Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Długo zastanawiałam się nad wyborem kierunku studiów. Zmieniałam zdanie mniej więcej co pół roku. Zaczynając od gimnazjum, zamierzałam być architektem, projektantką wnętrz, dziennikarką, psychologiem i wiele innych zawodów brałam pod uwagę... Więc to nie jest tak, że chciałam być lekarzem weterynarii od dziecka. Od zawsze jednak lubiłam zwierzęta. Z koleżankami często "ratowałyśmy" bezdomne koty i psy, zabierałyśmy je do weterynarza, dzwoniłyśmy do straży miejskiej, gdy psiak błąkał się bez domu. Planowałyśmy założyć hotel dla psów, ale już wtedy wiedziałam, że to plany na żarty i nie myślałam o tym na poważnie.

Kolejne przeglądane przeze mnie kierunki studiów nie były idealne i po pewnym czasie po prostu mi się nudziły (co to by było gdybym miała wytrwać na którymś z nich przez 5 lat! :D ). Pomysł weterynarii zrodził się, kiedy dostałam psa. Wtedy pomyślałam, że chciałabym właśnie ze zwierzętami związać przyszłość zawodową. Zaczęłam przeglądać różne zawody: zootechnik, groomer, treser, petsitter, pracownik zoo, psi psycholog, instruktor jazdy konnej, dogo/hipoterapeuta i wreszcie weterynarz. Wszystkie te zawody wydają mi się bardzo ciekawe i wiem, że wykonując którykolwiek z nich byłabym zadowolona ze swojej pracy (no, może oprócz zootechnika, bo to chyba jednak nie dla mnie ;) ). Jednak oprócz zainteresowań, ważne są też perspektywy pracy. Wybrałam weterynarię, bo jest chyba pod tym względem najkorzystniejsza.

Oczywiście mam obawy, czy poradzę sobie na tym kierunku, bo wiem, że nie należy on do łatwych (oprócz ogromu nauki trzeba się stykać z cierpieniem zwierząt). Praktyki w rzeźni i wizyty w prosektorium (już na pierwszym roku!) mnie przerażają. Poza tym nie wiem, jak będzie z pracą w tym zawodzie za 5-6 lat. Mimo to, mam nadzieję, że mi się uda. Mam cel, do którego dążę, a to jest przecież najważniejsze :) Myślę, że weterynaria to kierunek dla takich osób jak ja - które kochają zwierzęta, chcą im pomagać, a przy tym nie boją się chemii i biologii.

Mam parę opcji awaryjnych, jednak żadna z nich nie zadowalałaby mnie tak jak kierunek, który wybrałam. Są to: ochrona środowiska, biotechnologia, fizjoterapia (potem zrobiłabym kurs na dogoterapeutę :rolleyes: ), psychologia, turystyka, chemia kosmetyczna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo fajny kierunek. Gdybym nie bała się igieł, to sama bym go wybrała. Kocham zwierzęta, zwłaszcza psy. Zdajesz biologię i chemię na maturze rozszerzoną?

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, zdaję. I zdaję też podstawową fizykę, na wypadek gdyby mnie podkusiło żeby iść na medycynę ;) Tam trudniej się dostać, ale co tam, przynajmniej spróbuję. Co do igieł, to dzisiaj zrobiłam pierwszy raz w życiu zastrzyk mojemu kotu :D Szczerze mówiąc, myślałam, że to będzie łatwiejsze, ale przełamałam się i się udało ;) A co myślisz o dogoterapii? Jeśli chodzi o to, co chciałabym w życiu robić, to dogoterapia jest właściwie na drugim miejscu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zastrzyku zrobić bym się nie bała, ale pobierania krwi już tak. Dogoterapia - ciekawy kierunek. Czy możesz napisać o nim coś więcej? Kojarzy mi się z pracą nad zachowaniami psa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To zupełnie nie o to chodzi. Dogoterapia to terapia dzieci (głównie) chorych między innymi na autyzm i porażenie mózgowe. Odbywa się przy pomocy psa. Takim dzieciom często łatwiej jest nawiązać kontakt ze zwierzakiem, niż z drugim człowiekiem. Istnieje też hipoterapia (z udziałem koni), felinoterapia (koty) i delfinoterapia (wiadomo, z delfinami). To są te najpopularniejsze. W połączeniu ze standardowym leczeniem, taka terapia pomogła już wielu osobom :)

