do UAM.
  2. Verth

    Informatyka czy filologia?

    Wybacz, że wyszło takie masło maślane, ale wszyscy wkoło nawijają tylko o tej informatyce i że to taki dobry wybór, bo zapotrzebowanie, praca, wysokie zarobki i hurr durr. A jak słyszą, że chcę z tego zrezygnować na rzecz filologii ("A po co ci języków więcej? Znasz ich już tyle, no wystarczy, no!") lub archeologii ("O zgrozo, przeto robole na autostradzie więcej warci!") to ich szaleństwo bierze. W ogóle jak wspominam o studiowanie na uniwerku, a nie polibudzie już mają problem. ("Wszyscy to teraz mają magistry, o inżyniera byś się starała.") Z jednej strony rozumiem, że lepiej stawiać godniejsze życie i większe zarobki jako priorytet przy wyborze studiów... No ale! Skąd w Polsce takie głupie przeświadczenie, że studia są tylko dla dobrej pracy? Gdzie miejsce na pasję i samorozwój?
  3. Verth

    Informatyka czy filologia?

    Oh. No nic. Chyba jednak zbyt przesadnie nastawiłam się na tę archeologię. Choć biorąc pod uwagę jak niewiele osób idzie na ten kierunek, a potem jeszcze decyduje na magisterkę, chyba nie będą robić problemów z dostaniem się? Jakieś egzaminy sprawdzające, rozmowa, miesięczne wykopaliska. Rozumiem, że to dość ważne, by przejść laboratoria i wiedzieć jak zajmować się tysiącletnim znaleziskiem, no ale... kurczę, chyba popytam wśród znajomych-archeologów. W każdym razie dzięki za wyjaśnienia. A która filologia będzie Twoim zdaniem bardziej opłacalna? Wspominałam o duńskiej, ale mam przeczucie, że w rekrutacji 2018 kierunek nie będzie jednak dostępny, a ani norweski ani szwedzki już tak mi się nie podobają ("te same języki, bierz jeden, dwa gratis, ohoho"). Myślałam ostatnio trochę nad filologią germańsko-rosyjską, ale biorąc pod uwagę, że niemiecki to właściwie mój pierwszy język (C1/C2), raczej nieopłacalny wybór. Niby łatwiej zdobyty papierek i więcej czasu mogłabym poświęcić samemu rosyjskiemu, ale mało ambitnie jak dla mnie. Wolę spędzić czas na poznawniu innych języków. Angielsko-rosyjska zapowiada się całkiem obiecująco, jednak naczytałam się, że rosyjski jest nieco pomiatany, a wykładowcy cenią sobie jednak bardziej ten angielski lub też studenci piszą poprawkę za poprawką i proszą o warunek z przedmiotu, tak trudno tam jest. Z drugiej strony po kierunku dostaje się dwa dyplomy... pisząc przy tym dwie prace dyplomowe w obu językach. Oj. Poza tym uczyłam się kiedyś japońskiego. Aktualny poziom oceniłabym na N4, czyli takie A2/B1?, głównie z samego faktu, że przez ostatnie lata olałam praktykowanie kanji. Mam zamiar kontynuować naukę. Nie uśmiecha mi się jednak zaczynać wszystkiego od zera na studiach, więc raczej przykładam się do tego, że uczyć będę się na własną rękę ze znajomym Japończykiem. Chiński jest niby językiem przyszłościowym i kiedyś nawet rozpatrzałam pójście na sinologię, ale teraz, kiedy wszyscy tak się na nią pchają, sytuacja nie wygląda już tak ciekawie. (Iii o wiele bardziej podoba mi się dialekt kantoński, o zgrozo, niż urzędniczy mandaryński). Koreański nawet mnie nie interesuje, więc mu też mówimy do widzenia. Fiński? Intryguje mnie gramatyka tego języka. Sam kraj również ma za sobą ciekawą historię, a Finowie są wręcz cudowni do rozmów... jak już się otworzą. Z drugiej strony - jeden kraj, niemal w całości mówiący płynnie po angielsku (lub szwedzku). Ma to jakiś sens? Niderlandzki? Lubię ten język. Po duńskim chyba najpiękniejszy na świecie (lubię słuchać jak się ludzie dławią piwem... znaczy słowem ;)), ale znowu - zostaje tylko Holandia i połowa Belgii. I chyba jakaś część Luksemburgu. I te wysepki w Ameryce Południowej. W ostateczności RPA z afrikaans. Ale Holendrzy, jakżeby inaczej, angielski mają opanowany perfekcyjnie. Jak na złość... Choć i tak są lepsi niż Szwedzi. Z niszowych języków jakie mi jeszcze przychodzą na myśl i by mnie interesowały to czeski (często bywam w Czechach i co nieco udało mi się od nich podłapać) lub serbski. Niestety mam znajomych i po bohemistyce i bałkanistyce, jednoznacznie mi to odradzających - w zawodzie pracy nie znaleźli i kończą kursy. Z popularniejszych, no nie będzie to odkrycie roku, podobają mi się języki romańskie. Włoski miałam jakiś czas w podstawówce, a hiszpański zaczęłam na własną rękę pod koniec gimnazjum. Z wielkiej trójcy tylko francuskiego nie liznęłam. Choć z tych trzech podoba mi się chyba najbardziej. Dlatego ostatecznie filologia romańska (mam nadzieję z angielskim i hiszpańskim) byłaby w sam raz. (Wybacz za rozpiskę. Mam małego hopla na punkcie języków obcych.) Podsumowując, moje filologiczne aspiracje prezentują się następująco: 1. Filologia duńska 2. Filologia niderlandzka 3. Filologia ugrofińska (fiński) 4. Filologia rosyjsko-angielska 5. Filologia romańska z angielskim i hiszpańskim 6. Japonistyka 7. Sinologia>Bohemistyka>Bałkanistyka Który z tych języków prezentowałby się najlepiej z informatyką? I czy lepiej na pierwszym roku zacząć informatykę czy filologię? Prawdopodobieństwo rzucenia przeze mnie infy po pierwszym roku jest ogromne, a filologii wręcz przeciwnie. Mądrzejszy więc wydaje się wybór filologii na pierwszym roku i dobranie do niej informatyki na drugim. W razie czego nie byłabym rok w plecy. Pytanie tylko czy na filologów jest aż takie zapotrzebowanie? No i nie ukrywam, że w Polsce za długo nie zagrzeję. W Europie, w każdym razie tej kontynentalnej, również nie. Lubię życie na walizkach. I zimny klimat Islandii...
  4. Verth

