Skocz do zawartości
bartoszek19

Kierunki humanistyczne - czemu tyle ludzi chetnych?

Rekomendowane odpowiedzi

Dlaczego co roku tyle jest ludzi chetnych na kierunki humanistyczne skoro nie ma po nich pracy i wszyscy dobrze o tym wiedza?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widać Polacy są humanistami. Poza tym poziom nauczania matematyki i fizyki w szkołach jest na lipnym poziomie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A może ludzie chcą się uczyc tego co ich interesuje, a nie tego co wypada. A jeśli chodzi o pracę to nie ma jej w Polsce, ale jest za granicą. Nie mówię, że dla wszystkich, ale na tych najlepszych czeka się niemal z otwartymi ramionami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziwne, że tyle się mówi że administracja i ekonomia to kiepskie kierunki a i tak pełno chętnych tam zawsze jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego co roku tyle jest ludzi chetnych na kierunki humanistyczne skoro nie ma po nich pracy i wszyscy dobrze o tym wiedza?

Czemu na studia techniczne jest tylu chętnych? Bo niby po nich jest taka rewelacja, miód i w ogóle? Nie. Bo trzeba zapędzić ludzi na politechniki, na które chętnych było mniej, niż miejsc, a uczelnie bez studentów to tak niezbyt ;)

Pomijając już fakt, co w tym momencie uważasz za kierunki humanistyczne, skoro dalej piszesz nawet o ekonomii...

Jak o samą ekonomię chodzi, to to kwestia kiepskich studentów po prostu. Człowiek pięć lat się uczy o mechanizmach rynkowych, po czym nie umie się na rynku pracy odnaleźć - przespał pięć lat jak nic ;)

Absolwentów kierunków humanistycznych/społecznych/pedagogicznych/itp. jest dużo, bo dużo jest uczelni prowadzących te kierunki. A tych jest dużo, bo to kierunki tanie do otworzenia - łatwiej ściągnąć samą kadrę do budynku, niż kadrę, a potem tworzyć nowy budynek z laboratoriami i go wyposażać, gdy nie chodzi o wstawienie kilku komputerów, tylko np. kolekcji silników, czy budowę chłodni.

Nie jest jednak powiedziane, że po tym na pewno nie ma pracy, bo jak ktoś tak twierdzi, to bazuje tylko na historyjkach dziennikarzyn, które wedle własnych teorii powinny stać w kolejce po zasiłek dla bezrobotnych :D Częściej to kwestia bezmyślności przy wyborze, brak pomysłu na siebie (nawet w takim sensie: gdzie mogę po tym kierunku pracować? na jakich stanowiskach? jakie umiejętności będą mi potrzebne? z absolwentami jakich innych kierunków przyjdzie mi konkurować), ba, brak nawet podstawowej wiedzy, co to za kierunek, jakich rzeczy będzie się człowiek na nim uczył; potem przychodzi kilka lat "studiowania" według planu minimum - zdawanie przedmiotów i nic poza tym; a potem wielkie zdziwienie, że pracodawcy nie padają absolwentowi do stóp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja znajoma skończyła kulturoznawstwo i pisała magisterkę z kultury w gastronomii - i to było zgodnie z jej pasją. Potem Irlandia i podyplomówka z fubduszy unijnych dla szefów kuchni za free, teraz na Teneryfie pracuje i sobie chwali. Jak studiujesz co lubisz, to pracę znajdziesz, tak myślę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie zgodzę się z tym, że po kierunkach humanistycznych nie ma pracy. Praca jest, tylko od początku trzeba mieć pomysł na siebie! Ja po polonistyce pracy szkałam najdłużej 2 miesiące, a niby takie mamy bezrobocie... ;-) Już w czasie studiów pracowałam dorywczo w różnych firmach i wydawnictwach, pisząc artykuły na strony internetowe, tworząc opisy produktów do sklepów internetowych itd. Po studiach znalazłam pracę w firmie związanej z...nieruchomościami. W takich miejscach też jest miejsce dla humanistów - pracowałam w sekretariacie, ale moim głównym zajęciem było tworzenie codziennego newslettera z artykułami branżowymi :-) Studia humanistyczne tak naprawdę dają wiele możliwości, trzeba je tylko odnaleźć i od początu studiów zacząć gromadzić doświadczenie zawodowe :-) Ja jestem obecnie 2 lata po ukończeniu studiów, pracuję w agencji prasowej, wydawnictwie oraz w firmie zajmującej się szeroko pojmowaną reklamą, robię to, co lubię, w czym się sprawdzam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z tym, że trzeba mieć na siebie pomysł. I dodam jeszcze, że denerwują mnie takie 'rozmyślania'. Jeśli np interesuję się sztuką i tylko tym chcę się zajmować w życiu to dlaczego mam iść na polibudę? Bo jest modna?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bo da Ci konkretny fach - zapewne odpowie wielu. Tyle, że to też nie jest prawdą, bo znam wiele osób po studiach technicznych, które nie mogą znaleźć pracy... Moim zdaniem wkradł się jakiś stereotyp dotyczący studiów humanistycznych, który nijak nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Bo wiele zależy od samego człowieka, od jego pomysłów, chęci i siły przebicia, a nie od tego, jaki kierunek skończył.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość milosz