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za wyjaśnienie. Już wiem, o co chodzi. Delfinoterapii nie popieram, bo uważam, że dzikie zwierzęta powinny żyć na wolności. Co do kierunku, to weterynaria chyba daje większe pole do popisu, jeśli chodzi o pracę w zawodzie? Orientujesz się? Czy na Weterynarii są specjalności? Myślałaś już o jakiejś?

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma jako takiego kierunku "dogoterapia". Trzebaby było skończyć psychologię lub fizjoterapię i potem zrobić kurs. Z tym że jeżeli by coś nie wyszło z dogoterapią, to po tych kierunkach podobno słabo z pracą.

Jeśli chodzi o delfinoterapię, to popieram taką, która odbywa się w oceanie - delfiny mają wolność, mogą pływać na otwartej przestrzeni, a i tak wracają, bo lubią pracę z ludźmi. Co do tych w basenach, słyszałam wiele negatywnych opinii i to jest rzeczywiście męczenie zwierząt.

Specjalności na studiach są dwie: weterynaryjna ochrona zdrowia publicznego i weterynaria kliniczna. Wybiorę tą drugą, bo wolę pomagać zwierzętom niż "grzebać się" w mięsie. A specjalizacje są dopiero po studiach, jak na medycynie ludzkiej. Myślałam o rozrodzie zwierząt lub chorobach psów i kotów. Radiologia weterynaryjna też brzmi ciekawie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Według mnie fajnie że chcesz pomagać zwierzętom ale będziesz też widzieć jak cierpią, a dla kogoś kto kocha zwierzę i brak mu dystansu(nie mówię że go nie masz ale trudno go mieć patrząc na chore zwierzęta aż sie serce kraje). Ta praca może być trudna;(.

Co do dogoterapii wydaje się to być świetną pracą.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zainteresowała mnie ta dogoterapia. Kocham zwierzęta, ale weterynaria to nie jest zawód dla mnie. A dzięki dogoterapii mogłabym jeszcze pomóc chorym dzieciom ;)

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, dogoterapia to takie połączenie miłości do zwierząt z pomaganiem ludziom ;) Ja jednak mam na pierwszym miejscu weterynarię. Co do tego dystansu, to uważam, że na ten kierunek nadają się tylko ludzie kochający zwierzęta, chcący im pomóc za wszelką cenę. Wiem, że patrzenie na cierpienie nie jest łatwe, ale inaczej nie da się pomóc. Najłatwiej jest powiedzieć, że to nie dla mnie, bo tak bardzo kocham zwierzęta, że nie chcę patrzeć jak cierpią. Ja spróbuję się z tym zmierzyć. Jeśli mi się nie uda, trudno, znajdę sobie coś innego. Pewnie już na pierwszym roku wszystko się okaże. A dogoterapia też wiąże się z patrzeniem na cierpiących ludzi, często nieuleczalnie chorych.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do weterynarii, w tym zawodzie trzeba też operować, tzn. będzie się mieć do czynienia z krwią i wnętrznościami. To na pewno nie jest zawód dla mnie :)

