Skocz do zawartości
Kawa

Medycyna - kierunek lekarski

Rekomendowane odpowiedzi

Hej! Jako osoba związana z tematem, chciałabym przybliżyć wam - przyszłości narodu ;) maturzystom, kilka problemów związanych z przyszłością po kierunku, o którym pewnie część z was myśli: kierunku lekarskim. 

 

Wiecie pewnie, że kierunek ten zapewnia właściwie pracę, że zarobek starczy na przeżycie, że, jak to mówią, źle nie jest. To oczywiście prawda. Ale. Niedawno reaktywowana organizacja Porozumienie Rezydentów: https://web.facebook.com/porozumienierezydentow/?fref=ts na swoim fanpage opisuje problemy, nie tylko finansowe (a jednak! Lekarze mają problemy finansowe!), młodych lekarzy. 

 

Zachęcam do poczytania i zastanowienia się - jeśli zamierzacie wybrać tę piękną, chociaż często niedocenianą (tabloidy, opinia publiczna - konowały, łapówkarze) profesję - nad tym, czy JUŻ TERAZ nie można by czegoś zrobić, przedsięwziąć, czegoś zmienić :)

 

Pozdrawiam!

 

Tutaj strona porozumienia: http://www.rezydenci.org.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chociaż opinia publiczna często bywa krzywdząca dla lekarzy, to sami zainteresowani także przykładają do tego rękę, kiedy np. pozwalają wypowiadać się w imieniu całego środowiska oderwanej od rzeczywistości grupce. Pierwszy z brzegu przykład to kuriozalne żądanie dwóch średnich krajowych na starcie, które wysuwa PR i to w sytuacji, gdy płatnych rezydentur nie starcza dla wszystkich. Dobicie do przeciętnego wynagrodzenia rzeczywiście byłoby uczciwe dla kogoś, kto właśnie skończył studia, ale domaganie się wyższych sum przez nie-specjalistę świadczy tylko o daleko posuniętej roszczeniowości. Gdyby rezydentury nie były regulowane przez Ministerstwo Zdrowia, to wielu absolwentów kierunku lekarskiego modliłoby się o przyjęcie do jakiejkolwiek pracy, która umożliwia zdobycie najniższego stopnia specjalizacji. Tak jak np. niektórzy mgr inż. potrzebujący określonego stażu do uprawnień budowlanych, którzy często zarabiają poniżej 2 tys. zł na rękę bez szans na podwyżkę, czyli wyraźnie mniej od zwykłego robotnika.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przypadek przypadkowi nie równy i każdy musi myślec o sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przykładów jawnej niesprawiedliwości można byłoby mnożyć... ale nie o to chodzi myślę, zawód jest ciężki i odpowiedzialny, jak obserwuję lekarzy to wyrobiłam sobie ostatnio bardzo dobre zdanie, bo miałam to szczęście, że służyli radą i pomocą, a w efekcie cel zdrowie i dobra psychiczna kondycja pacjenta były osiągane! Choć oczywiście że i  zdarzają się i tacy co nie wiem po co pracują w tym zawodzie, ale tych obserwuję znacznie mniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawód jest bardzo odpowiedzialny, ale takich zawodów jest wiele. Nie idzie to w parze z opłacalnością

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odpowiedzialność też ma pewien istotny wpływ na wysokość wynagrodzenia, ale ona akurat nie dotyczy osób, które nie zaliczają się do grona samodzielnych fachowców. Rezydent nie jest specjalistą, więc nie przesadzajmy z tą odpowiedzialnością.

 

W realiach gospodarki rynkowej o płacy w największym stopniu przesądza niezbędność danego stanowiska oraz wielkość grona potencjalnych kandydatów. Za rezydentami nie przemawia żadne z tych kryteriów, a drugie ponadto ulegnie zmianie na ich niekorzyść, co wynika z nadchodzącego uruchomienia kierunku lekarskiego na trzech kolejnych uczelniach, w tym dwóch prywatnych. Cóż, nie tylko w tym przypadku brak odpowiedniego doświadczenia i/lub uprawnień utrudnia drogę do lepszych zarobków. Pomimo tego, nie słychać jednak, żeby inni żądali ustalenia i wypłaty przez państwo takich pensji, jakie sobie wyśpiewają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety służba zdrowia to bardzo skomplikowany tematów Polsce

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Panie Gutek, bardzo doceniam rozbudowanie odpowiedzi jakie Pan udziela.