    Informatyka czy filologia?

    Czasu niby sporo, ale biorąc pod uwagę progi na niektóre filologie, lepiej już teraz zastanawiać się czemu poświęcić największą uwagę. Oj. Ale pójście na informatykę nie do końca byłoby wbrew moim zainteresowaniem. Jak już wspominałam, uczęszczam do technikum informatycznego, a większość czasu wolnego poświęcam programowaniu. Zresztą teraz na wakacje mam załatwiony staż w firmie komputerowej w rodzinnym mieście. Naprawdę interesuję się informatyką i już od gimnazjum chodzę na jej rozszerzenia. Historię po prostu lubię bardziej. Jedyne "ale" mam do matematyki, która jest na pierwszym roku informatyki aż tak bardzo wykładana. Właściwie 4/7 przedmiotów to czysta matematyka. Stąd pewne obawy. Zresztą wciąż powątpiewam czy jest sens pójścia na studia z informatyki, gdy chce się zostać programistą. Nie dość, że czas zmarnowany na wykładach mogłabym poświęcić dalszej nauce programowania, to jak już się trafi jakiś przedmiot stricte programistyczny omawia on każdy język po łebku. Jak będę chciała poznać podstawy Ruby czy innych to sobie znajdę w necie, a tak zajmę się poznawaniem kolejnych bibliotek JS. Bo mnie to bardziej interesuje i już. Aplikacje informatyczne w biznesie na UG wydają mi się tutaj najlepszym pomysłem. Głównie skupiają się na programowaniu, resztę kompresując do potrzebnego minimum. No a skoro twierdzisz, że Uniwersytet Gdański nie jest taki zły, chyba dam mu szansę. W razie czego zrezygnuję po roku i pójdę na filologię. Świat się przecież nie zawali jak zacznę studia w wieku 21 lat. Poza tym filologia duńska, która mnie najbardziej interesuje na UAM ma rekrutację co dwa lata, jak nie więcej, a skoro teraz była dwa lata z rzędu, to w 2018 zapewne będzie rekrutacja na norweski i szwedzki. Szkoda. Hmm... Drugi kierunek rozpoczęty już na drugim roku to naprawdę taki zły pomysł? Słyszałam o wielu osobach, które studiując na wymagających kierunkach dobierali sobie po pierwszym roku właśnie filologię. Niektórzy w tym samym czasie dodatkowo pracowali. Czyli się da. Jeżeli nie można na magisterskich brać innego kierunku, to na jakiej zasadzie działa system boloński?
  5. Witam! Może i trochę wybiegam w przyszłość z tym pytaniem, w końcu maturę piszę dopiero w 2018, ale mam poważny problem z wyborem konkretnego kierunku studiów. Nie mam raczej problemów z matematyką (jestem na rozszerzeniu i mam zazwyczaj mocne 4 na koniec, choć czasem jest mi ciężko i robię głupie błędy), gorzej z fizyką (niestety w gimnazjum mi ją obrzydzono i mam braki, choć generalnie udźwignęłam się z 2 na 4 - było to jednak gimnazjum). Uczęszczam do technikum informatycznego. Interesuję się front-endem i programowaniem gier 3D. Lubię majstrować przy grafice komputerowej i animacji, mam zmysł estetyczny i lubię tworzyć coś z niczego. Poza tym znam SQL, JavaScript i podstawy Pythona, C++. Html i CSS opanowany od gimnazjum. Mam za sobą tworzenie szablonów na blogspota, blog Onet i Wordpress. Z drugiej strony o wiele