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak, tego raczej nie da się uniknąć w tym zawodzie ;) Mam jednak nadzieję, że satysfakcja z pracy mi to wynagrodzi. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja bardzo kocham zwierzęta, ale czy na Weterynarii nie jest tak, jak np. na Medycynie (przynajmniej kiedyś) - że na potrzeby ćwiczeń specjalnie zabito zwierzęta? :( Sorry, że o to pytam, ale nurtuje mnie to, jeśli znasz odpowiedź na moje pytanie, to z góry dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na pewno specjalnie nie zabijają zwierząt ;) W końcu idzie się na takie studia aby im pomóc a nie zabić ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnego razu przyniesion na zajęcia laboratoryjne pojemnik z dopiero co zabitymi ptakami. Okazało się, że było o wiele więcej ptaków niż studentów. Życie tych stworzeń uważano za tak bezwartościowe, że nawet nie zadano sobie trudu, by policzyć jaką liczbę ptaków dostarczyć na zajęcia. To tylko jeden przykład opisu zajęć na Wydziale Zoologii. Fragment pochodzi z książki Milcząca arka autorstwa Juliet Gellatley i Tony'ego Wardle'ya.

Zastanawiam się czy nadal dzieją się takie okrucieństwa na tego typu studiach...

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tego co wiem, teraz nie jest już tak, jak kiedyś. Przynajmniej oficjalnie nic o tym nie wiadomo, jak będzie na prawdę, okaże się. Niestety słyszałam o gorszych przypadkach, na przykład zabijaniu zwierząt podczas ćwiczeń... I to wcale nie humanitarnym zabijaniu.. Teraz podobno są ustawy zabraniające tego. Pracuje się tylko na martwych zwierzętach, mam nadzieję, że takich, które zginęły śmiercią naturalną lub na skutek choroby. Weterynaria to kierunek mający na celu pomoc zwierzętom, liczę na to, że wykładowcy będą miłośnikami zwierząt tak jak ja i nie będą chcieli ich krzywdzić bez potrzeby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się, że to nadal może być spory problem. Jakoś nie chce mi się wierzyć w przemianę ludzi. Z pewnością większa jest uwaga chociażby mediów w tym temacie. Cała nadzieje w przyszłych weterynarzach ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy Weterynaria trwa standardowo pięć lat? Myślisz już o jakiejś konkretnej uczelni/uczelniach?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Studia trwają 5,5 roku. Warto wspomnieć, że są jednolote magisterskie, czyli nie można zrobić 3-letniego licencjatu, a potem przerwać.

Chciałabym się dostać do Wrocławia, ale złożę też papiery do Krakowa, Warszawy i Poznania. Nad Lublinem i Olsztynem się zastanawiam.

Kraków bardzo mi się spodobał, bo to ładne miasto, ale z tego co zauważyłam, zamierzają się tam bardziej skupiać na kształceniu "badaczy mięsa" niż lekarzy żywych zwierząt. Oczywiście po studiach można pracować gdzie się chce (lub gdzie będą możliwości ;)) ale w trakcie studiów będą kłaść na to szczególny nacisk, co mi się nie podoba. Poza tym nie wiadomo zbyt dużo o weterynarii w Krakowie, bo trwa teraz chyba dopiero pierwszy rok. Są to studia pomiędzy uczelniami, czyli po ich skończeniu otrzymuje się dyplom Uniwerytetu Rolniczego i Uniwersytetu Jagiellońskiego, co można uznać za plus studiowania w Krakowie.