Nie mniej jednak należy zaznaczyć, iż odsetek osób bezrobotnych po kierunkach technicznych jest zdecydowanie niższy. Praca dla specjalistów z zakresu automatyki i robotyki, mechatroniki, itp. zawsze się znajdzie. Większym problemem będzie znalezienie pracy przez absolwentów kierunków humanistycznych. Wszystko jest oczywiście uzależnione od doświadczenie zawodowego i chęci rozwoju i dalszej nauki. Nie mniej jednak można śmiało powiedzieć, że absolwent robotyki i automatyki ma dużo większe szanse na rynku pracy od absolwenta filozofii, historii lub antropologii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bo da Ci konkretny fach - zapewne odpowie wielu. Tyle, że to też nie jest prawdą, bo znam wiele osób po studiach technicznych, które nie mogą znaleźć pracy... Moim zdaniem wkradł się jakiś stereotyp dotyczący studiów humanistycznych, który nijak nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Bo wiele zależy od samego człowieka, od jego pomysłów, chęci i siły przebicia, a nie od tego, jaki kierunek skończył.

Studia to nie zawodówka. Nie są od dania jednego konkretnego zawodu. Tak jest nawet w przypadku kierunków technicznych - jak ktoś po nich podaje tylko jeden możliwy zawód i nie umie wskazać absolwentów innych kierunków, z którymi trzeba by o dane stanowiska konkurować, to na 90% nie ma pojęcia, co po tym można robić. 

 

 

Nie mniej jednak należy zaznaczyć, iż odsetek osób bezrobotnych po kierunkach technicznych jest zdecydowanie niższy. Praca dla specjalistów z zakresu automatyki i robotyki, mechatroniki, itp. zawsze się znajdzie. Większym problemem będzie znalezienie pracy przez absolwentów kierunków humanistycznych. Wszystko jest oczywiście uzależnione od doświadczenie zawodowego i chęci rozwoju i dalszej nauki. Nie mniej jednak można śmiało powiedzieć, że absolwent robotyki i automatyki ma dużo większe szanse na rynku pracy od absolwenta filozofii, historii lub antropologii.

 

Tylko po co rzucać takimi przykładami? Równie dobrze można by porównać np. ochronę środowiska i biotechnologię (po których żadnej rewelacji z pracą nie ma) z np. psychologią, czy prawem, po których sytuacja wygląda lepiej, niż w przypadku tej antropologii. 

 

Zresztą AiR chyba też szału nie robi. To wciąż za często konieczność łapania się czegoś typu utrzymanie ruchu, konkurując z mechatronikami, czy mechanikami. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ludziom sie wydaje, że samo skonczenie politechniki da im pracę. Niestety to tak nie wygląda. Mam kilku znajomych z filii politechniki w małym mieście. Z tego co mi opowiadali wynika, że większość egzaminów zdają dzięki ściągom. Nie wyobrażam sobie, żeby ludzie, którzy bez ściągnia nie napiszą nawet jakiejś głupiej regułki zostali w przszłości specjalistami.. Swego czasu bardzo modna była ochrona środowiska i budownictwo. Dzisiaj wielu absolwentów tych kierunków nie ma pracy tak samo jak absolwenci studiów hymanistycznych. Wkurza mnie to, że olewający naukę studenci politechnik (oczywiście nie mam na myśli wszystkich studentów politechnik) sa nazywani 'przyszłością kraju' a studenici kierunków humanistycznych (niekiedy bardzo trudnych) narażani sa na ciągłą krytykę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mniej jednak należy zaznaczyć, iż odsetek osób bezrobotnych po kierunkach technicznych jest zdecydowanie niższy. Praca dla specjalistów z zakresu automatyki i robotyki, mechatroniki, itp. zawsze się znajdzie. Większym problemem będzie znalezienie pracy przez absolwentów kierunków humanistycznych. Wszystko jest oczywiście uzależnione od doświadczenie zawodowego i chęci rozwoju i dalszej nauki. Nie mniej jednak można śmiało powiedzieć, że absolwent robotyki i automatyki ma dużo większe szanse na rynku pracy od absolwenta filozofii, historii lub antropologii.

