Skocz do zawartości
Obcy2

Tytuły zawodowe po studiach.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

Mam pytanie odnośnie uzyskiwanych tytułach zawodowych po skończonych studiach w internecie są bardzo odmienne informacje na ten temat. Mianowicie czysto teoretycznie kończąc studia inżynierskie I- go stopnia na kierunku zarządzanie uzyskuje tytuł inż. ale na studiach II- go stopnia wybieram kierunek ekonomia i mam mgr czyli mogę powiedzieć że jestem mgr inż ekonomii i mgr inż zarządzania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie możesz podpisywać się mgr inż. Ale mówić możesz że jesteś inżynierem z zarządzania a magistrem z ekonomi porostu masz ukończone 2 kierunki studiów 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesteś inżynierem zarządzania a magistrem ekonomii. Nie możesz mówić że jesteś mgr inż zarządzania. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli będę mógł się podpisywać tylko w ten sposób: mgr ekonomii inż. zarządzania Jan Kowalski? Trochę dziwnie to wygląda niespotkałem się z takim podpisem. Myślałem że studia drugiego stopnia są kontynuacją nauki po studiach pierwszego stopnia i po pięciu latach te tytuły się zsumują :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie tytuły się nie sumują. Podpisujeszcze mgr inż. Jan Kowalski nie piszesz kierunków studiów zwróć nawet uwagę na pieczątkach nie piszą mgr administracji, mgr farmacji tylko smak mgr, w korespondencji email jeśli już używasz tytułu to wygląda to że pierw stanowisko tytuł i imię oraz nazwisko. Od używania tytułów już raczej się odchodzi bo studia nie są czymś nadzwyczajnym, nawet w mniejszych miastach masz jakieś wyższe szkoły lansu i balansu w których jedynym wymogiem jest obecność i czesne 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie stosuje się podpisów mgr, dopiero od tytułu doktora.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tytuł mgr inż. (rzecz jasna bez podawania czego, chyba że mowa o tytule mgr inż. arch.) faktycznie spotyka się na pieczątkach i w korespondencji służbowej, ale dotyczy on tylko i wyłącznie osób, które ukończyły studia dające tytuł mgr inż. (3-semestralne), a nie "klasyczną" 2-letnią magisterkę. Ponadto do pracy zawsze składa się ostatni dyplom i używa się widniejącego na nim tytułu zawodowego.

 

Zresztą bez urazy, ale inżynier zarządzania to jakieś nieporozumienie, które wynika jedynie z tego, że tytuł inżyniera nie cieszy się ochroną prawną na wzór tytułu lekarza. Żyjemy w tak śmiesznych czasach, że wystarczy rzucić podstawowy kurs rysunku technicznego i do tego ochrzcić jakieś przedmioty przymiotnikiem "techniczny/stosowany", oczywiście bez zmiany treści programowych, i już można udawać, że... kierunek jest inżynierski. W polskiej tradycji tytuł inżyniera związany jest ze studiami technicznymi i rolniczymi, a nie zarządzaniem, ekonomią czy hotelarstwem, które nie uczą podstawowej aktywności inżynierskiej - projektowania. Jednak nieuregulowane prawnie zasady to zbyt mało i efekt jest taki, jak wszyscy widzimy. Nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas pojawi się inżynier administracji lub dziennikarstwa, bo dlaczego by nie..?

 

Do czego piję? A no do tego, że chociaż coraz więcej kierunków dostaje "medyczny" przymiotnik w nazwie (np. biologia, chemia i fizyka medyczna), to jednak ich absolwenci nie dostają lek. przed nazwiskiem, który słusznie przysługuje absolwentom kierunków (lekarski, stoma i wet) uczących podstawowej aktywności lekarza - leczenia. W tym przypadku zdrowy rozsądek został zachowany.

W dniu 22.10.2019 o 14:42, Obcy2 napisał:

tytuły się zsumują

Hm... Czyli gdybyś był po techbazie, to chciałbyś podpisywać się mgr inż. tech.? :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gutek, już kiedyś ten temat był poruszany. Jest popyt, jest podaż. Ludzie kiedyś durnie wierzyli, że każdy magister da im wielką karierę, to się w każdej wsi otwierały szkoły wyższe. Teraz durnie wierzą, że jak będą mieli inż. przed nazwiskiem, to się magicznie otworzy przed nimi wielka kariera. No to się i otwierają takie kierunki, bo rynek reaguje na zapotrzebowanie. Co zrobisz? Nic nie zrobisz. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.