Z kolei weterynaria na wrocławskim Uniwersytecie Przyrodniczym jest na wysokim poziomie. Wrocław jest bardzo blisko od mojego miejsca zamieszkania, wybiera się tam parę moich znajomych, także nie będę tam sama, więc same zalety ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podobno ciężko o pracę po weterynarii... rynek nasycony, a poza tym na otwarcie własnego gabinetu trzeba nieźle wyskoczyć z kaski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A po czym jest łatwo? Ja jestem zdania, że jak się coś lubi, to będzie się to robić dobrze. A jak się będzie coś robić dobrze, to i korzyści finansowe z tego będą. Trzeba być dobrej myśli :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja myślałam, kiedyś o techniku weterynaryjnym. Ale ostatecznie, obrzydzenie do igieł itp. skutecznie mnie zniechęciło :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wręcz przeciwnie. Pracy jest dużo, wszyscy z Polski wyjeżdżają i się nie dziwię, też mam zamiar. Pensje są wyższe, w inspektoracie potrzebują wykwalifikowanych pracowników. Co do Wrocławia, jeśli nie masz 150 pkt z matury z chemii i biologii plus oceny z tych przedmiotów to nie masz nawet co śnić. A są to punkty z rozszerzenia, podstawa liczy się punkty pomnożone przez 0,6. strasznie trudno się dostać a jeszcze trudniej się utrzymać. Ale życzę powodzenia. Nie można sobie wybrać weterynarii Od tak "a fajny kierunek pójdę sobie", ludzie sobie nie zdają sprawy, że jest tyle nauki, że studenci uczą się praktycznie cały czas, nie ma na nic czasu. Jestem w technikum i tutaj nie jest łatwo, a to dopiero początek. Samej anatomii jest w cholerę. Strasznie trudny kierunek, nawet najtrudniejszy. Myśleć nad kierunkiem. I tak są specjalizacje, ale dopiero po ukończeniu 5,5 letnich studiów. Są m.in. choroby psów i kotów, ptaków, gadów, zwierząt futerkowych itp

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, aby dostać się na weterynarię, trzeba zdać maturę na poziomie rozszerzonym z biologii i chemii. Na naszej uczelni weterynaria jako jedyna w Polsce ma ocenę wyróżniającą Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Dlatego wcale nie tak łatwo się dostać, w zeszłym roku trzeba było mieć co najmniej 145 punktów.

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Podobna zawartość

    • Przez luzikk
      Witam,
      Czy możliwe jest aby podczas urlopu dziekańskiego, rozpocząć ten rok na innej uczelni, a w razie niepowodzenia(uczelnia ta ma wyższy poziom) po roku znowu rozpocząć naukę na starej uczelni?
    • Przez Kada999
      Witam wszystkich serdecznie :) 
       
      Piszę swój wpis, gdyż od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju pewien problem. Otóż studiuję filologię angielską. W tym roku piszę licencjat i jak (Daj Boże) będzie dobrze to w lipcu się będę bronić. W czym zatem problem? W tym, że już na pierwszym roku moja własna uczelnia zapisała mnie na projekt unijny. Nie tylko mnie, bo nawet 20 innych osób, każdy z nas dosłownie nie miał wyjścia jak zgodzić się. Co prawda zostaliśmy też trochę wtedy przekupieni. Uczelnia mówiła nam, jaki to świetny projekt, nie będzie dużo godzin i będzie bardzo przydatny. Często pojawiałam się na projekcie, rzadko kiedy ominęłam jakieś zajęcia z niego. Często są one po prostu nudne bo nawet szkolenia często choć są pod inną nazwą, to praktycznie jest na nich to samo. I tutaj też pojawiły się zajęcia dodatkowe z Hiszpańskiego z którym też jest ciekawa historia. Na normalnym lektoracie mieliśmy wykłady z Panią, która praktycznie zwykle albo pozwalała używać tłumacza, albo pozwalała ściągać, a nawet daje te same testy co każde zaliczenie. Z projektu znowu Pani była taka, że nawet jak się u niej test uwaliło to dawała zaliczenie. Nauczycielka z projektu jednak nam się zmieniła. Je lekcje są rzeczywiście ciekawe, aczkolwiek słyszymy się zawsze na zajęciach online, gdzie każdy może albo przetłumaczyć sobie sam przed zajęciami, albo mówić nawet do niej w tym samym momencie używając tłumacza. I właśnie dzisiaj dowiedziałam się, że na koniec będzie z tego wszystkiego co było przez 3 lata, egzamin. Jest mi szkoda bardzo rezygnować z projektu, ale też czasami czuje się na nim nieswojo. Teraz na trzecim roku kiedy musimy pisać pracę licencjacką, to Ci co zostali na projekcie muszą być jeszcze na dodatkowych zajęciach, które niestety są do późna. A wspomniałam o tym, że z 20 osób zostały tylko 3? I po prostu jest mi ciężko, pogubiłam się w tym wszystkim. Od samego początku zależało mi na tych studiach, uczę się zawsze najwięcej jak się da, dawno nie uwaliłam jakiegoś testu. Ale z Hiszpańskiego ja po prostu jestem łamagą. Ten język jest dla mnie strasznie ciężki, jestem zniechęcona do tego projektu i to strasznie. Czuję się ostatnio fatalnie, mając siebie za totalne zero, które nie da rady. I właśnie najbardziej stresuje mnie ten projekt. Próbowałam kontaktować się z dziekanatem, z Panią która odpowiada za to. Ale nikt albo nie odbiera albo nie odpisuje. Moja koleżanka, która rok temu wypisała się z projektu zasugerowała, iż mogą oni mnie celowo zbywać bo po prostu kolejna osoba chce się wypisać. 
       