Niestety uważam, że myli się Pan w kluczowych kwestiach.

 

 

 

W realiach gospodarki rynkowej o płacy w największym stopniu przesądza niezbędność danego stanowiska oraz wielkość grona potencjalnych kandydatów.

 Z tym zdaniem zgadzam się w pełni. Nie mogę jednak zgodzić się z tym iż za rezydentami nie przemawia żadne z tych kryteriów.

 

Wskaźnik gęstości lekarzy w naszym kraju jest jednym z najniższych w Europie, wiele jednostek ma problem z obsadzeniem etatów (zamykanie oddziałów, zmuszanie do dyżurów).

Co do niezbędności lekarzy jako takich chyba nie ma co dyskutować.

 

Problemem jest to , że w wypadku sektora medycznego nie możemy w pełni mówić o realiach wolnorynkowych tym bardziej jeśli mówimy o procesie specjalizacji (tryb rezydencki zdecydowanie przeważa nad innymi trybami jeśli chodzi o ilość osóB).

 

 

 

Gdyby rezydentury nie były regulowane przez Ministerstwo Zdrowia, to wielu absolwentów kierunku lekarskiego modliłoby się o przyjęcie do jakiejkolwiek pracy, która umożliwia zdobycie najniższego stopnia specjalizacji.

 

W opinii wielu analityków rynku byłoby odwrotnie, to monopolistyczna pozycja Ministerstwa oferującego "darmowych"(szpital nie ponosi koszu) obniża wynagrodzenie w trybie pozarezydenckim.

 

Wg danych NIL średni wiek zdobycia tytuły specjalisty wynosi niespełna 38lat co w połączeniu z specyficznym charakterem studiów(zajęcia i praktyki są jedynymi prawie możliwymi metodami zdobywania doświadczenia) powoduje że mówiąc "rezydent" mówimy o wcale nie tak młodej i doświadczonej osobie.

 

Nie zapominajmy, zawód lekarza należy do tzw wolnych zawodów a lekarz rezydent (jak każdy lekarz z pełnym PWZ) w swoim zakresie pracy ograniczony jedynie własną wiedzą(oprócz kilku wyjątków). 

Pełen zakres obowiązków, pełen zakres odpowiedzialności - a nie osoba patrząca z boku.

 

 

 

modliłoby się o przyjęcie do jakiejkolwiek pracy, która umożliwia zdobycie najniższego stopnia specjalizacji.

 

Nie rozumiem skąd taki pesymistyczny obraz losów lekarz w wolnorynkowym środowisku.

 

O księgowych, programistów czy automatyków rynek sam zabiega inwestując w ich szkolenie oraz wyceniając ich pracę znacznie powyżej średniej.

 

Polscy lekarze są chętnie przyjmowani w Skandynawii czy państwach europy zachodniej - Panie Gutek myśli pan że chcieliby bezwartościowe łajzy bez umiejętności ?

 

Rezydent to obserwator a szkolenie specjalizacyjne to nie stanie pod ściana a prawdziwa praca będąca często główna mocą przerobową oddziałów.

 

Spójrzmy na system Wielkiej Brytanii czy Australii, tam specjaliści stanowią bardzo nieliczną grupę a większość medyków to osoby w trakcie specjalizacji lub nawet jej nie podejmujące (rynek nie wymuszą rozpoczynanie tak owej).

 

Lekarze,pielęgniarki, położne itd nie zarabiają słabo dlatego że tyle warta jest ich praca, zarabiają tak ponieważ państwo tak opłaca usługi medyczne a swoim duppingiem cenowym wpływa również na stawki w sektorze prywatnym. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wskaźnik gęstości lekarzy w naszym kraju jest jednym z najniższych w Europie

 

Nie przeczę, zgadzam się w pełni.

 

Jednak wydatki na służbę zdrowia w Polsce (jako % PKB oraz w $ per capita) również plasują nas w ogonie nie tylko UE, ale także OECD.

 

Nie pomylę się za bardzo, jeśli stwierdzę, że skromniutkie możliwości finansowe państwa polskiego nie są w stanie zapewnić więcej etatów lekarskich, a niezamożne społeczeństwo nie może sobie pozwolić na luksus prywatnego leczenia. I koło się zamyka...