 

Wiesz, ja przebywam bardziej w środowisku humanistów, więc ciężko jest mi ocenić wiarygodność takiego stwierdzenia, bo większość moich znajomych nie miała problemów ze znalezieniem pracy. Wciąż będę się więc upierać przy stwierdzeniu, że ukończony kierunek nie ma większego znaczenia, liczy się to, czy dana osoba potrafi się czymś wybić, zabłysnąć na rynku pracy, oczarować potencjalnego pracodawcę, albo...czy ma dość odwagi, by stać się swoim własnym szefem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość milosz

Wiesz, ja przebywam bardziej w środowisku humanistów, więc ciężko jest mi ocenić wiarygodność takiego stwierdzenia, bo większość moich znajomych nie miała problemów ze znalezieniem pracy. Wciąż będę się więc upierać przy stwierdzeniu, że ukończony kierunek nie ma większego znaczenia, liczy się to, czy dana osoba potrafi się czymś wybić, zabłysnąć na rynku pracy, oczarować potencjalnego pracodawcę, albo...czy ma dość odwagi, by stać się swoim własnym szefem :)

Wszystko pięknie, ale... mury polskich uczelni co roku opuszczają tysiące absolwentów kierunków humanistycznych. Spora część poszła na studia, gdyż:

a)studiowanie jest modne i przedłuża młodość,

b)znajomi też szli na studia,

c)rodzice kazali.

d)"bez studiów nie ma przyszłości".

 

Jaki jest tego efekt? Ilu absolwentów może poszczycić się rozległą wiedzą, którą potrafią wykorzystać do "przebicia się" na rynku pracy? 10%? Może 20%? Co z resztą? To właśnie ludzie, którzy poszli na studia bez wyraźnego celu i teraz zaniżają poziom polskiego szkolnictwa wyższego. Zaliczają egzaminy za pomocą małych karteczek i "jakoś udaje się dotrwać do obrony pracy dyplomowej". Pytanie - co po zdobyciu upragnionego magistra lub licencjata? Praca w zawodzie? Ilu socjologów, antropologów i politologów jest w stanie wchłonąć rynek pracy, który nie jest z gumy?

 

Sytuacja absolwentów prawa na rynku pracy jest bardzo dobra... pod warunkiem, że wywodzą się oni z rodzin prawniczych:) Wtedy nie muszą martwić się już o swoją przyszłość zawodową, gdyż więzy rodzinne są często cenniejsze od dyplomu Harvarda:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

milosz, a wierzysz w to, że rodzina zatrudni prawnika-idiotę, który narazi ją na straty od materialnych po złe opinie? Bo ja nie. Zatem jeśli znajomości dotyczą dobrych specjalistów, to ja nie widzę problemu. Praca z polecenia nie jest czymś dziwnym - chociaż bardziej się sprawdza w przypadku osób z doświadczeniem, które chce się podebrać konkurencji :D

 

I na egzaminie na aplikację też nie ma +10 za wujka prawnika i +5 ze przespanie się z prokuratorem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość milosz

milosz, a wierzysz w to, że rodzina zatrudni prawnika-idiotę, który narazi ją na straty od materialnych po złe opinie? Bo ja nie. Zatem jeśli znajomości dotyczą dobrych specjalistów, to ja nie widzę problemu. Praca z polecenia nie jest czymś dziwnym - chociaż bardziej się sprawdza w przypadku osób z doświadczeniem, które chce się podebrać konkurencji :D

 

I na egzaminie na aplikację też nie ma +10 za wujka prawnika i +5 ze przespanie się z prokuratorem. 

Wierzysz w to?;-) Jeśli tak, to chyba jeszcze słabo znasz środowisko prawnicze "od środka".

Prawników-idiotów nie brakuje, więc ktoś ich jednak zatrudnił...