      I tutaj pojawia się moje pytanie. Czy ktoś z was uczestniczył w projekcie unijnym na studiach? Czy również mieliście jakiś podobny problem z jednym przedmiotem? To co mnie irytuje to też fakt, iż niby ten przedmiot jest tylko na zwykłe zaliczenie i jest niby "nieobowiązkowy" ale nauczyciele dają zwykłą skalę ocen i jeszcze jak nie uzyskasz z tych przedmiotów zaliczenia, to nie podbiją Ci np. legitymacji albo to czego też się boję, nie będę mogła się obronić. Czy wiecie coś na ten temat jak wygląda takie niezdanie testu z przedmiotu projektowego? 
    • Przez apolla_132
      Dzień dobry
      Obecnie jestem studentką 2 roku, ale może zacznę od początku jak do tego doszło. W ubiegłym roku akademickim byłam warunkowo na 3 roku, ponieważ nie zaliczyłam jednego egzaminu na 2 roku. Niestety w wyniku różnych zdarzeń losowych, m. in. również pandemii też nie udało mi się zdać tego egzaminu. We wrześniu tego roku złożyłam wniosek o powtarzanie roku, który został zaakceptowany przez dziekana. W wyniku czego zostałam cofnięta na 2 rok studiów i muszę powtórzyć IV semestr (jeden przedmiot). Na szczęście pozostałe egzaminy zarówno z 2 jak i z 3 roku mam zdane. Ale jestem trochę załamana... miałam być na 4 roku a teraz jestem na 2 roku i nie do końca wiem jak to wszystko się potoczy. Chciałam zapytać czy jeśli udałoby mi się w tym roku zdać egzamin z powtarzanego przedmiotu, to istnieje możliwość składania wniosku do dziekana o przywrócenie na 4 rok studiów (VII semestr)? Tak naprawdę ten 3 rok mam zaliczony i po prostu musiałabym go przeczekać po czym wrócić normalnie na studia za rok. Ewentualnie za zgodą dziekana realizować niektóre wybrane przedmioty z 4 roku. Dziękuję za odpowiedź. 
       
       
    • Przez Marcin77
      Cześć,

      Od ponad roku pracuję w handlu, jestem zatrudniony na umowę o pracę. Ze względu na specyfikację tej branży, pracuję również w soboty oraz w niedziele handlowe. W październiku bieżącego roku rozpocząłem naukę na studiach inżynierskich, kierunek logistyka. Mam trzy zjazdy w miesiącu (3 weekendy). Specyfikacja studiów zdalnym w obecnej chwili jest dla mnie wygodna, ponieważ odchodzą kosztowne dojazdy, wczesne wstawania itd.
      Jednak pojawia się problem z wolnym na zjazdy. Czytałem, że niektórzy pracodawcy fundują swoim pracownikom studia w celu podwyższenia ich kwalifikacji, zapewniają im wolne oraz dodatkowy urlop. Ja studia podjąłem z własnej inicjatywy, poniekąd są spójne z moją pracę. Mam namyśli, że można podciągnąć to jako rozwój w dziedzinie, w której pracuje. Czy mam jakieś podstawy, aby ubiegać się o wolne w te weekendy? Czy zależy to tylko i wyłącznie od dobrej woli pracodawcy? Myślicie, że warto jest podjąć negocjacje, aby przekonać kogoś wyżej, aby dał mi te wolne? W tygodniu jak najbardziej jestem w stanie pracować więcej, jakoś nadrobić te godziny z weekendów. Szukanie nowej pracy w obliczu pandemii może być bardzo ciężkie, dlatego zależy mi na pozostaniu u obecnego pracodawcy. Nie chciałbym też rezygnować ze studiów.
      Może ktoś z Was spotkał się z podobną sytuacją i jest w stanie doradzić co robić w takiej sytuacji?
       