 

Tak na marginesie - największym odsetkiem lekarzy może pochwalić się Grecja. Pomimo tego, opieka medyczna (w tym dostępność i jakość usług) w tym kraju nie stoi na najwyższym poziomie. W tym przypadku zapewne też chodzi o finanse.

 

http://www.regiopraca.pl/portal/sites/regiopraca.pl/files/images/wwwregiopracapl/2/wykres_1_15.jpg?nbf811

 

W Polsce też zdarzają się przypadki, gdzie dostateczna ilość specjalistów nie przekłada się na dostępność leczenia. Jest to min. endokrynologia. Rzeczywistości nie da się zrozumieć, spoglądając na nią przez pryzmat zero-jedynkowy.

 

http://www.rynekzdrowia.pl/Uslugi-medyczne/Endokrynologow-mamy-wielu-a-pacjenci-i-tak-miesiacami-czekaja-na-wizyte,140250,8.html

 

 

 

Co do niezbędności lekarzy jako takich chyba nie ma co dyskutować.

 

Nie twierdzę, że lekarze są zbędni. Wprost przeciwnie. Każda placówka bez problemu obędzie się bez rezydenta, ale już nie bez specjalisty. Chodzi mi tylko o to.

 

 

 

Problemem jest to , że w wypadku sektora medycznego nie możemy w pełni mówić o realiach wolnorynkowych tym bardziej jeśli mówimy o procesie specjalizacji

 

To akurat nie jest problemem, a korzyścią dla samych zainteresowanych. Gdyby byli zdani na łaskę rynku, to mogliby pomarzyć o 77% średniej krajowej na starcie. 

 

 

 

W opinii wielu analityków rynku byłoby odwrotnie, to monopolistyczna pozycja Ministerstwa oferującego "darmowych"(szpital nie ponosi koszu) obniża wynagrodzenie w trybie pozarezydenckim.

 

Opowiadasz bajki. Im bardziej upaństwowiona branża, tym wyższe zarobki. Nie wierzysz? Porównaj średnie wynagrodzenie lekarza i stomatologa. 

 

http://m.natemat.pl/016fd7b6240e0fdc97f2412dc37cc127,641,0,0,0.jpg

 

 

 

O księgowych, programistów czy automatyków rynek sam zabiega inwestując w ich szkolenie oraz wyceniając ich pracę znacznie powyżej średniej.

 

Nie przesadzajmy z tym zabieganiem i rewelacyjnymi płacami. Co jakiś czas wypływa deficytowy zawód, który może poszczycić się świetnymi zarobkami, ale wzrost liczebności młodych adeptów obniża pensje i warunki zatrudnienia. Najpierw był szał na ludzi od zarządzania, potem na inżynierów budowlanych, a teraz dobiega końca na programistów, ale w dalszym ciągu utrzymuje się na wykwalifikowanych pracowników fizycznych. W innym wątku przytaczałem ofertę dla stolarza ze stoczni jachtowej spod Gdańska, któremu oferowano 8 tys. zł brutto, co wynikało z niewypełnionej luki na rynku. Trudno jednak oczekiwać, że stawka ta zostanie utrzymana w chwili napływu masy potencjalnych kandydatów. Taka sytuacja jest odstępstem od reguły, a nie standardem. Dotyczy to wszystkich stanowisk.

 

 

Lekarze,pielęgniarki, położne itd nie zarabiają słabo dlatego że tyle warta jest ich praca, zarabiają tak ponieważ państwo tak opłaca usługi medyczne a swoim duppingiem cenowym wpływa również na stawki w sektorze prywatnym.

 

Gdybyś miał rację, to pracujący niemal wyłącznie w sektorze prywatnym dentyści powinni zarabiać dużo więcej od lekarzy... Twarde liczby udowadniają, że to prywata goni państwo pod względem zarobków, a nie na odwrót. To pokazuje, że nie masz bladego pojęcia ani o podstawach ekonomii, ani o realnym życiu. Być może wszystko to dopiero przed Tobą?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

Nie pomylę się za bardzo, jeśli stwierdzę, że skromniutkie możliwości finansowe państwa polskiego nie są w stanie zapewnić więcej etatów lekarskich, a niezamożne społeczeństwo nie może sobie pozwolić na luksus prywatnego leczenia. I koło się zamyka...