 

+10 za wujka prawnika na egzaminie może się nie dostaje... ale +25 za ojca sędziego i +25 za mamę "panią prokurator" już tak.

 

Rozróżnijmy dwie kwestie - pracę z polecenia od kolesiostwa. Ta druga "forma zatrudnienia" prowadzi do chorej sytuacji, w której zatrudniona zostaje osoba nienadająca się do pracy. Nie posiadająca odpowiedniej wiedzy i doświadczenia, ale... posiadająca znajomości:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko pięknie, ale... mury polskich uczelni co roku opuszczają tysiące absolwentów kierunków humanistycznych. Spora część poszła na studia, gdyż:

a)studiowanie jest modne i przedłuża młodość,

b)znajomi też szli na studia,

c)rodzice kazali.

d)"bez studiów nie ma przyszłości".

 

To co napisałes dotyczy także kierunków technicznych. Politechniki, uniwersytety przyrodnicze itp też wybierają osoby, które chcą studiować, bo studiowanie jest modne, bo znajomi, bo rodzice kazali (polibuda to większy prestiż niz jakaś tam polonistyka czy socjologia)...

Uczelnie w dużych miastach moga pozwolić sobie na wybieranie odpowiednich osób spośród kandydatów na studentów. Filie w TYCH SAMYCH uczelni w małych miastach przyjmują KAŻDEGO, kto zdawał matematykę na maturze.

 

Pytanie - co po zdobyciu upragnionego magistra lub licencjata? Praca w zawodzie? Ilu socjologów, antropologów i politologów jest w stanie wchłonąć rynek pracy, który nie jest z gumy?

 

 

A co po zdobyciu inżyniera? Myslisz, że wśród absolwentów ochrony środowiska, budownictwa, towaroznastwa, zarzadzania i inżynierii produkcji nie ma bezrobotnych?

Rynek pracy nie musi być elastyczny. Pojęcie rynku pracy nie istnieje w momnecie, kiedy istnieje kolesiostwo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

milosz, zależy, co rozumiesz przez zły prawnik. Jeśli kogoś, kto nie ogarnia tematu, to się z Tobą zgodzę, ale to jednak osoba nadszarpująca wizerunek firmy, której raczej da się mało odpowiedzialne zadania lub nierzucające się w oczy stanowisko, żeby sobie nie szkodzić. To nie dotyczy rzecz jasna posad państwowych, na jakichś niezbyt wysokich stanowiskach urzędniczych, bo tam jednak straty bolą mniej, albo mówiąc wprost: wcale. Jeśli masz na myśli adwokata bez kręgosłupa moralnego, to cóż - dla kogoś innego on będzie bardzo dobrym prawnikiem. 

 

Popieram Blue DragonFly, że na politechnikę też idą ludzie, bo trzeba studiować. Mało tego, oni często są jeszcze gorsi od tych "humanistów" - albowiem są przekonani o swojej rzekomej wspaniałości wynikającej z trzech literek więcej przed nazwiskiem i oczekujących, aż pracodawcy będą błagać na kolanach, żeby dla nich pracowali za co najmniej kilkukrotność wypłaty minimalnej na dzień dobry :D A potem niespodzianka, bo ojej, jak to nie ma pracy? Toż ja inżynier! :D

 

A, tyle, że na polibudach zostają też miejsca... w tych dużych miastach, nie tylko w filiach. Zatem rzekomy prestiż to napędzanie kandydatów :D A to przecież studia, jak studia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość milosz

To co napisałes dotyczy także kierunków technicznych. Politechniki, uniwersytety przyrodnicze itp też wybierają osoby, które chcą studiować, bo studiowanie jest modne, bo znajomi, bo rodzice kazali (polibuda to większy prestiż niz jakaś tam polonistyka czy socjologia)...

Uczelnie w dużych miastach moga pozwolić sobie na wybieranie odpowiednich osób spośród kandydatów na studentów. Filie w TYCH SAMYCH uczelni w małych miastach przyjmują KAŻDEGO, kto zdawał matematykę na maturze.

 

A co po zdobyciu inżyniera? Myslisz, że wśród absolwentów ochrony środowiska, budownictwa, towaroznastwa, zarzadzania i inżynierii produkcji nie ma bezrobotnych?

Rynek pracy nie musi być elastyczny. Pojęcie rynku pracy nie istnieje w momnecie, kiedy istnieje kolesiostwo.

Akurat krótka lista "powodów do studiowania" dotyczyła studentów wszelkich rodzajów uczelni w Polsce.