  • Wypowiedzi z ostatnich 10 dni

    • Mogę pokrótce opisać jak to wygląda w Dęblinie. Rekrutacja na szkolenie w ACSLu jest prowadzona po 3 semestrze. Warunkami koniecznymi do zakwalifikowania się są średnia 3,25 i ważna licencja PPL(A) (na te 20-30 osób jest przeważnie jedno miejsce przewidziane dla osoby, która tej licencji nie ma, z tym, że wtedy średnia wymagana skacze do około 4,5 co na tym kierunku jest bardzo trudne do osiągnięcia). Koszt licencji zależnie od aeroklubu i od samolotu na jakim latacie wahać się może od 20 do 25 tysięcy złotych. Licencję robicie na własny koszt i zaznaczam, że jest ona konieczna do tego, żeby w ogóle być wziętym pod uwagę przy rekrutacji, sama w sobie nie gwarantuje, że was przyjmą. Oprócz tego musicie rzecz jasna zrobić badania lotniczo-lekarskie na klasę pierwszą (najwyższą) i dalej postępowanie jest prowadzone w oparciu o średnią z 3 semestrów studiów oraz liczbę wylatanych godzin już po zdaniu licencji. Maksymalnie można ich wylatać 75 (możecie mieć ich więcej ale tylko te 75 będzie wzięte pod uwagę), oczywiście również za własną kasę, zatem sami już widzicie, że pilotaż cywilny to specjalność dla bogatych. W oparciu o te kryteria jest potem sporządzana lista osób przyjętych na szkolenie w ACSL. Z tej listy 2 miejsca są przeznaczone dla kandydatów na pilotów śmigłowców (ale to nie zawsze, w zeszłym roku np. rekrutacji na śmigłowce nie prowadzono), osoby z wyższymi lokatami mają pierwszeństwo w wyborze i mogą zadeklarować, czy chcą iść na samoloty czy na śmigłowce. Jeżeli z osób z listy nikt się nie zadeklaruje to na śmigłowce kieruje się osoby z 2 ostatnich miejsc. Następnie osoby, które zakwalifikowały się na szkolenie mają na 4 semestrze obowiązek zdać LGPS (Lotnicze Gimnastyczne Przyrządy Specjalne) czyli znane z filmów szkoleniowych o Dęblinie żyroskopy w których się kręcisz żeby poprawić wytrzymałość błędnika oraz tolerancję na przeciążenia. Po 4 semestrze natomiast odbywa się właściwa deklaracja specjalizacji, pilotaż mogą tutaj zadeklarować 2 grupy osób - pierwsza to ta, która przeszła całą opisaną wyżej procedurę rekrutacyjną i zakwalifikowała się na szkolenie w ACSLu, druga grupa to osoby, które przy wyborze specjalności zadeklarują się, że część praktyczną szkolenia będą realizowały za własne pieniądze w prywatnej szkole. Po wejściu na specjalizację (5 semestr) zaczyna się zabawa. Uczelnia wpompowuje was wtedy sporo pieniędzy bo całe szkolenie jest realizowane na jej koszt (oczywiście z jednym zastrzeżeniem - nie możecie z tego już zrezygnować, chyba, że chcecie zwracać koszta szkolenia). Na sam początek dostajecie kilka fantów które będziecie nosić podczas lotów - kombinezon trudnopalny Proppera model CWU 27 (taki sam jak noszą piloci amerykańskich sił powietrznych, koszt rzędu 1500 zł jak chcecie go kupić sami), buty taktyczne, czapeczkę z daszkiem i kurtkę lotniczą Alpha, fajne rzeczy zwłaszcza jeżeli lubicie się popisywać i chcielibyście się wozić po szkole jak Pan i władca budząc zazdrość młodszych roczników.Dalej ścieżka szkolenia zależy już od tego, czy traficie na samoloty czy śmigłowce. Jeżeli na samoloty to będziecie szkoleni do uzyskania licencji ATPL frozen wraz z uprawnieniami IR (lotów według wskazań przyrządów) oraz ME (na samoloty wielosilnikowe) i będziecie latać głównie na Diamondzie DA42. Frozen od pełnego ATPLa różni się tym, że macie zdany egzamin teoretyczny do licencji i po jego ukończeniu musicie wylatać określoną liczbę godzin już jako pilot zawodowy żeby go sobie "odblokować", dopiero wtedy stajecie się pełnoprawnym pilotem liniowym. Jeżeli natomiast będziecie na śmigłowcach sprawa wygląda trochę inaczej ponieważ wasza licencja, która uprawniała was do rekrutacji jest na samoloty. Licencję PPL(H) czyli turystyczną ale już śmigłowcową robicie w trakcie studiów na koszt uczelni. Uzyskacie ją mniej więcej w podobnym okresie co tytuł inżyniera i potem zaczynacie już szkolić się do licencji CPL(H) wraz z uprawnieniami IR. Latać będziecie głównie na śmigłowcu Guimbal Cabri G2 (ACSL posiada też Robinsony R44 ale póki co latają na nich tylko studenci wojskowi). Tyle z mojej strony co mogę wam powiedzieć. Zaznaczam, że nie jestem pilotem i wszystko co wam tutaj opisuję znam tylko i wyłącznie z teorii. Pozdrawiam
    • Właśnie chciałbym się dowiedzieć, bo na rozmowie z wykładowcą dowiedziałem się, że już zgłosił do dziekanatu bodajże moją nieobecność, więc wolałbym sam się ulotnić, niż tłumaczyć się czymś, co powodem dla nich nie jest do takiej nieobecności. Chciałbym uniknąć pobierania stypendium i czekanie na skreślenie, bo mam wrażenie, że to jest podstawa do zwrotu i innych biurokratycznych pierdółek, więc najłatwiej stawić się do Centrum Obsługi Studenta czy do Dziekanatu w związku z planowanym zakończeniem studiów?  
    • Trudno powiedzieć. Uczelnie są takimi instytucjami gdzie rzadko ktoś takich rzeczy pilnuje bo to dodatkowa robota. Wątpię że ktoś będzie Cię ścigał. Oczywiście chodzi o stypendium wypłacone do czasu studiowania czyli skreślenia z listy studentów.
  • Najpopularniejsze tematy na forum

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.