Czechy ? Słowacja ? Węgry ? Gospodarki bardzo podobne względem PKB  do naszej.

 

Tak Grecy mają bardzo dużo lekarzy a w EHI wypadają słabo nie zmienia to jednak ogólnego trendu oraz tego że Polska potrzebuje więcej lekarzy.

 

Co do kolejek do endokrynologów, nie twierdzę że ilość medyków rozwiązuje wszelkie problemy w dostępności bo często wynikają one z poziomu kontraktowania (leczyć miałby kto ale NFZ nie zapłaci).

Patrząc jednak na strukturę demograficzną lekarzy oraz braki kadrowe - mamy problem z liczebnością.

 

Wciąż nie uzasadniasz dlaczego mieliby pomarzyć o 77% skoro są wysoko wykwalifikowaną kadrą której brakuje.

 

Jaka jest metodologia wykresu lekarze vs stomatolodzy ? Czy uwzględnia on ilość przepracowanego czasu ? (patrząc po kwotach- nie uwzględnia)

Dane NIL wykazują że lekarz przeciętnie pracuje na ponad 2 etaty, u stomatologów sytuacja jest inna.

Kolejną trudnością w porównaniu jest forma prawna pracy stomatologów - dane GUS obejmują jedynie etaty a sektor stomatologiczny praktykami indywidualnymi stoi.

Stomatologia dzięki skromnemu koszykowi świadczeń gwarantowanych jest wydolna i ekonomicznie dobrze stoi (wbrew Pana wykresowi lepiej niż medycyna).

 

 

 

 

Nie przesadzajmy z tym zabieganiem i rewelacyjnymi płacami. Co jakiś czas wypływa deficytowy zawód, który może poszczycić się świetnymi zarobkami, ale wzrost liczebności młodych adeptów obniża pensje i warunki zatrudnienia

 

Oprócz chwilowych wąchań od lat w audycie czy księgowości od ładnych paru lat jest dosyć dobrze i nic nie wskazuje na pogorszenie się sytuacji.

 

Mam wśród rodzeństwa absolwentów informatki (IT Support Specialist),księgowych, inżynierów utrzymania produkcji.

Pierwsza praca po inż a jeszcze przed magisterką w okolicach przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, koło 30 wszyscy w widełkach 2-3x przeciętne wynagrodzenie, rozbudowane firmowe programy socjalne, kursy refundowane przez pracodawcę (np CIMA).

Lekarz w Polsce do trzydziestu kilku lat ma sufit na poziomie 2500, średnia stawka specjalisty to wg GUS ok 26zł/h

 

Prywata goni państwo ? Powyższe 26zł to 36.28 pln brutto jako średnia godzinowa ogólnie, po rozbiciu na sektor prywatny i państwowy wygląda to następująco :

-prywatny: 43.52

-państwowy: 35.35

 

 

 

 Każda placówka bez problemu obędzie się bez rezydenta, ale już nie bez specjalisty. 

 

To pokazuje że nie masz bladego pojęcia o tym jaką rolę pełnią rezydenci w polskim systemie.

Poza tym skąd wziąć specjalistów skoro ogranicza się liczbę miejsc szkoleniowych oraz nie zapewnia warunków finansowych by zatrzymać zarówno lekarzy nie-specjalistów jak i specjalistów. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czechy ? Słowacja ? Węgry ? Gospodarki bardzo podobne względem PKB do naszej.

 

Ograniczając się tylko do pierwszego kraju, czeskie wydatki publiczne na zdrowie wynoszą ok. 6,5% PKB i stale rosną. Polska przeznacza na ten cel w granicach 4,5% PKB bez większych szans na podwyżkę. Różnica musi być widoczna.

 

 

 

Polska potrzebuje więcej lekarzy.

 

Polska przyjmie z otwartymi rękoma każdą ilość wolontariuszy. Natomiast przy obecnym finansowaniu nie stać nas na utrzymanie większego grona lekarzy.

 

 

 

Wciąż nie uzasadniasz dlaczego mieliby pomarzyć o 77% skoro są wysoko wykwalifikowaną kadrą której brakuje.