Pojęcie rynku pracy nie istnieje? W Polsce kolesiostwo nieodzownie łączy się z rynkiem pracy. Co więcej - dzięki kolesiostwu rynek pracy w Polsce należy do najbardziej chorych w Europie. Co w bliższej perspektywie czasu uczyni z Polski... drugą Grecję.

Bezrobotnych znajdzie się po każdym kierunku studiów... nawet po informatyce, mimo że branża IT stale cierpi na brak specjalistów. Statystyk osób bezrobotnych i ich profilu wykształcenia jednak sie nie oszuka.

 

 

milosz, zależy, co rozumiesz przez zły prawnik. Jeśli kogoś, kto nie ogarnia tematu, to się z Tobą zgodzę, ale to jednak osoba nadszarpująca wizerunek firmy, której raczej da się mało odpowiedzialne zadania lub nierzucające się w oczy stanowisko, żeby sobie nie szkodzić. To nie dotyczy rzecz jasna posad państwowych, na jakichś niezbyt wysokich stanowiskach urzędniczych, bo tam jednak straty bolą mniej, albo mówiąc wprost: wcale. Jeśli masz na myśli adwokata bez kręgosłupa moralnego, to cóż - dla kogoś innego on będzie bardzo dobrym prawnikiem. 

 

Popieram Blue DragonFly, że na politechnikę też idą ludzie, bo trzeba studiować. Mało tego, oni często są jeszcze gorsi od tych "humanistów" - albowiem są przekonani o swojej rzekomej wspaniałości wynikającej z trzech literek więcej przed nazwiskiem i oczekujących, aż pracodawcy będą błagać na kolanach, żeby dla nich pracowali za co najmniej kilkukrotność wypłaty minimalnej na dzień dobry :D A potem niespodzianka, bo ojej, jak to nie ma pracy? Toż ja inżynier! :D

 

A, tyle, że na polibudach zostają też miejsca... w tych dużych miastach, nie tylko w filiach. Zatem rzekomy prestiż to napędzanie kandydatów :D A to przecież studia, jak studia. 

Nigdzie nie użyłem sformułowania "zły prawnik". Napisałem jedynie o prawnikach-idiotach, którzy nie posiadają odpowiedniej wiedzy, ale posiadają coś znacznie bardziej cennego... znajomości i koneksje rodzinne.

 

Powtórzę się: statystyk niestety oszukać się nie da. Jasno z nich wynika, że osoby z wykształceniem ścisłym i technicznym radzą sobie lepiej na rynku pracy. Ostatnio pokutuje w mediach temat biotechnologii i braku perspektyw po tym kierunku w Polsce. Rynek pracy w Europie jest otwarty... na zachodzie jest ogromne zapotrzebowanie na takich specjalistów. Czy jest równie duże zapotrzebowanie na socjologów i europeistów?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko pięknie, ale... mury polskich uczelni co roku opuszczają tysiące absolwentów kierunków humanistycznych. Spora część poszła na studia, gdyż:

a)studiowanie jest modne i przedłuża młodość,

b)znajomi też szli na studia,

c)rodzice kazali.

d)"bez studiów nie ma przyszłości".

 

Jaki jest tego efekt? Ilu absolwentów może poszczycić się rozległą wiedzą, którą potrafią wykorzystać do "przebicia się" na rynku pracy? 10%? Może 20%? Co z resztą? To właśnie ludzie, którzy poszli na studia bez wyraźnego celu i teraz zaniżają poziom polskiego szkolnictwa wyższego. Zaliczają egzaminy za pomocą małych karteczek i "jakoś udaje się dotrwać do obrony pracy dyplomowej". Pytanie - co po zdobyciu upragnionego magistra lub licencjata? Praca w zawodzie? Ilu socjologów, antropologów i politologów jest w stanie wchłonąć rynek pracy, który nie jest z gumy?