bardziej pasjonuje mnie psychologia i ludzki umysł, zaś najbardziej na świecie kocham historię i archeologię (ah, jakże pasjonujące babranie się w ziemi z łopatą przy +30 stopniach Celsjusza to spełnienie moich wszelakich marzeń). Potrafię mówić o każdej epoce z pasją i raczej nigdy nie zdarzło mi się narzekać, że muszę uczyć się dat. Wrapowało mnie to jak cholera i dalej mogłabym słuchać o życiu tysiące lat temu. Bardzo łatwo przychodzi mi również nauka języków - od urodzenia jestem bilingualna. Dość mocno interesuję się jezykoznawstwem. Stąd pytania: Lepiej wybrać informatykę i zdobyć dyplom inżyniera, prześlizgując się z semestru na semestr (powątpiewam w moją wiedzę ścisłą) czy zająć się własną pasją i udać na archeologię (tak, wiem że nie ma po tym pracy, a jak już się jakąś znajdzie to pensja zaliczana jest do głodowej) lub jakąś filologię? Myślę też nad kognitywistyką na UAM lub UMK. Pisząc filologię mam na myśli niderlandystykę, filologię duńską, romańską lub germańsko-rosyjską na UAM. Czy UG to dobra uczelnia? Zainteresował mnie tam kierunek "Aplikacje informatyczne w biznesie". Martwi mnie jednak nikła obecność matematyki w programie studiów. Poza tym kierunek raczej w porządku. Na trzecim roku przewidziane są dwa dni zajęć i trzy dni praktyk w firmach informatycznych współpracujących z uczelnią. Nie wiem jednak jak z poziomem nauczania. Program studiów niby zachęcający, jednak daje wrażenie typowego 3-miesiecznego kursu programowania dla początkujących. Informatyka zaocznie ma jakiś sens? Bo zastanawiam się czy nie wybrać tej drogi i zdobyć większe doświadczenie praktyczne na stażach jako zielony "front-end developer", a potem zatrudnić się gdzieś jako junior. Kolejny język obcy ogarnęłabym na kursie językowym. UWr, PWr lub UAM są do tego odpowiednie? Nie chcę żeby spotkała mnie niespodzianka na egzaminach w postaci "nie było tego materiału na wykładzie, ale wy też musicie z niego zdawać". Dwa kierunki jednocześnie to czysty masochizm? Może udałoby mi się na dziennych na drugim roku do informatyki dorzucić filologię? Można studiować archeologię na magisterskich bez uprzedniego skończenia licencjata? To znaczy, czy po informatyce mogłabym studiować na studiach II. stopnia archeologię? Eh, moje niezdecydowanie dobija mnie już od lat, ale im bliżej końca szkoły, tym gorzej. Niby widzę siebie jako programistę ze znajomością języków obcych, ale czy aby na pewno jest to dobry pomysł? Dziesiątki tysiące ludzi kończy rok w rok informatykę. Jest jakiś sens pchać się w ten wyścig szczurów na siłę? Boję się, że w końcu nie nadążę za nowościami i młodzi mnie wygryzą z biznesu. Z drugiej strony archeologia czy filologia godnej pracy już nie zapewni, nie ważne jak przyjemnie i łatwo przychodzi mi ich nauka. Zresztą, aby wyjeżdżać na wykopaliska potrzeba pieniędzy. Komu zaufać? Rozumowi i wybrać informatykę czy posłuchać co mi w duszy gra i pójść na archeologię/filologię?
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.