 

Rezydent wysoko wykwalfikowany? Kpisz chyba?  :lol: Toż to uczniak, który najpierw musi zdobyć doświadczenie i uprawnienia. 

 

Dlaczego miałby pomarzyć? A no dlatego, że nie jest niezbędny pracodawcy (w przeciwieństwie do specjalisty) i nie posiada kompetencji, które pozwoliłyby mu zarobić taką sumę, z której działający na zasadach rynkowych pracodawca odpaliłby mu 77% średniej krajowej. Tym bardziej, że specjaliści najniższego stopnia nie zaczynają od wielokrotności pensji rezydenta. 

 

Dalej nie wierzysz? Gdyby było inaczej, to rezydenci nie musieliby żebrać o pieniądze od państwa, tylko przebieraliby w coraz lepszych ofertach.

 

 

 

(patrząc po kwotach- nie uwzględnia)

 

Zdumiewa mnie brak podstawowej wiedzy u Twojej skromnej osoby.

 

Zestawienia porównawcze zawsze wykonuje się w oparciu o pełen etat, będący wspólnym mianownikiem (matematyka z podstawówki), a nie dowolną wielokrotność.

 

Gdyby zarobków nie odnoszono do podstawowego wymiaru godzin, to można by "dowodzić", że pracownik marketu zarabia ponad 5 tys. zł brutto, bo przecież praca na dwa etaty dałaby taką sumę. Jednak nie miałoby to nic wspólnego z uczciwą statystyką.

 

 

 

Dane NIL wykazują że lekarz przeciętnie pracuje na ponad 2 etaty

 

Znowu wyssane z palca bzdury. Praca na ponad dwa etaty oznacza powyżej 320 godzin w miesiącu. Czy zatem chcesz powiedzieć, iż lekarz pracuje ponad 16 godzin dziennie? 

 

Najprawdopobniej pomyliło Ci się z pracą w dwóch miejscach, która nie musi i (na szczęście pacjentów!) nie oznacza pracy na dwa etaty, lecz zatrudnienie w tych miejscach na część etatu. Podobnie jak wielu nauczycieli.

 

Tylko nie chcesz przyznać, że brak państwowej konkurencji w stomatologii przełożył się na niższe płace. W końcu łatwiej zrobić sobie wycieczkę do Warszawy i urządzić spektakl pod Kancelarią Premiera niż postawić ultimatum pracodawcy, który w takiej sytuacji podziękuje za współpracę i weźmie sobie innego. Jak nie z kraju, to z Ukrainy. Takich spotyka się już nawet na odległym od wschodniej granicy Pomorzu.

 

 

 

Kolejną trudnością w porównaniu jest forma prawna pracy stomatologów - dane GUS obejmują jedynie etaty a sektor stomatologiczny praktykami indywidualnymi stoi.

 

Uprawiasz demagogię. Nie podajesz żadnych danych i nie dostrzegasz swojej niekonsekwencji, że niewielki zasób wolnych "niepraktykujących" stomatologów oznaczałby wysokie płace na etacie. Ponadto tak samo można powiedzieć w przypadku innych specjalistów. Tym bardziej tych, którzy jak np. psychiatra nie muszą wyłożyć grubej kasy na wyposażenie gabinetu, więc mogliby zrobić to już na początku swojej kariery. 

 

 

 

Stomatologia dzięki skromnemu koszykowi świadczeń gwarantowanych jest wydolna i ekonomicznie dobrze stoi

 

Tutaj też popisujesz się ignorancją. O dostępności dla społeczeństwa niech świadczy fakt, że 90% Polaków ma próchnicę, a studenci z Niemiec i Skandynawii przyjeżdzają do nas oglądać te "okazy" jak małpy w ZOO, ponieważ to rzecz niespotykana w kraju rozwiniętym. Oprócz tego, porównujesz nieporównywalne. Nie da się porównać relatywnie niskobudżetowej stomatologii, na którą trafiają osoby z odpowiednio grubym portfelem np. z wymagającą olbrzymich nakładów onkologią, gdzie przypadki beznadziejne należą do codzienności.

 

 

 

wbrew Pana wykresowi lepiej niż medycyna

 

Na pewno dla właścicieli wiodących gabinetów, ale już nie dla zatrudnionych dentystów, ani tym bardziej pacjentów.