 

Sytuacja absolwentów prawa na rynku pracy jest bardzo dobra... pod warunkiem, że wywodzą się oni z rodzin prawniczych:) Wtedy nie muszą martwić się już o swoją przyszłość zawodową, gdyż więzy rodzinne są często cenniejsze od dyplomu Harvarda:)

 

Powody, dla których ludzie studiują, nie zawsze są słuszne, ale dotyczy to zarówno studentów kierunków humanistycznych, jak i tych, którzy wybierają kierunki ścisłe. Nie ma reguły, która wskazywałaby, że tylko studia "miękkie" są wybierane na zasadzie "idę, bo coś studiować trzeba, dziś wszyscy studiują" ;-)

 

Rynek pracy jest całością, wątpię, żeby to działało w ten sposób, że niektóre jego sektory są w stanie rozciągnąć się i przyjąć WSZYSTKICH absolwentów politechnik, a jednocześnie inne sektory, te przeznaczone dla humanistów, są jak z betonu i nie pomieszczą więcej niż określoną liczbę osób. To trochę uproszczone spojrzenie na rynek pracy ;-) To nie on ma być elastyczny, to ludzie mają potrafić dostosować się. Po polonistyce np. zaledwie garstka absolwentów wybiera karierę nauczycielską. Ludzie z mojego roku pracują w wielu różnych miejscach: wydawnictwach, redakcjach, drukarniach, szkołach językowych dla obcokrajowców, agencjach reklamy, urzędach, sekretariatach firm - i wszędzie wykorzystują zdobytą na studiach wiedzę. Z innymi profesjami zapewne jest podobnie :) Poza tym znów nasuwa mi się ten sam wniosek, co wyżej: o właśnie ludzie, którzy poszli na studia bez wyraźnego celu i teraz zaniżają poziom polskiego szkolnictwa wyższego. Zaliczają egzaminy za pomocą małych karteczek i "jakoś udaje się dotrwać do obrony pracy dyplomowej" - to stwierdzenie dotyczy studentów W OGÓLE, a wątek poświęcony jest studiom humanistycznym, wydaje mi się więc, że pisanie tego akurat w tym wątku może być dla nas - humanistów nieco krzywdzące ;-)

 

A kwestia znajomości i dostawania pracy np. za nazwisko...cóż, to znów osobny temat ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też zaczynam od października studia humanistyczne - konkretnie anglistykę w SAN Warszawa. Od zawsze chciałam studiować anglistykę, to mnie pasjonuje i to lubię Nie wyobrażam sobie, żebym miała się zmusić do studiowania czegoś związanego z matematyką, czy fizyką. Myślę, że jak masz pasję i potrafisz ją realizować w pracy , to zawsze tę pracę znajdziesz - trzeba po prostu robić (i studiować) to, co się lubi, zamiast narzekać, że nie ma pracy ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z hoggatą, jeśli jesteś w czymś dobry i umiesz to pokazać to nie powinieneś mieć problemu ze znalezieniem pracy. Lepiej być świetnym nauczycielem angielskiego, niż beznadziejnym inzynierem produkcji. Po za tym niestety wiele osób rozpoczynających studia nie do końca ma pomysł na siebie i na to co będzie robił w przysłości.

 

http://pisanie.co

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego? Bo zapewne wiele osób nie wie poprostu co zrobić ze sobą i idzie na te pozornie łatwiejsze studia. Przypuszczam, że na kierunkach humanistycznych, prawdziwych humanistów, którzy poszli tam z pasji, jest naprawdę niewiele.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Popieram przedmówcę, sama znam kilka osób, które wybrały studia humanistyczne z tego względu, że studia są w modzie i mama kazała..
Teraz marudzą, że wszystko takie trudne i nie od ogarnięcia.. Osoby które wybierają studia bo są pasjonatami, albo po prostu interesują się czymś uczą się lepiej niż osoby które, idę bo idą...Więc z mojego punktu widzenia wniosek jest bardzo prosty nie rozumiem ludzi, którzy robią wbrew sobie i idą na studia, tylko żeby iść. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Studia humanistyczne to nie są złe studia, jest wiele kierunków humanistycznych po których można znaleźć pracę, powiem więcej po każdym kierunku można znaleźć pracę. Wszystko zależy od nas, od naszego nastawienia do pracy, ale skoro jest tak, że humanistyczne są mniej czasochłonne to znaczy, że wolny czas trzeba wykorzystać na dokształcanie, praktyki, staże, pracę -> to pomoże nam znaleźć pracę. Studia techniczne pozwalają na szybsze znalezienie pracy (nie zawsze) ale są też trudniejsze i zajmują więcej czasu na studiach, więc to od nas zależy co chcemy w życiu robić, ale jeśli robimy to na pół gwizdka to później nie dziwmy się, że nie ma pracy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.