       
    • Przez natilaskowik
      Witam, od kilku dni zastanawiam się nad tym, czy gdybym chciała zmienić uczelnię po pierwszym roku z przykładowo Filologii polskiej: dziennikarstwo i nowe media na inną uczelnię, która mieści się w innym mieście, tyle że w niej dopiero na drugim roku się wybiera specjalizacje w przeciwieństwie do mojej aktualnej. I czy gdybym poszła do tej drugiej, to mogłabym uczyć się dalej (chodzi mi, czy od drugiego roku) czy musiałabym jeszcze raz przechodzić przez pierwszy rok? Bo chciałabym zmienić automatycznie specjalizację.
       
      Dziękuję z góry i pozdrawiam serdecznie Mam nadzieję, że napisałam w miarę zrozumiale.


  • Wypowiedzi z ostatnich 10 dni

    • @zxcvbc22, przede wszystkim sprawdź, czy podane progi dotyczą dokładnie tych samych zasad rekrutacji, do których się odnosisz. Jeżeli progi są publikowane, to zawsze podaje się tylko najmniejszą liczbę punktów ostatniego przyjętego i nie ma takiej możliwości, by dostać się z gorszym wynikiem. Informatyka jest topowym kierunkiem na każdej polibudzie, więc wysokie progi nie są niczym dziwnym. 
    • Witam. Za rok  zamierzam wybrać się  na studia informatyczne, najprawdopodobniej na PP. Zaniepokoił mnie jeden fakt, iż minimum puntków do dostania się na studia stacjonarne w ciągu ostatnich 5 lat, które są podane na stronie, wynoszą na informatyce 769, 791, 774pkt - generalnie sporo. Natomiast  gdy zacząłem już bardziej myśleć na serio o studiach, zainteresowałem się podaną na stronie liczbą przyjętych osób, na której podana jest liczba punktów uzyskana przez kandydata i na te 120 miejsc naprawdę mało kto zdobył te +- 770pkt, ludzie mają po 400, 500, 600 punktów i widnieje obok nich napis 'przyjęty' (aktualnie dostępne są tylko listy kandydatów przyjętych na studia zaoczne, na studia dzienne  są niedostępne, lecz gdy były nadal dostępne to je przestudiowałem i punkty były podobne). I podobna sytuacja dotyczy innych kierunków, np AiR. Mam więc takie pytanie, czym się mam sugerować? Czy kalkulator punktów na maturze jest na stronie nieaktualny czy coś :P? Jasne, nie zmienia to faktu że do matury będę się uczyć i jakby wyszło że próg jest rzeczywiście mniejszyto nie będę się starać mniej, bo to nigdy nie wiadomo :D. Niestety nie znalazłem informacji w internecie na ten temat. Pozdrawiam   /edit Aha i umieściłem temat w niewłaściwym dziale, więc przepraszam.
    • Forumowicze, wiecie może czy to urządzenie: https://antimicrobial.plus/ jest godne uwagi? Producenci chwalą się że skutecznie filtruje wirusy i bakterie w różnych pomieszczeniach? Ale czy przypadkiem nie jest to nabijanie ludzi w butelkę? Jeśli Antimicrobial faktycznie jest taki dobry to czemu nigdy nie widziałem go np w przychodniach czy szpitalach?
    • UTP jest uczelnia techniczna i jest lepiej postrzegana. 
  • Najpopularniejsze tematy na forum

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.