 

 

 

Mam wśród rodzeństwa

 

Na tej samej zasadzie mogę powiedzieć, że mam znajomego po marketingu i zarządzaniu w prywatnej szkółce, które doskonale zarabia. Jednak jak to będzie się mieć do ogółu? Dlatego najważniejsza jest statystyka, a nie indywidualna percepcja, która jest niemiarodajna.

 

 

 

Prywata goni państwo ?

 

Oczywiście. Miałeś już okazję zobaczyć różnicę w zarobkach personelu medycznego na korzyść sektora publicznego. Teraz porównaj sobie powiedzmy oświatę i przemysł. Zestaw też wynagrodzenia oferowane absolwentom studiów przez służby publiczne (np. wojsko) oraz sektor prywatny. Te wszystkie dane bez problemu odnajdziesz w Internecie. Dla ułatwienia podpowiem, że ogrom chętnych na pracę w państwowym nie wziął się z przypadku. Ludzie ciągną do godnej płacy i stabilności. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Poza tym skąd wziąć specjalistów skoro ogranicza się liczbę miejsc szkoleniowych oraz nie zapewnia warunków finansowych by zatrzymać zarówno lekarzy nie-specjalistów jak i specjalistów.

 

Chociażby z Ukrainy. Nostryfikacja dyplomu i kurs polskiego kosztują podatników mniej niż 6 lat studiów (suma nawet 250 tys. zł) + rezydentura. 

 

PS: Jeżeli chcesz kontynuować dyskusję, to jak najszybciej nadrób braki elementarnej wiedzy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nostryfikujac dyplom zyskuje sie uprawnienia do pracy w całej UE wiec nie dostrzegam ani jednego powodu dla ktorego ukrainski lekarz miałby po dokonaniu tego wysiłku(i podniesieniu kosztów) osiedlic się w Polsce a nie bogatszy kraju.

Braki elementarnej wiedzy ? No oczywiście, przecież nie znam własnego sektora.

Ciagle Pan pisze o niewiedzy nie wskazujac ani jednego przykładu jej braku.

Proszę nie byc trollem i zweryfikować wiedzę bo wyraźnie widać iż nie pracuje Pan w ochronie zdrowia.

Jestem lekarzem i popieram swoje wypowiedzi danymi NIL, banku swiatowego oraz GUS.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Drodzy Panowie, proszę zakończyć tą dyskusje, ponieważ nie wnosi ona nic nowego, a obrażanie się wzajemne na forum nie jest naszym celem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nostryfikujac dyplom zyskuje sie uprawnienia do pracy w całej UE wiec nie dostrzegam ani jednego powodu dla ktorego ukrainski lekarz miałby po dokonaniu tego wysiłku(i podniesieniu kosztów) osiedlic się w Polsce a nie bogatszy kraju.

 

Proponuje spytać o to pracujących w Polsce ukraińskich lekarzy.

 

Wśród najważniejszych czynników można wymienić:

 

- Bliskie pokrewieństwo językowe równające się szybkiemu opanowaniu polskiego. Nostryfikacja odbywa się przecież w języku danego kraju. Kto miał okazję być na Ukrainie ten wie, że znajomość języków zachodnich stoi tam na żenująco niskim poziomie. Ich własny, rosyjski i następnie długo nic. Trzeba pamiętać, że lekarz musi biegle władać językiem obcym, a to utrudnia wyniesienie się za granicę. Wykwalifikowani pracownicy fizyczni mają łatwiej, bo im wystarczą podstawy. Dlatego też np. stolarz czy operator CNC z kilkuletnim doświadczeniem mogą w Polsce zarobić dwie średnie krajowe, a lekarzom pozostają żebry u Premiera. Gdyby masowo uciekli na Zachód, to płace zaraz by podskoczyły. Dlaczego zatem tego nie robią? Czy nie z powodu braku biegłej znajomości języka?

 

- Otwarcie rynku i orientacja na pozyskiwanie Ukrainców. Oznacza to łatwość uzyskania nie tylko prawa pobytu, ale również tzw. Karty Polaka. Ponadto na rynku działa wiele firm, które wyspecjalizowały się w sprowadzaniu pracowników i na starcie oferują im pomoc w dopięciu formalności, w tym pokrycie kosztów nostryfikacji w zamian za lojalkę. Instytucje też mogą tak czynić. Coś takiego jest atrakcyjne dla obywatela państwa pogrążonego w chaosie.