  • Wypowiedzi z ostatnich 10 dni

    • Zasadniczym problemem weterynarii jest znikomy zakres świadczonych usług. Na ogół albo ludzi nie stać albo uznają, że zwierzęta są na tyle tanie, że nie warto ładować grubej kasy - tym bardziej, gdy ryzyko jest znaczne. Tymczasem kolejne uczelnie rolnicze otwierają weterynarię, chociaż rynek pozostaje mocno przesycony. Zgadzam się z Tobą, ale ponieważ większość musi być przeciętna, to szans i perspektyw nie rozpatruje się w odniesieniu do jednostek. Wynagrodzenia.pl tworzą raporty na podstawie ankiet, a jak doskonale wiadomo, sektor publiczny ma chorobliwą tendencję do zaniżania swoich wypłat przez odliczanie dodatków, potrąceń itp. GUS informuje, że w 2018 przeciętna pensja położnej w sektorze publicznym wyniosła 5455 zł i 4856 zł w prywatnym. Położne, podobnie jak pielęgniarki i lekarze, mają pewną wysokość wynagrodzenia zagwarantowaną ustawowo, o czym weterynarze mogą pomarzyć. Identycznie ze strajkiem o lepsze płace i warunki zatrudnienia. Dlatego biorę na warsztat tylko same kierunki, a nie bliżej nieokreślone zbiorowiska. Nic dziwnego. Przecież np. informatyka może być zarówno kierunkiem technicznym, jak i ścisłym, a jeśli w nazwie ma dodatkowo "ekonometria" - społecznym. Oczywiście, że tak. Wielu pracuje poza zawodem ze względu na lepszą kasę, a wpływ ich studiów na zarobki ogranicza się tylko do uznania kierunku w oczach pracodawcy. Przecież nie będzie uważać się za porażkę sytuacji, gdy magister inżynier pracuje np. jako analityk, zamiast być konstruktorem czy technologiem. ELA zawiera raporty dotyczące także formy studiów i nie dziwi to, że absolwenci marnych prywatnych szkółek zarabiają najwięcej z powodu długiego stażu pracy. Dlatego absolwent studiów dziennych na państwowej uczelni nie będzie porównywał się z kimś takim. Ponadto każdy z nich wyróżnia mających doświadczenie pracy i bez niego. Piszesz w stylu "ja i mój pies mamy średnio po trzy nogi, więc statystyką można się podetrzeć". Widziałem ten raport i oprócz imponującej średniej, zamieszczono w nim także niewielką liczbę absolwentów (mała reprezentatywność), medianę (duuuużo niższa od średniej) i kwintyle, które wcale nie prezentowały się rewelacyjnie (rozkład bardzo daleki od normalnego). Tak więc czytając go ze zrozumieniem, pominąwszy nawet aspekt stricte statystyczny, dojdzie się do wniosku, że zaoczna filozofia na UW wcale nie jest fabryką krezusów.
    • Hej,  Oceny i matury przelicz się według tzw. modifizierter bayerischen Formel, która wygląda tak: Jeśli jescze nie pisałaś matury, to warto dobrze się zastanowić - w Niemczech niezależnie od kierunku nie ma znaczenia jaki przedmiot i jaki poziom wybierzesz. Możesz pisać WOS i Historie sztuki, a iść na medycynę. Ostatecznie liczy się tylko średnia. Dodatkowo moja uczelnia (Goethe Universität Frankfurt) wliczała do średniej wszystkie oceny ze świadectwa ostatniej klasy liceum. Nie wiem czy takie zasady obowiązują wszędzie, ale prawdopodobnie tak, bo według bazy Anabin do podjęcia studiów wyższych w Polsce upoważnia posiadanie ukończonej szkoły średniej i matury, a więc w Niemczech uznają, że zarówno oceny że świadectwa jak i z matury mają znaczenie (chociaż w Polsce de facto tylko matura ma znaczenie w rekrutacji).    Recepta na sukces w niemieckiej rekrutacji to dobre oceny na świadectwie i matura po najmniejszej linii oporu   I jescze jedna ważna rzecz - na większości kierunków (tzw. kierunki bez Numerus Clausus) matura/oceny w ogóle nie mają znaczenia. Składa się tylko dokumenty i dostaje się na studia. Sprawdź najpierw na stronie uczelni która cie interesuje, czy kierunek na który chcesz aplikować posiada NC czy nie.   
    • No tak, ale jak już spojrzysz na inne dane, typu wynagrodzenia.pl, to się okaże, że średnia zarobków weterynarzy jest większa niż położnych. Tak ogólnie wśród wszystkich, a nie tylko zaraz po dyplomie (a takich osób dotyczą dane z ELA). Na wynagrodzeniach dla położnych mediana to 3600 brutto, a dla weterynarzy 4200 brutto. Pytanie więc, jak to się dalej potoczy i który zawód jest rozwojowy. Jest wiele zawodów, do których trudno się wbić, bo jest wielu chętnych. Ten próg wejścia jest rzeczywiście wysoki i trudno coś znaleźć osobie bez doświadczenia. (Pod tym względem mój zawód, tj. tłumacz, jest absolutnie tragiczny). Osoby początkujące długo szukają i często biorą rzeczy bardzo mało płatne. Sytuacja osób, które przetrwały ten moment i są już doświadczone, mają wiedzę, są specjalistami wygląda zgoła odmiennie. Są też zawody, do których wejść jest w miarę łatwo, bo brakuje ludzi. Położnych i pielęgniarek po prostu w Polsce brakuje, a te, które pracują, są zwykle dość stare, bo mnóstwo młodych wyjechało pracować za granicę. Dostać pracę będzie więc pewnie łatwo, ale pytanie, na ile to jest rozwojowe w przyszłości. Weterynarze, którzy są dobrymi specjalistami, czyli na przykład specjalizują się w wąskiej dziedzinie albo zajmują gatunkami, na których większość weterynarzy się nie zna, mają naprawdę dobre stawki i dobrze zarabiają. Przeciętniacy nie mogą znaleźć pracy albo ledwo ciągną. Za to w przypadku pielęgniarek i położnych wystarczy dyplom, żeby dostać pracę, nie trzeba się wyróżniać. Taka jest moim zdaniem różnica.    Tak na marginesie to nie jestem fanką systemu ELA. Pomysł jest zacny, ale wykonanie trochę takie jak wielu innych rzeczy w urzędach za publiczne pieniądze.  Po pierwsze w tym systemie jest straszny burdel. Autorzy próbują zestawiać zarobki po grupach kierunków, ale w samej klasyfikacji jest totalny burdel. Te same kierunki powtarzają się w kilku kategoriach albo są przyporządkowane dość osobliwie, na przykład w kierunkach społecznych znalazłam kiedyś inżynierię danych (sic!). Nie osobnej kategorii dla kierunków ekonomicznych, więc te sobie krążą po wszystkich innych działach od ścisłych do humanistycznych. Słowem: garbage in garbage out. Same wskaźniki bezrobocia też nie do końca odzwierciedlają sytuację zawodowe i często to rejestrowane bezrobocie mija się z faktyczną liczbą pracujących. Nie wszyscy się rejestrują tylko dlatego, że nie mają pracy, za to dużo osób rejestruje się tylko po to, żeby dostać dofinansowanie na działalność gospodarczą. Inną sprawą jest to, że tzw. zarobki po studiach trochę się już zdezaktualizowały. Nie mamy żadnej pewności, że dochody ludzi widniejących w tych statystykach to zarobki z pracy w zawodzie i że studia miały jakikolwiek wpływ na ich wysokość. Dziś bardzo dużo ludzi pracuje już w trakcję studiów w zawodach pokrewnych lub nie, coraz popularniejsze jest też chodzenie na studia w ramach samorozwoju przez osoby dorosłe, które finansowo się już ustatkowały. ELA traktuje to wszystko jednakowo i tak przez kilka lat wisiało tam, że po filozofii na UW zarabia się średnio 15 tys. złotych (najwidoczniej studiował ją hobbystycznie jakiś prezes dobrze prosperującej firmy i zawyżył wszystkim statystyki). Dlatego ja już wolę sprawdzać dane z wynagrodzenia.pl albo pracuj.pl. Wiem, że to dane ankietowe albo z ofert pracy, a nie dane dla całej populacji, ale chociaż zakładam, że osoby wzięte pod uwagę rzeczywiście wykonują zawód X, a nie tylko skończyły studia X, a wykonują zawód Y. 
    • Dziękuję bardzo za wszystkie odpowiedzi, jakie otrzymałam do tej pory. Wezmę pod uwagę wszystkie opinie, jakie przeczytałam dotychczas. Oczywiście wciąż uważam wątek za otwarty i zachęcam do komentowania i wyrażania swoich opinii, być może pomoże to w przyszłości również innym osobom, które będą miały podobny dylemat. Pozdrawiam serdecznie    
  • Najpopularniejsze tematy na forum

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.