 

- Bliskość Ukrainy, czyli możliwość pozostania w realnym kontakcie z bliskimi. To również dosyć istotna sprawa.

 

 

No oczywiście, przecież nie znam własnego sektora.

 

Nie sądzę, żebyś był chociaż rezydentem. Do tej pory nie spotkałem lekarza, który waliłby takie gafy. BTW - praca w danym sektorze nie czyni z automatu znawcy. Więcej pokory. To właśnie nią odznaczają się prawdziwi, a nie wirtualni i samozwańczy, specjaliści.

 

 

Ciagle Pan pisze o niewiedzy nie wskazujac ani jednego przykładu jej braku.

 

Uprasza się o czytanie postów ze zrozumieniem. Gdybyś posiadł tę umiejętność, to w moim poprzednim poście znalazłbyś wypowiedzi, w których prostowałem podane błędy.

 

 

bo wyraźnie widać iż nie pracuje Pan w ochronie zdrowia.

 

Nic takiego nie mówiłem. Proszę nie przypisywać mi tego, czego nie napisałem.

 

 

Jestem lekarzem i popieram swoje wypowiedzi danymi NIL, banku swiatowego oraz GUS.

 

A gdzie linki do tych (obalonych swoją drogą...) rewelacji? Dyskusja dotyczy suchych faktów, a nie dogmatów religijnych, żeby podpierać się słowem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Podobna zawartość

    • Przez nszyler@interia.pl
      Cześć zdawałem maturę rok temu ale zdałem bardzo słabo bo angielski 34%, matematyka 44%, polski 56% i geografia 23% Geografie w tym roku zamierzałem poprawiać i chodź nauka mi idzie dobrze to nie umiem wbić się w klucz i naprawdę słabo idą mi arkusze. Przewiduje max 40%, chodź liczę na więcej, jednak nie nastawiam się na zbyt wiele. Myślałem o studiach na kierunku gospodarka przestrzenna. Na niektórych uczelniach jest to oblegany kierunek, na innych nie. Czy powinienem wydawać pieniądze na rekrutacje na topowe uczelnie czy z góry sobie je darować? Na jakie uczelnie jest najmniejszy próg żeby mieć szansę dostania się na studia? I czy w ogóle jest sens aplikowania na jakiekolwiek studia bo nie wiem czy z tak słabo zdaną maturą mam szansę gdziekolwiek się dostać?
    • Przez Mateusz_G
      Cześć, w ramach pracy licencjackiej prowadzę badania preferencji dotyczących redystrybucji dochodu i proszę Was o pomoc - wzięcie udziału w badaniu. Forma jest ciekawa, a badanie trwa 2 minuty:
      Link do badania (klik)
      Z góry Wszystkim dziękuję! 
    • Przez A2001
      Są tu może studenci wydziału prawa i administracji z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu ? 
      Jaki kierunek studiujecie ? I jakie macie opinie ? 
    • Przez A2001
      Czy warto studiować prawo europejskie ? Nie ma na ten temat dużo informacji i zastanawiam się co wybrać: ten kierunek czy zwykle prawo
    • Przez Studia548
      Witam, myślicie ze mam małe czy duże szanse, aby dostac się na Informatyke stosowana i systemy pomiarowe na UWr mając ok.50/60 punktów? (Rozszerzenie mam z matematyki)


  • Wypowiedzi z ostatnich 10 dni

    • Nikt nie twierdzi, że zakres kompetencji weterynarza ogranicza się tylko i wyłącznie do leczenia. To również m.in. szereg czynności związanych z "eksploatacją" zwierząt hodowlanych, nadzorem uboju, kontrolą produktów odzwierzęcych itd., co jest domeną raczej prowincji niż metropolii. Tylko rzecz w tym, że anegdoty nie mają wpływu na ogólny obraz rzeczywistości i podejście większości społeczeństwa, a poza tym powstaje tutaj zasadnicze pytanie - jaki jest sufit wydatków na weterynarza? Czy byłabyś skłonna poświęcić powiedzmy kilkadziesiąt tys. zł dla swojego zwierzaka? Nie stanowi to równowartości skomplikowanego leczenia człowieka. I jaki % społeczeństwa wydałby tyle samo lub więcej? Właśnie takie kwestie decydują o tym, że weterynaria wygląda tak, a nie inaczej. Tymczasem po wklepaniu do wyszukiwarki "NFZ najdroższy pacjent" dostaniesz pierwszego linka, który mówi o astronomicznej kwocie 3,5 miliona zł w 2014 roku. Tak więc finanse medycyny i weterynarii dzieli wręcz prawdziwy kanion, co tę pierwszą stale pcha do przodu, a drugą zatrzymuje w miejscu bez realnych widoków na rozwój i tym samym kolejne miejsca pracy. Tak się składa, że głównym obciążeniem NFZ nie są odpowiedniki usług popularnych w Luxmedach itp., czyli niskobudżetowe konsultacje, podstawowa diagnostyka i jednodniowa chirurgia, lecz to, co z natury nie przynosi żadnego zysku, a jest konieczne ze względu na standardy diametralnie odmienne od weterynaryjnych (czyt. nie "usypiamy" poważnie chorych ludzi). Chociaż pole do podboju rynku SORów, OIOMów, onkologii i wielu innych specjalizacji jest ogromne, to jednak znajduje się poza obszarem zainteresowań kapitału prywatnego, bo... nie da się na tym zarobić.   Podsumowując dyskusję - głównymi hamulcami weterynarii są pieniądze i ograniczenie się do usług rentownych, co przyczynia się do tego, że popyt na weterynarzy rośnie wielokrotnie wolniej od podaży absolwentów wypuszczanych przez coraz to kolejne uczelnie rolnicze.
    • Czy da się połączyć filologię polską z weekendową pracą czy jest to niemożliwe (rozważam UJ lub UP) 
    • W tym wypadku powiedziałabym, że jest raczej odwrotnie. Przemysł mięsny i mleczarski nie jest zainteresowany leczeniem zwierząt, co najwyżej wykorzystaniem ich do momentu, do którego jest to możliwe, podtrzymywaniem przy życiu, dopóki zwierzęta nie staną się zbędne albo ich ciał nie będzie można do czegoś wykorzystać. Wykonuje się tylko najprostsze zabiegi, zabezpiecza przed chorobami zakaźnymi, droższe się nie opłacają, bo by się bilans nie zgadzał. Ten przemysł jest jednak dość okrutny. Weź pod uwagę, że nawet takie knury kastruje się na żywo, bo znieczulenie to za duży koszt. Jeden weterynarz jest tam zapewne w stanie obsłużyć tysiące zwierząt. Niemniej autorka pisze, że do tego jest mniej chętnych i łatwiej znaleźć pracę, w co wierzę, bo tu mogą w grę wchodzić jakieś osobiste i sentymentalne powody. Nie jest to miejsce dla miłośnika zwierząt.    Ludzie zupełnie inaczej się zachowuję, jeśli w grę wchodzą zwierzęta towarzyszące. Przynajmniej pisząc z punktu widzenia dużego miasta i pewnej grupy społecznej. Wiele osób jest w stanie płacić za zabiegi przedłużające życie zwierzęcia, nawet jeśli to tylko odkładanie nieuniknionego, kiedy w grę wchodzi więź emocjonalna. Najwięcej pieniędzy w życiu na cele medyczne wydałam w pewnej warszawskiej specjalistycznej przychodni dla gryzoni. Chociaż te zwierzęta i tak żyją zaledwie kilka lat. I uwierz, że nie byłam jedyna, zawsze tam były tłumy. Ludzie kochający swoje zwierzęta o wiele chętniej otwierają portfele niż rolnicy i hodowcy, bo tu w grę wchodzi zupełnie inna motywacja.    Co zaś do NFZ-u, to obecnie mało znam ludzi, którzy korzystają z usług publicznej służby zdrowia, raczej częściej chodzi się po jakichś Luxmedach itp., ale to też pewnie dlatego, że w otoczeniu mam ludzi względnie zdrowych. Kiedyś w przyszłości może się to zmienić. Albo i nie, bo równie dobrze może się okazać, że leczenie choroby X nie jest refundowane albo refundowane są tylko przestarzałe metody leczenia i trzeba będzie zbierać kilkaset tysięcy na leczenie. Wtedy to na pewno przekroczy wydatki na weterynarz.  
  • Najpopularniejsze tematy na forum

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.